Trump skończy trwający rok impas wokół sądu konstytucyjnego. Efekt może zmienić Amerykę na dekady

Małżeństwa jednopłciowe, prawo do aborcji, kontrola posiadania broni palnej - między innymi te kwestie w dużej mierze zależą od decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego. Prezydent Trump będzie nominował do niego sędziów - których kadencja jest dożywotnia.

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych jest amerykańskim sądem konstytucyjnym - odpowiednikiem polskiego Trybunału Konstytucyjnego. W tym roku także znalazł się on w kryzysie. Jak do tego doszło?

W amerykańskim SN zasiada dziewięcioro sędziów. Prezydent nominuje, a Senat akceptuje ich na dożywotnią kadencję. W lutym zmarł sędzia Antonin Scalia. Jeszcze zanim prezydent zabrał głos w sprawie wakatu, kontrolujący Senat Republikanie zapowiedzieli, że nie zaakceptują żadnej jego propozycji. Powoływali się na precedens, według którego prezydent wstrzymuje się z nominacją, jeśli zbliżają się wybory

Obama argumentował, że nie ma takiej zasady, a ponadto nowy prezydent obejmie urząd dopiero za 11 miesięcy i on ma pełne prawo nominować sędziego. Tak też zrobił - miesiąc później nominował powszechnie szanowanego Merricka Garlanda. 

Co ważne - jest on uznawany za umiarkowanego konserwatystę. To miało uspokoić obawy, że w SN- gdzie obecnie jest czterech bardziej liberalnych i czterech raczej konserwatywnych sędziów - liberałowie uzyskają przewagę. Mimo to od marca kandydatura Garlanda nie została potwierdzona, co wywoływało kryzys konstytucyjny. 

Trump obsadzi sędziów na dożywotnie kadencje

Demokraci liczyli, że po wygranej Hillary Clinton Senat albo zaakceptuje kandydaturę, albo nowa prezydent nominuje liberała. Jednak ku wielkiemu zaskoczeniu wygrał Donald Trump.

To on nominuje następcę Scalii, a być może też kolejnych sędziów. Jak zwraca uwagę "Washington Post", dwaj spośród liberalnych sędziów mają 83 i 78 lat. 

Obsadzenie jednego wakatu przez Trumpa niekoniecznie zmieni diametralnie kierunek działania Sądu. Granice poglądów sędziów nie są sztywne, a obecni konserwatyści pracowali m.in. nad decyzją, zgodnie z którą konstytucja USA gwarantuje równość małżeńską parom jednopłciowym. 

Jednak zupełnie realny jest scenariusz, że Trump obsadzi jeszcze przynajmniej jedno lub dwa stanowiska w swojej czteroletniej kadencji. Będzie to miało poważne konsekwencje - zarówno w krótkim, jak i dłuższym terminie. 

Czy SN zmieni prawo dot. aborcji i małżeństw jednopłciowych? 

W perspektywie kolejnych kilku lat, Sąd Najwyższy z dużą przewagą konserwatystów mógłby zmienić wcześniejsze decyzje, zezwalające na małżeństwa osób homoseksualnych oraz gwarantujące prawo do aborcji.

Wątpliwym jest też, by taki skład był skłonny do decyzji, ograniczających prawo dostępu do broni. Sam Trump podkreślał w kampanii, że gwarantująca to 2. poprawka do konstytucji jest "atakowana". Z tego już cieszy się NRA - amerykańska organizacja, lobbująca na rzecz wolnego dostępu do broni.

Ponieważ pozycja w SN jest dożywotnia, decyzje Trumpa mogą mieć bardzo długotrwałe konsekwencje. Jeśli Trumpowi uda się obsadzić 2-3 ewentualne wakaty w Sądzie Najwyższym, może on zachować mocno konserwatywny profil na najbliższych kilkanaście lat. Oznaczałoby to, że nawet jeśli w wyborach za dwa lub cztery lata Demokracji odzyskają parlament lub Biały Dom, niektóre liberalne prawa i tak będzie blokowane przez sędziów.

Oczywiście wiele zależy od konkretnych decyzji Trumpa i Senatu. Przyszły prezydent chwalił się, że nie lubi zdradzać swoich planów i woli zaskakiwać. Może nominować kontrowersyjnych kandydatów, ale możliwe też, że - np. pod wpływem partii - wybierze kandydata o dobrej opinii, a może nawet umiarkowanych poglądach.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Trump skończy trwający rok impas wokół sądu konstytucyjnego. Efekt może zmienić Amerykę na dekady
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl