Izrael w stanie wojny

Obywatele Izraela! Kraj jest w stanie wojny, wojny z terroryzmem - ogłosił premier Ariel Szaron w niedzielnym orędziu. Izraelskie wojsko zajmuje kolejne palestyńskie miasta Zachodniego Brzegu

Izrael w stanie wojny

Obywatele Izraela! Kraj jest w stanie wojny, wojny z terroryzmem - ogłosił premier Ariel Szaron w niedzielnym orędziu. Izraelskie wojsko zajmuje kolejne palestyńskie miasta Zachodniego Brzegu

Szaron nazwał palestyńskiego przywódcę Jasera Arafata "wrogiem całego wolnego świata" i "zagrożeniem dla stabilizacji regionu". - Nie może być kompromisów z tymi, którzy są gotowi umierać tylko po to, by zabijać niewinnych cywilów. Ten terroryzm jest wykorzystywany, kierowany i inicjowany przez jednego człowieka: Jasera Arafata - oświadczył Szaron. Premier Izraela podkreślił, że próbował osiągnąć rozejm, ale teraz doszedł do wniosku, że będzie to możliwe dopiero po wykorzenieniu terroryzmu.

Główny negocjator palestyński Saeb Erekat ocenił, że w swoim przemówieniu Szaron zamknął drogę do procesu pokojowego i "dowiódł światu, że jest wrogiem pokoju". Arafat w telefonicznej rozmowie z sekretarzem stanu USA Colinem Powellem wezwał do pilnego przysłania wojsk międzynarodowych, które miałyby powstrzymać izraelską agresję. Tymczasem minister informacji w rządzie Autonomii Palestyńskiej Jaser Abed Rabbo oskarżył Stany Zjednoczone, że współpracują z Izraelem w najeździe na ziemie palestyńskie.

Prezydent Bush stwierdził w poniedziałek, że samobójcze zamachy to zwykły terror, i wezwał Arafata, by je potępił. Zaapelował też do premiera Szarona, by "pozostawił otwartą drogę do pokoju".

Ochronny mur

W piątek rząd Izraela rozpoczął operację "Ochronny mur". Armia zajęła Ramallah - stolicę Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu - w tym kwaterę Jasera Arafata. Izraelczycy poinformowali, że "izolacja" Arafata potrwa tak długo, "aż ustąpi zagrożenie terroryzmem".

Jaser Arafat wraz z grupą współpracowników i ochroniarzy tłoczy się w dwóch pokojach na trzecim piętrze swojego biura w Ramallah, bez prądu i bieżącej wody. Budynek ciasnym kordonem otacza izraelska armia. W poniedziałek żołnierze znów otworzyli ogień w kierunku biura przywódcy Autonomii, gdy w drzwiach pojawił się uzbrojony człowiek. Palestyńczycy poinformowali, że gwardia Arafata odparła próbę szturmu.

Izraelczycy zapewniają, że nie mają zamiaru zabić ani uwięzić Arafata. Minister obrony Izraela Benjamin Ben Eliezer powiedział, że władze izraelskie chcą go całkowicie izolować - w tym pozbawić go możliwości kontaktowania się ze światem, a także przyjmowania zagranicznych gości. Izraelczycy zażądali wydania podejrzanych o terroryzm, którzy schronili się w biurach Arafata, ale na razie nie zdecydowali się wziąć ich siłą.

Izrael ogłosił Ramallah zamkniętą strefą wojskową i wydał nakaz wyjazdu wszystkich dziennikarzy i obcokrajowców. Mimo to do biur Arafata udało się przedostać w niedzielę około 50 zachodnim pacyfistom, którzy postanowili zademonstrować solidarność z palestyńskim przywódcą i ochronić go własnymi ciałami. 12 osób, w tym francuski antyglobalista Jose Bove, po spotkaniu z Arafatem opuściło budynek. Wszyscy zostali zatrzymani i będą wydaleni z Izraela.

Zajmowanie Autonomii

W Ramallah izraelscy żołnierze przeszukiwali domy, sporadycznie słychać było strzały. - Weszli do naszego domu, celując do nas z karabinów - opowiadała jedna z mieszkanek miasta, Leila al-Jdaili, w swoim zdemolowanym mieszkaniu. Na klatce schodowej innego budynku podziurawione kulami ciała dwóch Palestyńczyków leżały w kałuży krwi. Mieszkańcy mówili, że zastrzelili ich izraelscy snajperzy. W Ramallah w starciach z żołnierzami izraelskimi zginęło w poniedziałek rano siedmiu Palestyńczyków, w tym pięciu policjantów. Strona palestyńska twierdzi, że próbowali się poddać, izraelska - że jeden z zabitych miał ukryte pod ubraniem materiały wybuchowe.

W niedzielę izraelski rząd zdecydował o rozszerzeniu "antyterrorystycznej" operacji. Po opanowaniu Ramallah armia zajęła Kalkilię, Beit Dżala, al-Bireh i Tulkarem na Zachodnim Brzegu Jordanu. W Kalkilii do miasta wtoczyło się ok. 60 czołgów, przedtem odłączono prąd i wodę. Podczas jednego z przeszukań eksplodował ładunek wybuchowy - kilku żołnierzy zostało rannych.

Po kilku godzinach czołgi wycofały się z centrum Betlejem na obrzeża miasta. W pobliskim Beit Dżala izraelski żołnierz ranił siedmiu zagranicznych uczestników marszu pokojowego. Źródła palestyńskie twierdzą też (armia zaprzecza), że izraelska kula zabiła 11-letniego chłopca w Strefie Gazy na granicy z Egiptem.

Samosądy i zamachy

Szef izraelskiej armii Szaul Mofaz oświadczył, że operacja "Ochronny mur" będzie długa i zakrojona na szeroką skalę. Izrael mobilizuje 20 tys. rezerwistów. Będą oni rozmieszczani na terenach palestyńskich po opanowaniu ich przez zwykłe oddziały wojska. Cytowani przez dziennik "Haarec" dowódcy mówią, że operacja potrwa "tak długo, jak potrzeba" - niektórzy przyznają jednak, że nacisk USA może ją skrócić, więc trzeba działać szybko. Minister spraw zagranicznych Szimon Peres, zwolennik procesu pokojowego, zaapelował o "złagodzenie oblężenia" Arafata. - Nie należy koncentrować całej uwagi na Arafacie, ale na walce z terroryzmem - mówił Peres w wywiadzie dla izraelskiej telewizji. Minister przyznał, że rząd nie dysponuje żadną strategią czy taktyką wobec bezprecedensowej fali samobójczych zamachów.

W palestyńskich miastach odbywają się samosądy na podejrzanych o współpracę z Izraelem. Dwaj zamaskowani i uzbrojeni w karabiny Palestyńczycy weszli w poniedziałek do biura wywiadu w Tulkarem, skąd na wieść o zbliżających się czołgach izraelskich uciekli policjanci palestyńscy. Napastnicy zastrzelili na miejscu osiem osób podejrzewanych o współpracę z Izraelem. Ich ciała zostały następnie wywleczone na ulicę i wystawione na widok publiczny. Trzech innych kolaborantów zabito w Kalkilii.

W Izraelu coraz częściej dochodzi do samobójczych zamachów. W niedzielę po południu palestyńska żywa bomba eksplodowała w ruchliwej restauracji w Hajfie. Zginęło co najmniej 15 osób, 40 zostało rannych. Do ataku przyznały się Hamas i Islamski Dżihad. Oświadczenie Hamasu informuje, że zamach był odwetem za izraelską inwazję na Ramallah, i nazywa ofiary "złodziejami naszej ojczyzny". Kilka godzin później sześć osób zostało rannych w zamachu samobójczym w kolonii żydowskiej Efrat na Zachodnim Brzegu.

W poniedziałek wieczorem w jerozolimskiej dzielnicy Mea Szerim, zamieszkałej przez ortodoksyjnych żydów, wybuchła kolejna bomba, prawdopodobnie podłożona w samochodzie - jest troje rannych.