Policjanci wykrywają "zgłoszeniówki"

Przychodzą na policję i kłamią, że zostali napadnięci, że ktoś ukradł im laptopa, samochód czy telefon. Później okazuje się, że takiego przestępstwa nie było, ale było inne - składanie fałszywych zeznań. Mundurowi nazywają takie sprawy "zgłoszeniówkami".

Anna B. przyszła na komendę i opowiedziała o tym jak haker obciążył jej rachunek telefoniczny na kwotę 800 złotych. Sławomir R. zgłosił, że na terenie Luksemburga tuż przy granicy z Niemcami ktoś ukradł mu telefonu warty 1 tys. złotych. Piotr G. opowiedział jak został napadnięty przez zamaskowanych mężczyzn, którzy grozili mu nożem. Mężczyzna w obawie o swoje życie oddał 34 tys. złotych, które akurat miał przy sobie. Najwięcej, bo aż 40 tys. złotych stracił 31-letni Daniel B., który został napadnięty podczas spaceru na warszawskiej Pradze.

Okazuje się, że wszystkie te sprawy, które z pozoru nic nie łączy posiadają wspólny mianownik. Żadna z nich nie wydarzyła się naprawdę. Są to tzw. zgłoszeniówki, czyli przestępstwa, które w rzeczywistości nie miały miejsca.

"Wymyślają sobie napady, rozboje, kradzieże"

- Po prostu młodzi ludzie wymyślają sobie napady, rozboje bądź kradzieże. A podczas szczegółowego przesłuchania okazuje się, że wszystko wymyślili - opowiada Maciej Karczyński z Komendy Stołecznej Policji. Najczęstszą przyczyną zgłaszania fikcyjnych przestępstw, a tym samym składania fałszywych zeznań jest próba rozwiązania swoich problemów materialnych przez "ofiary".

Desperaci w tarapatach

Piotr G. (ten od napastników z nożem) w rzeczywistości nie został napadnięty. Wszystkie pieniądze, które w dodatku należały do jego kolegi - przegrał na automatach. Zgłaszając na policji rozbój myślał, że w ten sposób uda mu się obronić przed gniewem znajomego. Policjanci już po jednym dniu zwęszyli podstęp i postawili zarzuty oszustowi, który dobrowolnie poddał się karze pół roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata.

Mundurowi nie dali także wiary opowieścią Sławomira R., który miał stracić telefon komórkowy. Podczas składania zeznań mężczyzna zachowywał się bardzo nerwowo, co wzbudziło podejrzenia stróżów prawa. Po krótkich ustaleniach okazało się, że R. ubezpieczył telefon na 2 tys. złotych, a na policji zgłosił kradzież po to żeby uzyskać zaświadczenie o kradzieży, które potrzebował do uzyskania odszkodowania.

Daniel B., który miał stracić 40 tys. również okazał się oszustem. Policjanci w ciągu 4 dni od zgłoszenia ustalili, że rzekomo napadnięty mężczyzna w rzeczywistości jest w bardzo poważanych tarapatach finansowych. 31-latek nie miał pieniędzy na pensję dla osób, które zatrudniał w swojej firmie. Wydawało mu się, że poprzez zgłoszenie rozboju rozwiąże swoje kłopoty.

Tak samo myślała Anna B. (ta od hakera), która w rzeczywistości sama dzwoniła na numery audiotele, co przyznała podczas drugiego przesłuchania na komendzie. W efekcie usłyszała zarzut zawiadomienia policji o niedopełnionym przestępstwie i składania fałszywych zeznań.

Ślad w papierach

Policjanci przyznają, że w ostatnim czasie mają do czynienia z dużą liczbą "zgłoszeniówek". W ubiegłym roku w samej tylko Warszawie było aż 77 takich spraw. Z kolei w pierwszym półroczu tego roku policjanci wykryli już 52 "zgłoszeniówki" i wszystko wskazuje na to, że rekord z 2009 roku może zostać pobity. Mundurowi podkreślają, że składanie fałszywych zeznań nie ma sensu, ponieważ podczas drobiazgowych przesłuchań prawda zazwyczaj wychodzi na jaw. A kara za tego typu przestępstwa jest dość dotkliwa, bo wynosi do 3 lat za kratkami.

Kolejnym argumentem, który ma zniechęcić do wymyślania przestępstw jest wpis do kartoteki policyjnej.. Zdaniem Macieja Karczyńskiego większość tego typu zgłoszeń pochodzi od młodych ludzi, którzy mogą mieć później kłopoty ze znalezieniem pracy. - Często bywa tak, że firmy szukające pracowników proszą o przedstawienie zaświadczenia o niekaralności. Niestety wtedy okazuje się, że to zaświadczenie ma wpis, że ta osoba dopuściła się przestępstwa wprowadzając w błąd organów ścigania - dodaje.

W serwisie policyjni.pl także: Ma 98 cm i prowadzi samochód [WIDEO]

Więcej o: