Kadr z filmu katastroficznego? Nie - to zdjęcie zrobiono na zwykłym rejsie promu w Australii

Pasażerowie promów na zatoce Sydney najczęściej liczą na spektakularny widok miasta i wybrzeża. Jednak w ten weekend jeden z kursów przypominał rejs po otwartym morzu.

Promy pasażerskie, kursujące po zatoce Sydney to zwykły środek komunikacji dla mieszkańców i atrakcja dla turystów. Można z nich podziać słynną operę i most, a także pełne małych zatoczek wybrzeże. 

Rejs zazwyczaj jest spokojną rozrywka - nawet w niepogodę pasażerom grozi najwyżej pochmurne niebo. Zdarza się jedna, że na zatokę docierają większe fale. Właśnie taki moment uchwycił pracownik jednego z promów podczas sobotniego rejsu.

 

Haig Gilchrist wykonał z promu kilka fotografii, jednak jedna przykuła szczególna uwagę użytkowników serwisu Instagram - a także światowych mediów. Widać na niej inną osobę, uczepioną barierki i... kilkumetrową falę tuż za burtą promu. Kadr przypomina wręcz scenę z filmu katastroficznego. 

 

Autor pisze, że przyczyną wyjątkowo dużych fal był east coast low, czyli występujący na wschodnim wybrzeżu Australii cyklon. Gilchrist pracuje na promie w Sydney i regularnie udostępnia w mediach społecznościowych zdjęcia z zatoki - podaje BBC.

Zdjęcie udostępniono tysiące razy w mediach społecznościowych, napisały o nim m.in. brytyjskie i amerykańskie media. Niektóre podkreślają, że odwiedzający Sydney nie powinni przerażać się zdjęciem - zazwyczaj zatoka wygląda całkiem spokojnie.