USA. Kolejna afera obyczajowo-polityczna. GDZIE JEST CHANDRA

Młoda stażystka zakochana w potężnym polityku. Waszyngton wrze nie tylko z powodu upału - kolejna afera seksualna na szczytach władzy tym razem może mieć tragiczne zakończenie

USA. Kolejna afera obyczajowo-polityczna. GDZIE JEST CHANDRA

Młoda stażystka zakochana w potężnym polityku. Waszyngton wrze nie tylko z powodu upału - kolejna afera seksualna na szczytach władzy tym razem może mieć tragiczne zakończenie

Dwa i pół roku temu Kongres USA debatował nad pozbawieniem urzędu prezydenta Billa Clintona za kłamstwa wokół seksu ze stażystką. Latem 2001 roku sytuacja się powtarza, choć tym razem nikt nie opowiada pikantnych dowcipów. Bohaterka tego skandalu zaginęła bowiem ponad dwa miesiące temu i nie wiadomo, czy żyje.

Chandra Levy, 24-letnia Kalifornijka, przyjechała do Waszyngtonu w zeszłym roku. Jak dziesiątki tysięcy młodych Amerykanów szukała instytucji, która przyjęłaby ją na staż. W ten sam sposób Monika Lewinsky dostała pracę w Białym Domu.

Podczas pracy w rządowym biurze ds. więzień federalnych Chandra poznała dziewczynę, która podobny staż odbywała w biurze 55-letniego demokratycznego kongresmana z Kalifornii Gary'ego Condita. Przystojny polityk mieszkał w stolicy sam - jego żona nigdy nie przeprowadziła się do Waszyngtonu.

Gdy w połowie maja zaniepokojeni brakiem kontaktu z Chandrą rodzice przyjechali do Waszyngtonu, o jej zniknięciu wspomniała tylko lokalna stacja telewizyjna. Na rozlepione tu i ówdzie plakaty z jej zdjęciem mało kto zwracał uwagę.

Dwa tygodnie po rozpoczęciu rutynowych poszukiwań policyjnych Waszyngton zaczął węszyć sensację - dziennikarze odkryli, że Levy miała kochanka w najwyższych kręgach władzy. Nie opowiadała jednak o nim ani swoim przyjaciołom w Waszyngtonie, ani rodzicom.

Dziennikarze nie dawali jednak za wygraną - po aferze z Lewinsky życie seksualne polityków stało się tak samo ciekawe jak ich inicjatywy legislacyjne. A tu na dodatek 24-letnia stażystka zaginęła, zaś policjanci przyznawali, że im dłużej jej nie ma, tym mniejsze są szanse na to, że jeszcze żyje.

Z dnia na dzień twarz Chandry stała się znana wszystkim Amerykanom - jej historię opisała każda gazeta, opowiedziała o niej każda stacja radiowa i newsowa witryna internetowa w USA. Nazwiska jej kochanka nie udało się długo utrzymać w tajemnicy - okazał się nim właśnie Gary Condit.

W środku upalnego lata, gdy w amerykańskiej polityce dzieje się niewiele, na kongresmana rzucili się wszyscy dziennikarze. Condit podsycał tylko atmosferę sensacji, odmawiając jakichkolwiek komentarzy. Jego rzecznik stwierdził stanowczo, że Condit żadnego romansu nie miał. Na potwierdzenie publikował rozkoszne zdjęcia uśmiechniętej rodziny Conditów.

Kongresman prosił, groził i błagał dziennikarzy, by zostawili w spokoju jego życie prywatne. Dziennikarze byli oburzeni brakiem odpowiedzi, ale oburzeni byli również policjanci. Dzień po dniu we wszystkich gazetach - od ?New York Timesa? po brukowce - komentatorzy pytali, dlaczego Condit nie pomoże zapłakanym rodzicom Chandry w poszukiwaniach ich córki.

Wkrótce w największym dzienniku telewizyjnym w USA wystąpiła stewardesa, która twierdziła, że miała romans z Conditem. Na dodatek miał on kazać jej podpisać fałszywe oświadczenia, iż nigdy nie utrzymywała z nim intymnych stosunków. Wreszcie ciotka Chandry powiedziała dziennikowi "Washington Post", że siostrzenica ujawniła jej nazwisko swej wielkiej miłości w świecie waszyngtońskiej polityki.

W ostatni piątek zdesperowany kongresman przyznał wreszcie policji, iż miał romans z Chandrą. Policja natychmiast ujawniła dziennikarzom, że dla śledztwa w sprawie zaginięcia Chandry nie ma to znaczenia, bo Condit i tak nigdy nie był podejrzanym.

Condit nadal jest jednak masakrowany w komentarzach prasowych. Publicyści gazet wszystkich opcji politycznych żądają jego dymisji, twierdząc, że ukrywanie informacji o zaginionej kobiecie jest hańbą nie do zmycia.

Kongresman nadal twierdzi, że nie ma pojęcia, co stało się z Chandrą. W ciągu ostatnich tygodni od kolegów dziennikarzy, taksówkarzy i pasażerów w metrze usłyszałem już wszystkie możliwe teorie na temat jej losu. O Chandrze waszyngtończycy rozmawiają dziś podczas lunchu, w drodze z i do domu, w siłowniach, w sklepach.

Zdjęcia Levy są na każdym rogu ulicy w Waszyngtonie. Nie ma dnia, by kolejna informacja o niej lub kongresmanie nie rozpoczynała wiadomości telewizyjnych. Szef stołecznej policji od dwóch tygodni przeprowadza codziennie konferencje prasowe i pytań innych niż o Levy nie dostaje.

W przeciwieństwie do afery Lewinsky nad sprawą Levy wisi ludzka tragedia. Policjanci przyznają, że los Condita może się wyjaśnić dużo szybciej niż los Chandry. Kongresman prawdopodobnie w najbliższych tygodniach ogłosi swe odejście z polityki. Ciało Levy, jeśli Chandra rzeczywiście nie żyje, może nigdy nie zostać odnalezione.