"Był wybuch, a potem dym". Samolot nie doleciał do Orlando, bo zgubił część silnika

• Samolot amerykańskiej linii Southwest musiał awaryjnie lądować• Maszyna zgubiła część silnika, pasażerowie usłyszeli wybuch• Samolot bezpiecznie wylądował, pasażerom i załodze nic się nie stało

Samolot amerykańskiej linii Southwest musiał awaryjnie lądować przez poważną awarię - donosi CNN. Maszyna, lecąc z Nowego Orleanu do Orlando, zgubiła część silnika. - Usłyszałam wybuch. Potem zobaczyłam dym. Widziałam też fragmenty silnika łopoczące na wietrze - opisywała jedna z pasażerek, która obserwowała sytuację przez okno samolotu.

Samolot trząsł się. Później wypadły maski tlenowe. - Niektórzy płakali i krzyczeli - mówiła pasażerka. Po zgłoszeniu problemu przez pilotów maszyna została skierowana do Pensacoli na Florydzie, gdzie bezpiecznie wylądowała.

Podziękowania dla kapitana

- Załoga zachowała się wspaniale, byli bardzo profesjonalni. Kapitanowi należą się ogromne podziękowania. Dziękujemy za to, ze żyjemy - mówili pasażerowie. Nikomu z załogi ani z pasażerów nic się nie stało.

Sprawę wyjaśniają Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu oraz Federalna Administracja Lotnictwa.

A TERAZ ZOBACZ: Cierpisz na chorobę lokomocyjną? Twój mózg myśli, że się zatrułeś

 

Więcej o: