Sąd czyta akta, a oskarżony śpi. Jak przestępcy przedłużają proces

Narzędzie do sztucznego wydłużania procesów - tak prawnicy określają paragraf, który jest zmorą polskich sądów. Chodzi o przepis, który nakazuje odczytanie na rozprawie wszystkich materiałów z akt, o które poproszą strony postępowania.

Artykuł 394 paragraf 2 Kodeksu Postępowania Karnego jest często wykorzystywany przez oskarżonych, którym nie zależy na szybkim zakończeniu sprawy. Żeby odwlec wydanie wyroku oskarżeni powołując się na ten przepis proszą o odczytanie np. setek stron bilingów telefonicznych. W takim wypadku sąd nie ma wyjścia i musi przychylić się do prośby oskarżonego.

Nierzadko wtedy rozprawa sądowa zaczyna przypominać farsę. Sędzia zamiast zająć się rzetelnym rozpatrywaniem sprawy godzinami czyta zeznania, protokoły czy opinie biegłych. - Podobno najgorsze, co może być to czytanie numerów części samochodów. Sędzia musi przeczytać każdą cyfrę, co w przypadku oskarżenia grupy złodziei samochodów może okazać się zajęciem na kilka miesięcy - mówi nam nieoficjalnie jeden z warszawskich prawników.

"Czytanie akt w znaczny sposób przedłuża postępowanie"

Uciążliwy przepis jest obecnie wykorzystywany w kilku dużych sprawach. Jedną z nich jest proces ws. Grudnia '70, gdzie na ławie oskarżonych zasiada między innymi Wojciech Jaruzelski. - W tej sprawie akta liczą około 150 tomów. Sąd odczytuje dokumenty z tych akt już od kilku tygodni. Trudno powiedzieć kiedy to się zakończy ponieważ są to bardzo pracochłonne czynności - mówi sędzia Wojciech Małek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Sąd czyta, a oskarżony śpi

Bardzo często tego typu zabiegi są wykorzystywane podczas spraw dotyczących przestępczości zorganizowanej. Gangsterzy powiązani z grupą pruszkowską zażądali odczytania ponad dwustu tomów akt.

Elbląski sąd już od ponad roku odczytuje dokumenty w sprawie Jana R. ps. Kulawy szefa jednego z mazurskich gangów. Trwa to tak długo, ponieważ akta liczą 248 tomów każdy po 200 stron. Czasami podczas czytania sąd jest zmuszony zwrócić uwagę oskarżonemu, który po prostu chrapie zamiast słuchać. - Jeszcze tak obciążającej sprawy u nas nie było. Przewidujemy, że sąd zakończy czytanie w styczniu - mówi sędzi Dorota Zientara z Sądu okręgowego w Elblągu.

Przepis niepotrzebny?

Jak wynika z opinii karnisty czytanie akt nie jest konieczne ponieważ od rozpoczęcia postępowania wszystkie strony mają dostęp do dokumentów - Po wniesieniu aktu oskarżenia do sądu, materiał dowodowy jest, co do zasady dostępny stronom. Akta sprawy się udostępnia, strony mogą uzyskiwać odpisy, mogą nawet na spokojnie zapoznawać się z dokumentami, które budzą ich wątpliwości - mówi sędzi Sebastian Ładoś.

Czemu więc ma służyć takie odczytywanie? - Jest to forma realizacji zasady bezpośredniości przeprowadzanych czynności dowodowych przed sądem. Uznano, że taki przepis w Kodeksie Postępowania Karnego powinien się znaleźć. Niestety sąd musi go stosować - dodaje sędzia Małek.

Wzywanie świadków

Oprócz stosowania opisywanego przepisu oskarżeni mają jeszcze inny sposób na przeciąganie postępowania sądowego. Bardzo często zdarza się, że siedzący na ławie oskarżonych domagają się przesłuchania wszystkich świadków, a tych może być nawet kilkuset. W wielu przypadkach dochodzi do sytuacji, że oskarżeni zgadzają się z ich wcześniejszymi zeznaniami, a mimo wszystko żądają wezwania świadka tylko po to żeby powtórzył to samo, co mówił podczas postępowania przygotowawczego. - Bardzo często ich przesłuchiwanie nie ma sensu, bo nie zeznają na okoliczność, która jest do ustalenia - mówi sędzia Dariusz Wysocki z Sądu Okręgowego w Płocku.

Wzywanie wszystkich świadków, którzy byli przesłuchiwani wcześniej jest dla sądu bardzo uciążliwą czynnością. Należy ustalić termin rozprawy dla każdego ze świadków, wysłać wezwania do sądu, a nierzadko wcześniej ustalić miejsce pobytu konkretnej osoby, bo ta np. zdążyła się już przeprowadzić czy wyjechać za granicę.

Resort nie widzi problemu

Nie wiadomo, jakie straty finansowe ponosi państwo z powodu przeciągania spraw za pomocą art. 394 par. 2 KPK. Mimo wielokrotnych apeli prawników Ministerstwo Sprawiedliwości nie dostrzega problemu i nie planuje żadnych prac, które usunęłyby ten uciążliwy zapis z kodeksu.

W serwisie policyjni.pl także: Seryjny gwałciciel wpadł po pięciu latach

Więcej o: