Ks. Bronisław Gostomski (9.11.1948 - 10.04.2010)

Kapelan polskich kombatantów w Wielkiej Brytanii. Przeszło 30 lat pracował w różnych angielskich parafiach. - Po igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2013 roku idę na emeryturę i wrócę do Polski - planował.

Ks. prałat Bronisław Gostomski urodził się w Sierpcu w 1948 r. W 1966 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, a święcenia kapłańskie przyjął w 1972 r. W 1979 r. ukończył studia historyczne na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL. Wtedy też zaczął pracę duszpasterską w polskiej parafii Zgromadzenia Księży Marianów w Londynie.

Trzy lata później został proboszczem parafii w Peterborough, a w 1990 roku - parafii w Bradford. We wrześniu 2003 roku ks. Gostomski był już proboszczem parafii św. Andrzeja Boboli w Londynie, która jest Sanktuarium Matki Bożej Kozielskiej.

W tamtejszym kościele znajduje się płaskorzeźba Matki Bożej wykonana potajemnie przez ppor. Tadeusza Zielińskiego w sowieckim obozie w Kozielsku w 1941 r., koronowana przez papieża Jana Pawła II w 1997 roku w Krakowie. Kult Matki Bożej Kozielskiej był szczególnie bliski księdzu Gostomskiemu.

10 kwietnia 2010 roku w drodze do Katynia towarzyszył ostatniemu prezydentowi RP na uchodźstwie Ryszardowi Kaczorowskiemu. - Ks. prałat Bronisław Gostomski był dobrym człowiekiem, gorliwym kapłanem, ogromnie zaangażowanym i pracowitym, a także przyjacielem muzeum. Spędzał tu sporo czasu, zawsze pamiętał o nim i wspierał jego działalność - podkreśla dyrektor Muzeum Diecezjalnego ks. Stefan Cegłowski.

Podczas spotkania zorganizowanego w Płocku w rok po katastrofie smoleńskiej o wieloletniej przyjaźni z ks. prałatem Bronisławem Gostomskim opowiadał były dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Płocku ks. Bronisław Gwiazda. - Po raz pierwszy spotkaliśmy w 1966 roku w seminarium duchownym. Byłem wtedy na trzecim kursie, on był na pierwszym - wspominał. - Chodziliśmy, nie wiedząc o swoim istnieniu. Dopiero w 1974 roku poznaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy. Połączyła nas wspólna pasja do historii sztuki i podróże. Jeździliśmy na najróżniejsze obozy. Pierwszą i ostatnią naszą wspólną podróż odbyliśmy w 1978 roku do Hiszpanii, gdzie poznaliśmy ten pamiętny bilet kilometrico. Był wyjątkowy, można było na nim przejechać 5 tys. kilometrów. Kasjer nie spodziewał się, że ktoś może w całości wykorzystać bilet. A my z ks. Bronkiem zrobiliśmy to. Proszę sobie wyobrazić, że przejechaliśmy na nim 4999 km. Został tylko kilometr. Od tamtego czasu ks. Bronek jeździł już tylko na bilecie kilometrico. Umówiliśmy się, że w 2026 roku pojedziemy razem do katedry La Sagrada Familia w Barcelonie w setną rocznicę śmierci Antoniego Gaudiego. Jeżeli dożyję, pojadę tam, może i on się tam także zjawi?

Ks. Gwiazda dodawał: - Pamiętam, jak w 1997 roku zachorował. Zanim to się stało, spędziliśmy razem wakacje w Krynicy Morskiej. Po powrocie do Anglii okazało się, że ma nowotwór złośliwy na strunach głosowych. Na szczęście po pięciu latach ks. Bronisław wyzdrowiał. Kiedy już był w Londynie i miał zły nastrój, powtarzał mi: "Zostawiłeś mnie tutaj". Dlatego też każdego roku się odwiedzaliśmy. Stąd też nasz liczne podróże po świecie np. do basenu Morza Śródziemnego, Santa Susanna. Ostatni raz byłem u niego w Londynie w kwietniu ubiegłego roku. Przygotowywał się do podróży na uroczystości do Katynia. Wyjeżdżając zostawił mi karteczkę, mam ją do dziś. Napisał na niej: "Wracam 14 kwietnia, godz. 16.50, terminal pierwszy - XB [ks. Bronisław - red].

Przyjaciel ks. Gostomskiego wspominał, że w wielkim tygodniu ksiądz prałat robił porządki w swoim pokoju. Wyrzucał niepotrzebne już książki, wszystkie zdjęcia. Mówił przy tym: "Bo kto je będzie oglądał. Gdyby mama jeszcze żyła, codziennie by je oglądała. Po igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2013 roku idę na emeryturę i wrócę do Polski". Odpowiedziałem mu wtedy: nie wyrzucaj teraz swoich rzeczy. Zabierzesz je, gdy będziesz wracał do Polski - opowiadał z przejęciem ks. Gwiazda. - W końcu przyznał mi rację.

Ks. Gostomski został pochowany 22 kwietnia 2010 r. na cmentarzu parafialnym w rodzinnym Sierpcu. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.