Bolesne spotkanie norweskich artystów z polską policją

Warszawscy policjanci nie patyczkowali się z norweskimi artystami, którzy rozbawieni wyszli z nocnego klubu. Zapakowali ich do radiowozu i przewieźli do Izby Wytrzeźwień. - Zostaliśmy poniżeni, potraktowani skandalicznie i nieludzko - mówi reporterom TOK FM Urszula Siemion z Centrum Sztuki Współczesnej, która towarzyszyła cudzoziemcom.

W nocy z wtorku na środę, w centrum Warszawy policjanci zatrzymali grupę obcokrajowców, artystów z Norwegii, którzy wyszli właśnie z klubu. Norwegowie - czwórka designerów i grafików - to rezydenci Centrum Sztuki Współczesnej, którzy od kilku miesięcy biorą udział w projektach przygotowywanych przez CSW. Ich opiekunką jest właśnie Urszula Siemion.

W Polsce się mówi po polsku!

Siemion twierdzi, że cała grupa szła spokojnie ul. Mokotowską. Nagle zauważyła, że dwójkę Norwegów idących z tyłu policjanci wciągają do radiowozu. Cudzoziemcy nie bardzo rozumieli co się dzieje.

- Funkcjonariusze twierdzili, że zniszczyliśmy jakiś samochód. Ale kiedy poszłam z policjantem zobaczyć to auto, okazało się, że nie było na nim żadnego śladu - relacjonuje nasza rozmówczyni. Mimo tego cała piątka została przewieziona na komisariat.

- Policjanci byli bardzo brutalni, wulgarni. Dowiedziałam się, że jednym moim prawem jest milczeć i robić to, co każe mi policja - dodaje Siemion. Pomimo protestów i cudzoziemcy i ich opiekunka trafili do Izby Wytrzeźwień, gdzie spędzili 10 godzin.

- Wypiłam ze trzy piwa. Czy to zakazane? Ale nie byłam pijana. Następnego dnia rano badanie alkomatem wskazało 0,0 - oburza się Urszula Siemion.

"Policjanci byli bardzo brutalni"

Z całej grupy tylko Urszula Siemion mówiła po polsku. Artyści nie rozumieli poleceń, które wydawali im funkcjonariusze. - Kiedy ich nie wykonywali, byli bici, uderzani głową o ścianę, powalani na podłogę, rozbierani siłą - relacjonuje Siemion. Jak dodaje, pomimo wielokrotnych próśb nie sprowadzono tłumacza. - Usłyszeliśmy, że jesteśmy w Polsce i wszyscy powinni mówić po polsku.

'Byli pijani i się awanturowali'

Policja twierdzi, że powodem interwencji był fakt, że artyści się awanturowali i zakłócali porządek, ale nie podaje na czym awanturniczne zachowanie cudzoziemców polegało. Rzecznik stołecznej policji Maciej Karczyński o nadużywaniu siły w tym przypadku nic nie słyszał. - Jeżeli te osoby tak uważają, zawsze jest możliwość złożenia skargi, która będzie wyjaśniona - mówi. Jak podkreśla, artyści byli pijani, np. jeden z zatrzymanych miał około 2 promili, a drugi - 1,5.

Policja: Te osoby awanturowały się na ulicy

Z władzami Izby Wytrzeźwień nie udało nam się skontaktować.

Natomiast Urszula Siemion zapowiada, że złoży skargę na stołecznych funkcjonariuszy i skieruje sprawe do sądu.

W serwisie policyjni.pl także: 78-latek: "On mnie kopał, a ja go wieszakiem"