W operacji amerykańskich komandosów w Jemenie zabito 8-letnią dziewczynkę? "Prawie wszystko poszło nie tak"

W pierwszej operacji specjalnej, zatwierdzonej przez Donalda Trumpa, poległ żołnierz Navy SEAL. Amerykanie zastrzelili bojowników Al-Kaidy. I prawdopodobnie co najmniej kilkunastu cywilów, w tym 8-letnią dziewczynkę. Kilka lat temu w ataku drona zabito jej ojca, ważnego członka Al-Kaidy.

Najpierw ostrzał z drona, potem desant komandosów i atak na budynek - tak świadkowie, do których dotarł Reuters, opisują operację jednostki Navy SEAL w Jemenie. Jednak od początku było wiadomo, że misja przeciwko komórce Al-Kaidy nie idzie zgodnie z planem.

Podczas lądowania doszło do uszkodzenia samolotu pionowego startu MV-22 Osprey. Kilku żołnierzy odniosło obrażenia, a cenny pojazd musiał zostać zniszczony - opisuje NBC News. - Prawie wszystko poszło nie tak - powiedział stacji proszący o anonimowość pracownik Departamentu Obrony.

Już po wylądowaniu komandosi znaleźli się pod ostrzałem. Jeden z nich zginął. W poniedziałek Pentagon ujawnił, że poległy żołnierz to Ryan Owens. "Amerykanie dziś są zasmuceni wiadomością, że życie bohaterskiego członka armii zostało odebrane w walce ze złem radykalnego islamskiego terroryzmu" - napisał w oświadczeniu Donald Trump.

Pomimo strat misja została obwołana sukcesem. Celem przeprowadzonej w niedzielę nad ranem operacji było zebranie informacji wywiadowczych dotyczących działalności terrorystów. Zabito także 14 bojowników, w tym trzech ważnych członków Al-Kaidy. Jednak szybko okazało się, że mogli oni nie być jedynymi ofiarami.

8-latka trafiona w szyję

Jak podaje Reuters, komandosi mieli zabić na miejscu przynajmniej drugie tyle cywilów, w tym 10 kobiet. Jedną z ofiar ma być ośmioletnia dziewczyna Anwar al-Awlaki, córka obywatela USA.

- Kula trafiła w jej szyję, cierpiała przez dwie godziny - mówił dziennikarzom jej dziadek. - Dlaczego zabijają dzieci? Czy to ma być nowa amerykańska administracja? To wielka zbrodnia - dodał. Córka przebywała tam ze swoją matką, która przeżyła atak. Podobnie śmierć dziewczynki opisywał na Facebooku jej wujek Ammar Al-Aulaqi, były członek jemeńskiego rządu.

W oficjalnym oświadczeniu Pentagon nie odnosi się do kwestii ofiar cywilnych. Jednak rozmówca NBC News nieoficjalnie potwierdził, że zabito kilka kobiet, w tym Anwar al-Awlaki. Zaznaczył jednak, że niektóre z nich były bojownikami i otworzyły ogień do komandosów.

Ojciec zabitej 8-latki był urodzonym w USA Jemeńczykiem, duchownym w szeregach Al-Kaidy. Zabito go w ataku dronem na terenie Jemenu w 2011 roku.Obawiano się wtedy, że duchowny może zostać nowym liderem organizacji po śmierci Osamy Bin-Ladena. Dwa tygodnie później dron zabił jego 16-letniego syna.  

Wypowiadający się dla amerykańskich mediów eksperci podkreślają, że śmierć dziewczynki - niezależnie od tego, że nie potwierdza jej Pentagon - będzie wykorzystana przez propagandę ekstremistów. W mediach społecznościowych krążą zdjęcia, mające pokazywać rzekomo zabitą 8-latkę. Kanały propagandowe Al-Kaidy już nazwały atak "masakrą wykonaną z zimną krwią".

Amerykańskie wojska specjalne nie przeprowadzały operacji w Jemenie od 2014 roku. Reuters podkreśla, że jemeńska Al-Kaida jest uznawana za jeden z najgroźniejszych odłamów tej organizacji.

Więcej o: