Bronisława Orawiec-Loffler (16.02.1929 - 10.04.2010)

Członkini Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. Góralka z dziada pradziada. Emerytowana lekarz stomatolog. Miała 81 lat.

Orawcowie to duży góralski ród. Przybyli na Podhale - jak samo ich nazwisko wskazuje - z pobliskiej Orawy. Pod Tatrami mieszkają od wieków. Ale pani Bronisława za męża wybrała sobie nie górala, lecz krakowianina - nieżyjącego już Wiesława Löfflera.

Na Podhalu była osobą powszechnie lubianą i szanowaną. W Poroninie, gdzie mieszkała, bardzo interesowano się historią jej rodziny. Bo jest to historia niecodzienna.

Mała Bronia miała 10 lat, gdy wybuchła wojna. Dobrze pamiętała tamte czasy i chętnie dzieliła się opowieściami o nich z mieszkańcami Podhala. W jej rodzinnym domu na początku wojny - po klęsce kampanii wrześniowej - ukrywał się Franciszek Gajowniczek. To za niego - gdy Niemcy go później dopadli podczas próby przedarcia się na Węgry i osadzili w Auschwitz - oddał życie Maksymilian Maria Kolbe.

Bronisława Orawiec-Löffler w ciągu ostatnich lat bardzo interesowała się losem swojego stryja Franciszka Orawca, którego dobrze pamiętała jeszcze sprzed wojny. Wiedziała, że zginął z rąk funkcjonariuszy NKWD. Dlatego wstąpiła do Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. W 2009 roku w Poroninie przygotowano przy jej pomocy duże uroczystości upamiętniające rocznicę zbrodni katyńskiej i śmierci podpułkownika Franciszka Orawca, dowódcy 2. Pułku Strzelców Podhalańskich.

O swoim stryju zawsze opowiadała ze wzruszeniem. Zapamiętała go w galowym oficerskim mundurze - wzorowanym na tradycyjnym stroju góralskim: z peleryną i charakterystycznym kapeluszem z orlim piórem. I pamiętała też wojskowy motor, na którym z warkotem silnika podjeżdżał pod okna jej rodzinnego domu. Takiego stryja zazdrościł jej przed wojną cały Poronin. Wspominała zimę poprzedzającą wojnę, gdy stryj Franciszek zabrał ją z rodziną na wycieczkę dopiero co uruchomioną kolejką linową na Kasprowy Wierch. Dla małej dziewczynki było to wielkie przeżycie.

- My zostaliśmy na tarasie widokowym, a on szybko szusował na nartach w dół - opowiadała "Tygodnikowi Podhalańskiemu".

Przez stryja Franka Bronisława Orawiec-Löffler była daleką krewną artystycznej rodziny Beksińskich. Franciszek w 1922 r. ożenił się z Władysławą Beksińską, ciotką malarza Zdzisława Beksińskiego.

Dobrze pamiętała dzień, w którym kilka dni przed wojną stryj przyjechał się pożegnać. Miał zostać na noc w Poroninie, ale dostał pilny telegram ze sztabu. Natychmiast wyjechał. Nie mówił, że dzieje się coś złego, uspokajał, że tylko wzywają go po awans. W kampanii wrześniowej dostał się do niemieckiej niewoli. Po 17 września - gdy Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie tereny Polski - był w grupie polskich oficerów, których Niemcy oddali Sowietom. Trafił do Kozielska. W rodzinie Orawców zachował się list, który wysłał do żony ze słowami nadziei, że niedługo się spotkają. Pani Bronisława przypominała go sobie przed każdą podróżą do Katynia. Także tą ostatnią.

Za wybitne zasługi w służbie państwu i społeczeństwu została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 19 kwietnia 2010 roku została pochowana na cmentarzu w Poroninie.