Niemiecki dziennikarz pisał o zamachu w Smoleńsku. Teraz nie wyklucza, że padł ofiarą "fałszerstwa"

Jürgen Roth w dwóch książkach lansował tezę o zamachu, do którego miało dojść 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Powoływał się na raport, który miał rzekomo powstać w niemieckim wywiadzie. Dziś do dokumentu podchodzi z większym dystansem.

Roth nazywany był "bohaterem prawicy". W wydanej w ub. r. w Niemczech książce "Tajne akta. Smoleńsk" przedstawiał tezę, że w katastrofę prezydenckiego samolotu w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. zamieszane były rosyjskie służby specjalne.

Powoływał się na raport BND (niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza) z 2014 r., według którego oficer rosyjskiej FSB miał podłożyć w tupolewie ładunki wybuchowe ze zdalnie sterowanymi zapalnikami. Zlecenie zamachu miał wydać polski polityk. Informacje dementowała sama BND, zaprzeczając, by taki raport kiedykolwiek powstał. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Roth: Niewykluczone, że cała historia jest fałszerstwem

Dziennikarz opublikował rzekomy raport BND w całości w drugiej książce wydanej w tym roku - "Smoleńsk. Spisek, który zmienił świat" - powielającej tezy z pierwszej pozycji.

Roth mówił wcześniej, że do raportu należy podchodzić "sceptycznie". W weekendowym wydaniu "Gazety Polskiej" dziennikarz również nie przesądza o wiarygodności raportu. Co więcej, sam przyznaje, że może być nieprawdziwy.

"Oczywiście niewykluczone, że cała historia opisana w dokumencie jest fałszerstwem, celową akcją dezinformacyjną BND. Zresztą w książce wcale nie twierdzę, że zawarte w raporcie wydarzenia miały miejsce. Nie zmienia to jednak faktu, że sam raport istnieje" - mówi Jürgen Roth.

Kontrowersje wokół Rotha

Jürgen Roth jest jednym z najbardziej znanych dziennikarzy śledczych w Niemczech. Jego publikacje przyniosły mu sławę - i wrogów. Uchodzi bowiem za zadziornego, "trudnego", kontrowersyjnego autora. Wydał ok. 40 książek. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Krytycy, a przede wszystkim wymieniani przez niego w jego publikacjach politycy i przedsiębiorcy zarzucają mu, że wielu rozpowszechnianych przez niego informacji nie można potwierdzić, nawet on sam nie jest w stanie udowodnić ich wiarygodności. Pozywali go m.in. były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder czy bułgarski szef MSW Rumen Petkow.

Zobacz także: 'Wasze prawdziwe intencje to manipulacja umysłami'. Podkomisja smoleńska w Sejmie

Więcej o: