Prezydencie, obroń zwierzęta - komentuje Ewa Siedlecka

Prezydencie, obroń zwierzęta - komentuje Ewa Siedlecka

Pod hasłem dostosowania naszego prawa do Unii Europejskiej posłowie uchwalili w środę, że myśliwi mogą od ręki i bez niczyjej kontroli zabijać psy i koty "włóczące" się ponad 200 metrów od zabudowań, na terenach łowieckich.

Niestety dzięki hasłu "dostosowanie do UE" można skłonić Sejm do uchwalenia dowolnej bzdury i prawniczego bubla (skrytykowanego zresztą przez biuro legislacyjne parlamentu). A także do uchwalenia przepisów idących pod prąd unijnego prawa, jak choćby zezwolenie na trzymanie kur w klatkach wielkości kartki papieru. Wystarczył odpowiedni lobbing (myśliwych wśród posłów nie brakuje) i zabieg socjotechniczny, dzięki któremu nie dopuszczono, żeby nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt pracowała komisja ochrony środowiska, w której, nie daj Boże znaleźliby się przyjaciele zwierząt. Zajęły się nią za to komisja europejska (której wiceprzewodniczący jest myśliwym) i komisja rolnictwa.

To nie pierwszy taki numer Sejmu z ustawą o ochronie zwierząt. Poprzednio usiłował do niej, też pod hasłem dostosowania prawa do UE, wprowadzić m.in. eksperymenty na bezdomnych psach i kotach (coś ich posłowie nie lubią). Wtedy nowelizację zawetował prezydent. I teraz mam nadzieję, że wykaże się podobną wrażliwość. Inaczej wejdą w życie przepisy, które pozwolą gminom "zwalczać" bezdomne zwierzęta, zamiast otaczać je opieką (co jest rozwiązaniem tyleż tanim, co niemoralnym). A nowelizację i tak trzeba będzie znowelizować, skoro mamy rzeczywiście dostosować nasze prawo do unijnego.