Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko śledzi dyplomatów

Kontrolę poczynań zagranicznych placówek i cudzoziemców zlecił we wtorek MSZ i KGB prezydent Aleksander Łukaszenko. Jego zdaniem zachodni emisariusze nie tylko finansują, ale i zbroją antyprezydencką opozycję

Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko śledzi dyplomatów

Kontrolę poczynań zagranicznych placówek i cudzoziemców zlecił we wtorek MSZ i KGB prezydent Aleksander Łukaszenko. Jego zdaniem zachodni emisariusze nie tylko finansują, ale i zbroją antyprezydencką opozycję

W środę na Białorusi obchodzi się Dzień Pracownika Organów Bezpieczeństwa - święto służb specjalnych. Może dlatego prezydent, który we wtorek otwierał pierwsze posiedzenie izby wyższej nowo wybranego parlamentu, poświęcił tyle uwagi walce z zachodnimi emisariuszami. - Nie dopuścimy do wtrącania się w nasze sprawy, a zwłaszcza do finansowania kolaboracyjnych struktur antypaństwowych - grzmiał z trybuny podczas godzinnego wystąpienia.

Takie struktury to m.in. 14-tys. "korpus" - jak wyraził się Łukaszenko - obserwatorów przygotowywanych przez mińską misję OBWE na przyszłoroczne wybory prezydenckie. - Kto o to prosił?! My nie jeździmy do USA, żeby uczyć, jak walczyć z prezydentem!

Zdaniem Łukaszenki opozycja wie, że nie przejmie władzy w sposób pokojowy. Dlatego oprócz jej finansowania i szkolenia z zagranicy na Białoruś wwozi się "ogromne ilości materiałów wybuchowych i broni", a obce służby znacznie się uaktywniły. Prezydent ostrzegł obcokrajowców i przedstawicieli zachodnich placówek, że ich działalności przyglądać się będzie nie tylko MSZ, lecz i KGB. Zabrzmiało to jak pogróżka pod adresem misji OBWE i jej szefa Hansa-Georga Wiecka. Już wcześniej rządowa TV ochrzciła go mianem "niemieckiego szpiega" i zażądała usunięcia misji z Białorusi.

Jednym z zatrzymanych ostatnio na Białorusi obcych agentów może być posiadający niemiecki paszport były oficer Ludowego Wojska Polskiego. Informację o schwytaniu trzech zagranicznych szpiegów zdradził sam prezydent, ale kim są - nie wiadomo. Jeszcze w połowie września białoruskie KGB enigmatycznie informowało, że zatrzymano obcokrajowca, który m.in. zwerbował całą siatkę agentów, przekazywał im sprzęt i pieniądze. Do dziś nie podano ani jego narodowości, ani kraju, dla którego pracował, ani co się z nim dzieje.

Zdaniem drukowanej w Niemczech amerykańskiej gazety "Stars and Stripes" chodzi o niejakiego Christopha Leca - "byłego oficera Wojska Polskiego, który w latach zimnej wojny zbiegł na Zachód". Posiadający niemiecki paszport Lec wykładał ostatnio w Centrum George'a Marshalla w Garmisch Partenkirchen. Miano go zatrzymać w trakcie podróży do Moskwy.

Cezary Goliński, Mińsk