Sprawa Ziętary: gryps do mordercy, ślady kopania - prokuratura zbada czy był przeciek

Sprawę domniemanego przecieku ze śledztwa dotyczącego zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary będzie badała Prokuratura Okręgowa w Opolu. Wczoraj zapadła decyzja, że zajmie się nią V wydział śledczy tej instytucji.

To odpowiedź wymiaru sprawiedliwości na apel skierowany do Prokuratura Generalnego przez Komitet Społeczny "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary". Zrzeszeni w nim m.in. dziennikarze domagają się by organy państwowe wróciły do nierozwiązanej do tej pory sprawy zaginięcia ich poznańskiego kolegi.

O tajemniczym zniknięciu Ziętary pisaliśmy już kilka razy. Dziennikarz ponad osiemnaście lat temu wyszedł z domu do redakcji, ale nigdy do niej nie dotarł. Do dziś nie wiadomo, co się z nim dokładnie stało - śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, ale wstępne ustalenia wskazują, że mężczyzna mógł zostać zamordowany. Przedstawiciele Komitetu Społecznego podejrzewają, że mogło to mieć związek z jakąś publikacją, którą przygotowywał, być może z inspiracji Urzędu Ochrony Państwa. Jak donosił Głos Wielkopolski pod koniec lat 90-tych poznańska prokuratura miała już wytypowanego sprawcę, który miał zabić Ziętarę. Zeznania wskazujące na kryminalistę miało złożyć aż siedmiu świadków (w tym sześciu incognito). Śledztwa nie udało się jednak zakończyć sformułowaniem aktu oskarżenia. Zniweczyć miał je przeciek z postępowania.

Według informacji gazety w jakiś sposób informacje o toczących się czynnościach przedostały się do domniemanego zabójcy, który w tym czasie odsiadywał wyrok za inne przestępstwo. Co więcej, według Głosu Wielkopolskiego do przecieku miało dojść jeszcze gdy przesłuchania były prowadzone w tajemnicy, a śledztwo formalnie nie zostało na nowo podjęte. Wyjaśnienia między innymi tego wątku domagają się przedstawiciele Komitetu Społecznego "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary".

Sprawca wiedział, zleceniodawcy też?

- Zabójca otrzymał do więzienia gryps z ostrzeżeniem, że prokuratura się nim interesuje w związku z tą sprawą. Potwierdzają to zeznania współwięźniów i strażnika więziennego. - relacjonuje dziennikarz Głosu Wielkopolskiego, a zarazem jeden z twórców Komitetu Społecznego Krzysztof M. Kaźmierczak. W rozmowie ze strażnikiem mężczyzna typowany na mordercę miał powiedzieć "słyszałem, że coś mi kręcicie z redaktorem".

Zdaniem przedstawicieli Komitetu, fakt, że o prowadzonych czynnościach wiedział domniemany zabójca, może też świadczyć o tym, że podobne informacje dotarły również do zleceniodawców tej zbrodni - to mogło im dać szansę i czas na pozbycie się dowodów przestępstwa. Nie można wykluczyć zresztą, że do takiego zacierania śladów dochodziło. Z relacji dziennikarzy wynika, bowiem np., że gdy po latach prokuratorzy ustalili gdzie mniej więcej może być zakopane ciało Ziętary, okazało się, że ktoś mógł dotrzeć na miejsce przed nimi. W kilku miejscach zobaczyli, bowiem ślady kopania.

Analiza sprawy przecieku, to jednak tylko mały krok w kierunku wyjaśnienia sprawy zaginięcia Jarosława Ziętary. Główne postępowanie w którym prokuratura badała przyczyny zniknięcia dziennikarza wciąż pozostaje zamknięte. Wbrew opinii Komitetu Społecznego śledczy twierdzą, że nie mają podstaw do jego wznowienia.

Dwóch gangsterów i minister nie żyją. Została piękna kobieta>>