Najlepiej ukryte przestępcze biznesy...

Tajemne drzwi, przejścia, tunele, wygłuszone pomieszczenia - przestępcy w bardzo przemyślny sposób ukrywają swoje biznesy. Jeden z najlepiej ukrytych, to niewątpliwie podziemna plantacja konopi indyjskich pod Poznaniem. Ale wcześniej były inne.

Zadziwiająco szybko policjanci wpadli na trop ogromnej plantacji konopi w podpoznańskim Kórniku. Jak sami oceniają podziemna, w pełni zautomatyzowana, uprawa działała dopiero od września. A została naprawdę świetnie zamaskowana.

Cały budynek powstał właśnie po to, żeby w podziemnej hali uprawiać konopie. Na górze była pralnia chemiczna. To świetna przykrywka - przyznaje Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Tłumaczy zużycie prądu i wody, których do uprawy potrzeba bardzo dużo.

Do podziemi wchodziło się przez specjalną zapadnę w brodziku w pralni. Związki chemiczne używane na górze, doskonale również maskowały ewentualne zapachy wydobywające się z działalności podziemnej. Przestępcy zadbali nawet o to, żeby na trop upraw policja nie wpadła, badając obecną działalność dobrze im znanych osobników. Właściciel działki i budynku nigdy nie był notowany przez policję.

Gigantyczna plantacja konopi indyjskich

A jednak plantacja szybko wpadła. Andrzej Borowiak tłumaczy, że na rynku nagle pojawiło się podejrzanie dużo marihuany, co wskazywało na to, że albo pojawił się nowy, duży dostawca, albo plantator. Policjanci zaczęli szukać, no i znaleźli. W jaki sposób? Tego już policja nie zdradza. Ale jest prawie pewne, że plantatorów ktoś wydał. Bo gdyby nie, to mogliby uprawiać roślinki latami, tak jak w innych przypadkach, dobrze ukrytej przestępczej działalności.

Sześć lat poszukiwań

Ukrytej drukarni pieniędzy w Świętokrzyskiem policjanci z CBŚ szukali sześć lat. Bo od takiego czasu na rynku pojawiały się kolejne partie, świetnie podrobionych pieniędzy. W końcu udało im się ustalić miejsce oraz czas, w którym miało dojść do dużej wymiany banknotów. Dzięki temu zatrzymali 46-letniego mieszkańca jednej z miejscowości z terenu woj. świętokrzyskiego a przy nim 60 tysięcy w podrobionych banknotach. Po nitce do kłębka dotarli do posesji, na której, jak podejrzewali mogła być ukryta drukarnia pieniędzy.

"CBŚ szukało tej fabryki 6 lat"

I owszem, nawet na podwórku stały maszyny offsetowe, ale to nie przestępstwo. Po sześciu godzinach poszukiwań uwagę policjantów przykuła ściana w piwnicy. Jak się okazało, było w niej tajne przejście do kolejnego pomieszczenia. By się tam dostać, trzeba było przekręcić kran. Fragment ściany zawieszony był na specjalnym stelażu i zawiasach, dzięki czemu można było ją otworzyć. W ukrytym pokoju funkcjonariusze zabezpieczyli odczynniki i przedmioty służące do produkcji fałszywych pieniędzy. Ale to ciągle mało.

Po kolejnych 14 godzinach przeszukania policjanci trafili na drugą skrytkę. Wejście do niej było ukryte pod kostką brukową chodnika. Znajdował się tam właz, a za nim drabina do podziemnego skarbczyka. W środku: tysiące podrobionych stuzłotowych banknotów. Była tam też kompletna linia produkcyjna do robienia banknotów o nominałach 100 zł oraz 50 euro.

Kilka lat produkcji pod Pragą

Nielegalna fabryka papierosów niedaleko czeskiej Pragi wpadła w maju 2005 roku. A działała od 1998 roku, przy czym od 2002 zatrudniała Polaków. Można powiedzieć, że fabryka w Poczeradach, była polską fabryką na czeskiej ziemi. Bo z Polski przyjeżdżały wszystkie komponenty do produkcji: tytoń, filtry, folia, klej, opakowania, itp.

Fabryka była na uboczu, a w pomieszczeniach produkcyjnych zastosowano izolację dźwiękochłonną, doskonale zagłuszającą szum maszyn.

Fabryka papierosów pod Pragą Polacy, którzy przyjeżdżali do pracy robili to w ogromnej konspiracji. Po drodze zmieniali samochody. Kiedy już docierali na miejsce, przez wiele tygodni nie kontaktowali się z rodziną i nie opuszczali miejsca pracy. Cały czas siedzieli w piwnicach, żyjąc w kompletnej izolacji od otoczenia. Jedynie raz na kilka tygodni wyjeżdżali na kilka dni do swoich domów.

Fabryka była zakonspirowana do tego stopnia, że żyjący w tym samym budynku ludzie nie wiedzieli nawet i nie domyślali się, że w wynajmowanych pomieszczeniach pracują maszyny i cały czas przebywają ludzie.

Fabrykę w końcu udało się znaleźć wspólnie polskiemu CBŚ i czeskiej służbie celnej. W akcji jej likwidacji brało udział około 500 funkcjonariuszy.

To najlepiej ukryte chyba ukryte przestępcze przedsięwzięcia, o których wiemy. A o czym jeszcze policja nie wie, i siłą rzeczy my też...?

W serwisie policyjni.pl także: Nauka jazdy z dziewczyną na kolanach...

Więcej o: