Havel i Tutu do Chin: Uwolnijcie laureata pokojowego Nobla

?Chiny muszą uwolnić Liu Xiaobo, w przeciwnym razie stracą swoją wiarygodność? - napisali we wspólnym liście były prezydent Czech Vaclav Havel i słynny abp z RPA Desmond Tutu.

Ich apel ukazał się w brytyjskiej gazecie "Observer", związany jest z uroczystością wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla, która odbędzie się w ratuszu w Oslo 10 grudnia. Zanosi się na to, że po raz pierwszy na sali nie pojawi się ani laureat, ani nikt z jego rodziny.

Zgodnie z procedurą tylko bliski krewny może odebrać nagrodę w imieniu dysydenta Liu Xiaobo, który siedzi w więzieniu. Skazano go na 11 lat za działalność wywrotową - czyli opublikowanie w internecie Karty '08, manifestu na rzecz demokratyzacji Chin. Pekin nie ma zamiaru wypuścić z kraju ani żony dysydenta Liu Xia (jest w areszcie domowym), ani dwóch braci laureata.

"Chiny nie spełnią swoich ambicji bycia wiodącym mocarstwem światowym, dopóki nie przestaną naruszać prawa człowieka u siebie i popierać brutalne reżimy, takie jak w Birmie, Sudanie czy Korei Północnej" - napisali Havel i Tutu. I dalej: "Tamtejsze dyktatury czują się bezkarne, popełniają masowe okrucieństwa na swej ludności i są zagrożeniem dla pokoju na świecie, a mogą tak robić dzięki poparciu dyplomatycznemu i dostawom broni z Chin".

Havel, zanim został prezydentem - najpierw Czechosłowacji, potem Czech - był jednym z najbardziej znanych dysydentów w byłym bloku państw komunistycznych. Tutu to legenda walki o prawa czarnych w czasach segregacji rasowej w RPA, za co otrzymał w 1984 r. pokojowego Nobla.

Obaj podkreślają, że polityka chińskiego rządu w dużej mierze zależy od tego, co zrobi Zachód, który coraz mniej naciska na Pekin. "Świat musi się zdecydowanie przeciwstawić chińskiemu modelowi wzrostu" - piszą. Model ten zakłada, że wszystko jest usprawiedliwione, każda forma opresji w kraju i za granicą, jeśli pozwala osiągnąć wzrost ekonomiczny.

Havel i Tutu nie zgadzają się też, że Zachód nie ma prawa wtrącać się w kwestie praw człowieka w Chinach, bo tym samym narusza ich suwerenność. To oficjalne stanowisko Pekinu, który nawet przyznanie Nobla "kryminaliście" Liu Xiaobo uznał za mieszanie się w wewnętrzne sprawy kraju.

- Zagranica ma prawo do informacji i oceny. Wynika to z własnych zobowiązań Chin, że będą przestrzegać godności i równych praw przynależnych każdej osobie - tłumaczą autorzy apelu. Przypominają, że Chiny podpisały szereg konwencji ONZ o prawach człowieka, a w 2004 r. wpisały ich poszanowanie do swej konstytucji.

Havel i Tutu są honorowymi przewodniczącymi fundacji Freedom Now, która reprezentuje interesy Liu Xiaobo za granicą.