Czym jest dziś Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej

W 132. rocznicę urodzin pewnego nieudanego adwokata, twórcy rosyjskiego wariantu komunizmu, Włodzimierza Uljanowa Lenina, dziennik ?Izwiestia? opublikował poglądy młodych radykałów, pogrążonych w nostalgii emerytów, jawnych rasistów oraz nauczycieli akademickich. Chodziło o odpowiedź na pytanie, czy ci, którzy na początku XXI stulecia nadal uważają się za kontynuatorów Lenina, mają przed sobą przyszłość.

Czym jest dziś Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej

W 132. rocznicę urodzin pewnego nieudanego adwokata, twórcy rosyjskiego wariantu komunizmu, Włodzimierza Uljanowa Lenina, dziennik "Izwiestia" opublikował poglądy młodych radykałów, pogrążonych w nostalgii emerytów, jawnych rasistów oraz nauczycieli akademickich. Chodziło o odpowiedź na pytanie, czy ci, którzy na początku XXI stulecia nadal uważają się za kontynuatorów Lenina, mają przed sobą przyszłość.

Siergiej Głaziew: Patrzmy na Chiny

Ekonomista, syn robotnika wykwalifikowanego z Zaporoża, członek rządu Jegora Gajdara i Wiktora Czernomyrdina, mógłby odnosić sukcesy jako broker na Wall Street albo jako naukowiec. W październiku '93 Głaziew ustąpił ze stanowiska ministra handlu zagranicznego w rządzie Czernomyrdina, bo - jak oświadczył - "kiedy władza zdecydowała się rozstrzelać własny parlament, to każdy, kogo na to stać, powinien zająć aktywne stanowisko polityczne. Dziś Głaziew jest deputowanym Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF), twórcą jej programu gospodarczego, który nawet oponenci nazywają "rozumnym". I jest też jednym z najcenniejszych nabytków KPRF.

Głaziew to zwolennik ingerencji państwa w gospodarkę. Powołuje się na przykład Chin, gdzie bezwzględny reżim polityczny sąsiaduje z gospodarczym liberalizmem. "W Chinach rynek budują ludzie, a w Rosji próbowano go budować na rozgrabianiu. Dlatego w Chinach PKB wzrósł 20-krotnie, a u nas dwukrotnie. Proponowaliśmy metodę ewolucyjną, taką jak w Chinach, ale rządzący państwem nie poparli nas" - mówi ten czołowy ekonomista KPRF.

I zwolennicy, i przeciwnicy zarzucają mu, że komisja parlamentarna, której do niedawna przewodniczył, nic nie robiła. Głaziew tak odpiera te ataki:

"Nad wszystkimi ustawami rządowymi pracowaliśmy w pierwszej kolejności i przyjmowaliśmy je w takim kształcie, by były korzystne dla gospodarki. Zaś nasze inicjatywy dotyczące biznesu i interesów obywateli blokowano, bo były sprzeczne z interesami oligarchów". Głaziew przytacza dwa przykłady upodabniające go do amerykańskiego adwokata zwalczającego wszechpotężne korporacje - swoją inicjatywę w sprawie systemu opłat za rozmowy telefoniczne (abonament czy opłata za czas rozmowy) oraz żądanie, by w przypadku zaległości w płaceniu za elektryczność wyłączać prąd obywatelom dopiero po wyroku sądu. "I Czubajs i Gajdar oraz mój kolega Tomczyn wyszli z marksistowskiej szkoły ekonomii, a zachowują się jak kapitaliści XIX wieku. Są wyznawcami teorii rynkowego liberalizmu, która usprawiedliwia politykę rozgrabienia państwa" - twierdzi Głaziew.

A jakie ma poglądy polityczne? Nie odpowiada na to wprost: - Bliscy są mi Roosevelt i de Gaulle. A "u władzy w Rosji powinni być patrioci".

Iwan Mielnikow: Gwarancje socjalne i konkurencja

W przeciwieństwie do Głaziewa Mielnikowa można nazwać prawdziwym komunistą. Szpakowaty profesor wydziału matematyczno-mechanicznego Uniwersytetu Moskiewskiego mówi, że nie jest przeciwnikiem prywatnego biznesu. Ale nie traktuje komunizmu dogmatycznie, choć tuż przed zgonem KPZR zdążył zostać sekretarzem komitetu partyjnego na uniwersytecie. Idee lewicy rozumie jako budowanie państwa "gwarancji socjalnych". To właśnie one pomogły temu pochodzącemu z wielodzietnej rodziny z prowincjonalnego Bogorodicka pod Tułą zostać w ZSRR profesorem.

- Widziałem w ustroju sowieckim "elementy negatywne" i zawsze je krytykowałem - twierdzi Mielnikow. Jak większość inteligentów w połowie lat 80. z entuzjazmem przyjął pierestrojkę, i jak większość członków partii, ma złe zdanie o jej ideologach - Gorbaczowie i Jakowlewie.

O zbrodniach Stalina Mielnikow mówić nie chce - "partia już wystawiła swą ocenę". Także o systemie stworzonym przez wielkiego wodza i nauczyciela nie zamierza rozmawiać.

"Model jednopartyjny jest modelem niesłusznym. Konkurencja powinna być we wszystkim - i w gospodarce i w polityce. Pogląd ten, według Mielnikowa, nie kłóci się z pojęciem "socjalizm". Profesor zaraz dodaje, że "lewicowa ideologia coraz bardziej przenika do środowisk młodzieżowych". - Jeśli kogoś niepokoi, że studenci zainteresowali się ideami lewicy, to jedynym sposobem przeciwdziałania jest zajęcie się ich problemami - mówi. - Inna rzecz, że moim zdaniem kiedy studenci manifestują taki punkt widzenia, sami nie uważają się za lewicę. A radykalizm studentów graniczący czasem z ekstremizmem nie bardzo niepokoi profesora Mielnikowa: - Młodzież zawsze była nastrojona bardziej radykalnie. Oczywiście, jestem przeciw wybijaniu szyb, ale demonstrowanie niezgody z władzą jest normalną rzeczą.

Rozważając konieczność przejścia partii do bezkompromisowej opozycji, profesor podkreśla, że nie jest zwolennikiem "opozycyjności dla opozycyjności" i konsekwentnej kontynuacji marszu wyznaczonego dogmatami naukowego komunizmu, ale partia nie ma innego wyjścia.

Borys Kagarlicki: Komuniści to prawicowy konserwatyzm i faszyzm

Przejście KPRF do opozycji może stać się dla partii dobrodziejstwem, podobnie jak zbliżający się i nieuchronny rozłam - uważa Borys Kagarlicki, redaktor rubryki o wiele mówiącym tytule "Zawsze dysydent" w gazecie "Moscow Times" i jeden z najbardziej nieprzejednanych lewicowych krytyków komunistów.

"Dla prawdziwej lewicy jest jasne, że KPRF nie jest partią lewicową. Sądząc po jej hasłach, zachowaniach polityków, jest gdzieś między tradycyjnymi prawicowymi konserwatystami i siłami jeszcze bardziej na prawo od nich, czyli tymi, które na Zachodzie reprezentuje Jean Marie le Pen. Jednym z elementów prawicowo-konserwatywnego kierunku jeszcze od czasów Bismarcka jest gadanina o tym, że mas nie wolno zostawić własnemu losowi i wobec tego powinny być powiązane z władzami".

- To oczywiste, że KPRF to partia wroga wszelkiemu liberalizmowi - od wolnego rynku do poprawności politycznej - mówi Kagarlicki. - Ciekawe, jak zachowują się ludzie z KPRF, kiedy trafiają na imprezy organizowane przez zachodnią lewicę. Gdy ich tam nie przyjmują, uważają, że kryje się za tym jakaś intryga, perfidia wrogów takich jak ja. Ale spróbujcie mówić na Zachodzie nie to, co uważacie za stosowne, tylko to, co mówicie w Rosji! Przetłumaczyłem na angielski kilka wypowiedzi Ziuganowa - efekt jest taki, że na Zachodzie wobec wodza rosyjskich komunistów zapanował kompletny ostracyzm. W USA i w Europie jego idee uważane są za faszystowskie.

Ale dla Kagarlickiego najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego partia, która nie jest lewicowa, tylko prawicowo-konserwatywna, potrafiła nie dopuścić do pojawienia się jakichkolwiek silnych ruchów lewicowych. Jeden z komsomolców, uciekinier z KPRF mówi, że "partia komunistyczna to potwór, który zadeptał całe pastwisko - sam nie zje i drugim nie da". Kagarlicki liczy, że teraz, gdy komuniści stracili stanowiska szefów komisji [było to w kwietniu] "korporację potworów" czeka nieunikniony kryzys.

- Cały stary elektorat komunistyczny odszedł do mianowańców Putina w regionach, a do KPRF przyszedł młodszy i bardziej samodzielny, i góra partii kompletnie nie wie, co z nim począć - uważa Kagarlicki

Fred Vair: Komunizm umarł z ZSRR

- Myślę, że po rozpadzie systemu sowieckiego na świecie nie ma już ani jednej partii komunistycznej. Są takie, które mają w nazwie przymiotnik "komunistyczna", ale ruch komunistyczny urodził się razem z ZSRR i razem z nim umarł - mówi Fred Vair, moskiewski korespondent "Christian Science Monitor". Vair to jeden z najdłużej pracujących w Moskwie zachodnich dziennikarzy, były komunista, kiedyś korespondent "Morning Star" - trybuny angielskich komunistów. Jego zdaniem KPRF to mieszanina rozmaitych ideologii - nostalgii po ZSRR, nacjonalizmu i trochę socjaldemokracji. Ale w istocie rzeczy to organizacja typu biurokratycznego, której jedynym celem politycznym jest powrót do władzy.

Za Jelcyna - mówi Vair - istnienie komunistów było zagwarantowane, bo prezydentowi potrzebny był smok, którego wciąż trzeba było zabijać. "Putin postawił na pragmatyzm całkowicie pozbawiony ideologii. I jeśli początkowo wygodnie mu było dogadywać się z KPRF, dawać jej miejsca w parlamencie, to teraz te czasy już minęły. Rosja jest państwem demokratycznym, a demokracja zakłada stałą walkę polityczną. I czerwoni muszą udowodnić, że mają prawo na istnienie w obecnych warunkach".

- Udało nam się z naszymi komunistami. Ich poglądy są dalekie od poglądów Che Guevary. Samochody z kogutami i drogie garnitury - to wszystko, czego im potrzeba do szczęścia - powtarza przywódca Sojuszu Prawicy Borys Niemcow. Rzeczywiście, Che Guevara nie przepadał za komunizmem w sowieckim wykonaniu.

Anatolij Tiszyn: Ukradziona sława

"Dlaczego, u diabła, ci faceci z KPRF przywłaszczyli sobie całą sławę epoki sowieckiej i jakim prawem mają czelność rozmawiać w imieniu narodu?" - pyta we wstępniaku "Limonka", gazeta najzacieklejszych przeciwników i obecnego ustroju, i opozycji.

Autorem tych słów jest Anatolij Tiszyn, lider moskiewskich narodowych bolszewików. Spędziwszy wiele bezsennych nocy w sztabie wyborczym siedzącego w więzieniu Eduarda Limonowa, który pomimo to został zgłoszony na deputowanego do Dumy z miasta Dzierżyńska, Tiszyn przekonał się o bezowocności swoich wysiłków - miejscowi komuniści nie zgodzili się poprzeć Limonowa, który ze swoimi skandalizującymi książkami, 20-letnim pobytem za granicą i karzełkowatą, nigdzie nie zarejestrowaną partią był dla KPRF nie do przyjęcia.

Ale narodowi bolszewicy otaczają swego przywódcę nieomal boską czcią, choć w odróżnieniu od innych marginalnych partii trudno nazwać to ugrupowanie partią wodzowską. Pomimo prowokacyjnych artykułów w "Limonce" poświęconych Trockiemu, Mussoliniemu, partyzantom z Boliwii, partia Limonowa wolna jest od siermiężnego antysemityzmu i rasistowskich teorii skinów. Serdecznie wita każdego, kto jest przeciwnikiem obecnej władzy.

Taki jest także Tiszyn, w przeszłości dyplomowany felczer specjalizujący się w balsamowaniu nieboszczyków. Jego kariera polityka zaczęła się w sierpniu 1991 r. - W dniach puczu [Janajewa] kolportowałem gazetę "Dzień" - opowiada Tiszyn, wyjaśniając, że miał wtedy poglądy "staroprawicowe". Dziś Tiszyn spędza 24 godziny w kwaterze głównej partii, wydając polecenia narodowym bolszewikom, wśród których niemało jest młodych ludzi wyglądających na inteligentów. - Ziuganow też ma młodzież, ale jego ludzie są zamknięci w ramach marksizmu-leninizmu. Nasza młodzież przychodzi do organizacji, w której panuje wolność.

Celem "wolności" jest zastąpienie ukształtowanego w Rosji "autorytaryzmu" (zbudowanego według Tiszyna metodami KGB i opartego na liberalnym oportunizmie), autorytaryzmem opartym na miłości do ludu. Aby to osiągnąć, Limonow gotów jest sprzymierzyć się nawet z sektami religijnymi, przeznaczając swojej trzodzie role hunwejbinów w czasach rewolucji kulturalnej w Chinach. Tiszyn nie ma nic przeciwko temu. "Ale gdyby w 1996 roku ktoś mi powiedział, że będę aktywnym członkiem partii narodowo-bolszewickiej, nazwałbym go kompletnym idiotą...".

Aleksander Zinowiew: Komuniści znikną

- Słyszy się, że mogą gdzieś być jacyś ludzie na lewo od KPRF. To niby kto? Limonowcy? Tego rodzaju grupki mogą się pojawić, i pojawiają, ale to wszystko są zjawiska poza systemem - twierdzi Zinowiew, pisarz, filozof, którego w swoim czasie wyrzucono z ZSRR za badania socjologiczne. Ma teraz 80 lat i wykłada na Uniwersytecie Moskiewskim, gdzie przychodzą go słuchać najróżniejsi ludzie. Autora "Przepastnych wyżyn", który zamienił pensję wysokości kilku tysięcy marek na niestabilną Rosję, wynosi pod niebiosa czasopismo "Zawtra" za krytykę obecnej Rosji. Ale Zinowiew prosi, żeby nazywać go "analitykiem", a nie "opozycjonistą".

- Komuniści i KPRF to pozostałość sowieckiej organizacji społeczeństwa - mówi. - W ZSRR partia była superwładzą, a nie partią w zachodnim znaczeniu. Teraz w ramach systemu postsowieckiego KPRF stała się partią i coś tam zachowała z ideologii komunistycznej. Ale jednocześnie odrzuciła wiele zasadniczych pryncypiów komunistycznych. Nawet sam Giennadij Andriejewicz [Ziuganow] w swojej książce "Geopolityka" pisze, że marksizm nie jest jedyną możliwą koncepcją społeczną. Dla przekonanego komunisty przyznanie, że w ogóle istnieje coś takiego jak geopolityka, oznacza całkowitą zdradę zasad marksizmu.

Ziuganow twierdzi też, że Rosja wyczerpała swój limit rewolucji - a to jednoznaczne, całkowite odrzucenie ideologii komunistycznej, zgodnie z którą nowe społeczeństwo może powstać wyłącznie drogą rewolucji. Dzisiejsi komuniści liczą, że uda się im na drodze parlamentarnej zbudować system jakby sowiecki. Nic z tego. Nie ma komu restaurować sowieckiego ustroju. Nie ma ani sił, ani przywódców, ani odpowiedniej teorii. Dlatego KPRF jest typową ideologiczną hybrydą. Z jednej strony pretenduje do roli nosicielki zalążków ustroju sowieckiego, a z drugiej - jest faktycznie partią postsowiecką. I jeśli wyrzeknie się charakteru hybrydy, to zejdzie z areny politycznej i zniknie.

Z sondażu przeprowadzonych przez fundację Opinia Publiczna wynika, że 41 proc. respondentów KPRF jest obojętna, zaś 50 proc. twierdzi, że w najbliższych wyborach żadnym razie nie zagłosują na KPRF.

Co się stało w Dumie

Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF) zdobyła w ostatnich wyborach parlamentarnych 113 z 450 mandatów. Przez pewien czas była największą frakcją parlamentarną. Giennadij Sieliezniow, druga osoba w partii, został nawet przewodniczącym Dumy, a wielu komunistów stanęło na czele wpływowych komisji. Komuniści mówili głośno, że są w opozycji, ale po cichu w zamian za stanowiska i przywileje popierali politykę prezydenta Władimira Putina. Ich wściekłość wzbudziło tylko forsowanie przez prezydenta Kodeksu Ziemskiego, który zezwala na ograniczony handel ziemią. Z kolei Putin zaczął tworzyć w Dumie prokremlowską większość, godząc ze sobą partie, które były przeciwko sobie w czasie kampanii wyborczej (np. Jedność i Ojczyzna-Cała Rosja). Gdy wiosną okazało się, że komuniści są już w mniejszości, w kwietniu prokremlowska większość w Dumie pozbawiła ich wszystkich stanowisk. Lider partii Giennadij Ziuganow ogłosił, że komuniści przechodzą do radykalnej opozycji wobec prezydenta Putina. Komunistyczny przewodniczący Dumy Giennadij Sieliezniow nie ustąpił ze stanowisko, za co wyrzucono go z partii wraz z kilkoma innymi osobami, które wyżej od idei postawiły karierę. Obserwatorzy oczekują, że część dawnych komunistów, którzy zachowali stanowiska wkrótce stworzy nową formację lewicową, cieszącą się poparciem Kremla. Prawdopodobnie doprowadzi ona do pogrzebu KPRF i przejęcia jej kilkunastoprocentowego elektoratu, głównie emerytów i ludzi żyjących nostalgią za dawnym ZSRR.