DAP, czyli pudrowanie stuletniego staruszka

Nieufnie podchodzę do wystaw zapowiadanych jak imprezy klubowe, zwłaszcza gdy mają się odbyć w jednym z najsmutniejszych kulturalnych miejsc Warszawy - w Domu Artysty Plastyka.

Mazowiecka 11a to doskonały adres. W samym centrum, w sąsiedztwie Akademii Sztuk Pięknych, Zachęty, prężnego klubowego zagłębia. A nie pamiętam, kiedy ostatni raz odwiedziłam mieszczącą się tam Galerię Domu Artysty Plastyka. To na pewno była wystawa ilustracji książek dla dzieci, ale strasznie dawno temu.

Zniechęcająca jest już sama nazwa tego przybytku, bo artyści plastycy są dawno na wymarciu. Nawet stateczna "Polityka" nie przyznaje już Paszportów w dziedzinie plastyka (zmienili nazwę tej kategorii na sztuki wizualne). No ale rozumiem, że DAP to miejsce z tradycją. Zarządzający nim Związek Polskich Artystów Plastyków właśnie obchodzi swoje stulecie. Warszawski oddział mieści się tu od lat 60. Wtedy to ze składek członków związku zbudowano ten modernistyczny pawilon. Dziś już się trochę przykurzył, ale i tak wygląda bardzo atrakcyjnie. Gdyby go jeszcze trochę wewnątrz przeprojektować, to byłby jednym z najciekawszych wystawienniczych miejsc w Warszawie. Myślałam o nim ostatnio w kontekście narzekań na brak takich przestrzeni. Muzeum Sztuki Nowoczesnej dusi się na Pańskiej, Narodowe nie ma miejsca na stałą ekspozycję designu, podczas gdy ZPAP czy galeria Test Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki bardzo ciekawe lokale marnują.

Dostałam zaproszenie na piątkowy "wernisaż i party w DAP", które miały się odbyć w "nowej dla rodzimego artworldu konwencji. Początek nietradycyjnie - zamiast godz. 19 - 20.30. Forma casual - impreza taneczna połączona z prezentacją prac. Dobre wino i specjalne, zaprojektowane we współpracy z artystami, okolicznościowe drinki w najniższych cenach w mieście". Z zaproszenia wynikało, że artyści Bartek Kiełbowicz i Gwajo, owszem, pokażą jakieś prace, ale też przearanżują wnętrza budynku i wyświetlą na elewacji wizualizacje. Że zagra Artur 8, jest już nawet filmik na YouTube i event na Facebooku. Wszystko to brzmiało tak, jakby Związek Artystów Scen Polskich chciał "cool" językiem zaprosić na slam połączony z hiphopową imprezą.

Wyruszyłam więc na zwiad. Zajrzałam do budynku DAP jeszcze przed tym "party", które miało wstrząsnąć związkiem i radykalnie odmłodzić jego wizerunek. Niewiele na to wskazywało. Na dole w portierni siedziała ta sama co przed laty pani, na parterze wisiała bardzo tradycyjna wystawa strzeżona przez smutnych pilnujących. I tylko z wyższych pięter dobiegał stukot młotków i dźwięk wiertarek. Na samej górze rzeczywiście zadekowali się młodzi. Pomalowali klatkę schodową i windę, w najmniejszej chyba galerii powiesili swoje obrazy. Zaingerowali nawet w nieciekawe wnętrze klubu U Artystów. No ale smrodek kotleta i starsi związkowcy konsumujący tam swoje zakładowe obiady mącili nieco wizerunek nadciągającej rewolucji.

Życzę młodym kuratorom, którzy na okoliczność stulecia ZPAP z zapałem zainicjowali te zmiany, żeby ich plan się powiódł. Bo budynek przy Mazowieckiej na takie ożywienie zasługuje. Ale żeby Dom Artysty Plastyka wprowadzić w XXI wiek sztuk wizualnych, muszą śmielej zjechać tą kolorową windą na bardziej reprezentacyjne, pierwsze piętra, i rozejrzeć się, co dzieje się chociażby na sąsiedniej Akademii.