Sondażowe perpetuum mobile

Z Rosji o Rosji Maksim Sokołow, felietonista dziennika ?Izwiestia?

Sondażowe perpetuum mobile

Z Rosji o Rosji Maksim Sokołow, felietonista dziennika "Izwiestia"

Przeszło rok temu, na sylwestra, prezydent Jelcyn zaskoczył pracowników mediów, składając dymisję. Wówczas zgodnie z najnowszym rosyjskim obyczajem, który wyłącza całkowicie społeczne i polityczne życie w kraju w okresie od świąt Bożego Narodzenia liczonych według gregoriańskiego kalendarza aż do Nowego Roku liczonego według kalendarza juliańskiego (14 stycznia), dziennikarze, zamiast oddać się świątecznemu lenistwu, zmuszeni zostali nagle do gorączkowej krzątaniny. I okazało się po roku, że od tej pory już każde święta będą musieli spędzać pracowicie. Ponieważ faktyczny początek prezydentury Putina zbiega się z Nowym Rokiem, oznacza to, że dopóki Putin zasiada na Kremlu, Nowy Rok będzie obchodzony nie tylko z choinką, szampanem i petardami, ale będzie mu też towarzyszyć podsumowanie ostatniego roku rządów Putina. W rezultacie w tym okresie w gazetach częściej niż teksty o tematyce świątecznej można przeczytać sztucznie rozdmuchane politologiczne rozważania o pierwszym roku epoki postjelcynowskiej.

Wszyscy piszą, że zakończyła się epoka Jelcyna, a po niej nastała nowa. Jednak nie wspominają, czym właściwie owa epoka się charakteryzowała, jakie były jej najważniejsze rysy. Apologeci Putina mieli przy tym znacznie trudniejsze zadanie niż jego oponenci. Ci ostatni po prostu prezydenta zwymyślali. Głośne przekleństwa wygłaszane w odpowiednich ilościach, jeśli nie mogą zastąpić jasnej analizy, to przynajmniej częściowo ukrywają jej brak. Z pochwałami jest gorzej. Apologetom zabrakło konkretów, dlatego wszyscy ratowali się jednym wskaźnikiem - badaniami opinii publicznej. Polityka wewnętrzna, zagraniczna, ekonomia, ideologia - tu nic nie jest proste, wszystko niejasne. Wyniki badań zaś podawane są w procentach - poparcie dla rządu przewyższa 60 proc. Okazało się więc, że w epoce postjelcynowskiej władza kreuje własny obraz w społeczeństwie, publikując nieustannie rankingi potwierdzające jej popularność - coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni - sui generis perpetuum mobile.

Czy taki mechanizm może działać wiecznie? Być może za wcześnie na wysnuwanie wniosków. W pierwszych latach swojego urzędowania ani Jelcyn, ani Gorbaczow też nie narzekali na wyniki rankingów, tylko później okazywało się, że te rankingi już tak bardzo się nie "spełniają", bo nagle zaczynały błyskawicznie lecieć w dół.

Najprawdopodobniej doradcy Putina nad tym problemem się nie zastanawiają. W ZSRR mówiło się: "gospodarkę mamy planową". A w gospodarce planowej potrzebny jest jakiś wskaźnik świadczący o rozwoju ekonomicznym, na przykład ilość wytworzonej surówki i stali na obywatela. Jeśli ktoś podawał w wątpliwość sukcesy radzieckiej gospodarki i wspominał o pustych półkach w sklepach etc., natychmiast serwowano mu liczby dotyczące wielkości wytopu surówki i stali. Także polityczni doradcy Putina poszukują wskaźnika, który pokazałby, jak wielki jest sukces prezydenta. Nic dziwnego, że surówkę i stal szybko zastąpił ranking.

tłum. wr

Maksim Sokołow, felietonista dziennika "Izwiestia