Mistrz olimpijski emocjonalnie po dekrecie Trumpa: Będę musiał powiedzieć dzieciom, że tatuś może nie przyjść do domu...

Zgodnie z dekretem prezydenta USA obywatele kilku krajów muzułmańskich mogą nie mieć prawa wjazdu do kraju. Decyzję skomentował pochodzący z Somalii lekkoatleta Mo Farah: "Moja historia jest przykładem tego, co może się stać, jeśli uprawia się politykę współczucia i zrozumienia, nie nienawiści i izolacji".

"1 stycznia tego roku Jej Wysokość Królowa uczyniła mnie Rycerzem Królestwa. 27 stycznia prezydent Donald Trump uczynił mnie, zdaje się, kimś obcym" - tak swój wpis na Facebooku rozpoczyna brytyjski lekkoatleta sir Mohammed "Mo" Farah, dwukrotny mistrz świata w biegu na 5 i 10 km, wielokrotny mistrz Europy oraz zdobywca czterech złotych medali na igrzyskach olimpijskich.

Farah odnosi się do dekretu, jaki w piątek wydał prezydent USA. Zgodnie z nim Stany Zjednoczone zawieszają przyjmowanie uchodźców m.in z Syrii. Według rozporządzenia wstrzymane zostaje także wydawanie wiz obywatelom Iraku, Iranu, Syrii, Sudanu, Libii, Jemenu i Somalii. Prezydent podkreśla, że chce zapobiec przenikaniu do USA "radykalnych islamskich terrorystów".

Farah zaznacza, że jest brytyjskim obywatelem mieszkającym w Ameryce od sześciu lat. Ciężko pracuje, płaci podatki i wychowuje tam czwórkę dzieci. "W miejscu, które nazywają teraz domem" - dodaje.

Teraz mi i wielu innym, takim jak ja, powiedziano, że możemy nie być tu mile widziani. To głęboko niepokojące, że będę musiał przekazać swoim dzieciom, że tatuś może nie mieć możliwości wrócić do domu. I wyjaśnić im, dlaczego prezydent wprowadził prawo, które bierze się z ignorancji i uprzedzeń

- pisze Farah.

Rodzice sportowca - ojciec Brytyjczyk i matka Somalijka - poznali się podczas wakacji tego pierwszego w Afryce. Gdy Farah miał osiem lat, przeprowadził się do Wielkiej Brytanii. "Dostałem szansę na odniesienie sukcesu i zrealizowanie moich marzeń" - pisze utytułowany lekkoatleta.

"Jestem dumny że mogłem reprezentować mój kraj, zdobywać medale dla Brytyjczyków i otrzymać najwyższy zaszczyt - tytuł szlachecki. Moja historia jest przykładem tego, co może się stać, jeśli uprawia się politykę współczucia i zrozumienia, a nie nienawiści i izolacji" - kończy.

Poruszający wpis sportowca w błyskawicznym tempie obiegł internet - w ciągu dwóch godzin udostępniło go na Facebooku kilkadziesiat tysięcy osób.

A TERAZ ZOBACZ: "Czas pustego gadania się skończył. Nadchodzi czas działania." - Pierwsze przemówienie prezydenta Trumpa

Więcej o: