Przyjaciel zamordowanego Kim Dzong Nama: Oczywiście, że się bał. Miał błagać brata o życie

Minął tydzień od śmierci przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej. Jego przyjaciel mówił, że odkąd Kim Dzong Un objął władzę w kraju, Koreańczyk żył w ciągłym strachu o życie.

Anthony Sahakian, wieloletni przyjaciel zamordowanego w ubiegłym tygodniu Kim Dzong Nama, w rozmowie z brytyjskim "Guardianem" zdradził, że mężczyzna obawiał się zamachu. Jak twierdzi agencja wywiadowcza z Korei Południowej, pięć lat temu prosił brata o darowanie mu życia.

"Jedyną drogą ucieczki jest samobójstwo"

- Bał się. Nie był to wszechogarniający strach, ale miał paranoję. Był ważną postacią polityczną. Oczywiście, że się bał - mówił o Kimie Anthony Sahakian, który sam zwracał się do niego "Lee". Jak relacjonuje Sahakian, jego przyjaciel był duszą towarzystwa, jednak ze strachu przed bratem starał się unikać zbytniego rozgłosu. Szczególnie po tym, jak jego wuj został zamordowany. 

W 2011 roku Kim Dzong Nam zdradził swoje poglądy polityczne w rozmowie z japońskim dziennikarzem Yojim Gomim. Kilka miesięcy później jego brat został przywódcą Korei Północnej. Kiedy w 2012 roku Gomi opublikował książkę napisaną na podstawie wywiadu z Namem, mężczyzna miał po raz pierwszy poczuć strach przed mściwym Kim Dzong Unem. Szpiedzy z Korei Południowej utrzymują, że w tym samym roku napisał do niego list.

Nie mamy dokąd pójść, nie możemy się ukryć. Zdajemy sobie sprawę, że jedyną drogą ucieczki jest samobójstwo

 - miał pisać, prosząc o łaskę.

Nieznana przyczyna śmierci

Kim Dzong Nam został w poniedziałek 13 stycznia zaatakowany w Kuala Lumpur przez dwie kobiety, które następnie uciekły z miejsca zbrodni. Jedna z nich miała spryskać jego twarz trucizną, a druga przyłożyć do niej chustkę. Policja w Malezji zatrzymała do tej pory trzy osoby: mężczyznę pochodzącego z Korei Północnej, Wietnamkę i Indonezyjkę. Czterech mieszkańców Korei Północnej zbiegło z kraju w dniu zamachu. Co najmniej trzech z nich miało uciec do Dubaju, a potem wrócić do Pjongjangu.

Dokładna przyczyna śmierci Kim Dzong Nama wciąż nie jest pewna. Wstępne badania nie wykazały zawału serca, a na ciele mężczyzny nie znaleziono śladów ukłuć. Policja wierzy, że zabójcy użyli szybko działającej trucizny. Malezyjski minister zdrowia zapowiedział w poniedziałek, że w środę powinny być znane kompletne wyniki autopsji. Władze kraju czekają też na przybycie do Kuala Lumpur krewnych ofiary w celu potwierdzenia jej tożsamości. Dały im na to dwa tygodnie.

Przyrodni brat Kim Dzong Una zamordowany

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Przyjaciel zamordowanego Kim Dzong Nama: Oczywiście, że się bał. Miał błagać brata o życie
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl