"Samuraj" napadł na warszawską piekarnię

Wtargnął z mieczem samurajskim do piekarni i zażądał pieniędzy. Zaznaczył, że lubi broń białą i umie się nią posługiwać. Kiedy dostał 90 złotych uciekł, a potem ścigany przez policję ukrywał się w lasach i na terenie osiedli. Warszawski "samuraj" okazał się jednak za mało sprytny i po kilku godzinach został złapany.

W niedzielę rano stołeczni policjanci zostali poinformowani o napadzie na piekarnię przy ulicy Wesołej. Z relacji zgłaszającego wynikało, że do jego lokalu wtargnął mężczyzna z mieczem samurajskim w dłoniach i zwrócił się do niego słowami "Na niczym mi nie zależy, dawaj pieniądze i dzwoń po taksówkę!" Zaznaczył przy tym, że lubi broń białą i bardzo dobrze się nią posługuje. Kiedy mężczyzna dał napastnikowi 90 złotych, ten zażądał jeszcze odprowadzenia go do samochodu i uciekł.

Policjanci rozpoczęli poszukiwania tajemniczego "samuraja". Pościg za nim trwał kilka godzin, ponieważ bandyta wielokrotnie przemieszczał się, uciekając do lasów i chowając na terenie osiedli. W końcu jednak wpadł w ręce mundurowych.

42-letni Mariusz S. został zatrzymany niedaleko swojego domu. Policjanci zabezpieczyli miecz. Jak się okazało, "samuraj" podczas ucieczki zdążył zrobić małe zakupy, bo z 90 złotych odzyskano 30.

W serwisie policyjni.pl także: Policjanta biło kilkunastu wyrostków. "Odchodzili, wracali i znowu bili"

Więcej o: