Grad: To wszystko zwykła nadgorliwość

- Na kluczowe aktywa jest tylko jeden inwestor. Nam chodziło o to, żeby w stoczniach była produkcja, dlatego chuchaliśmy i dmuchaliśmy - mówi w rozmowie z "Polską" minister gospodarki Aleksander Grad o ujawnionych przez "Wprost" kolejnych stenogramach ws. "afery stoczniowej".

Zdaniem Grada nie powinno dziwić, że ministerstwo szło Katarczykom na rękę, bo byli jedynym inwestorem. - Innych nie było. Dlatego na tego jedynego chętnego na całość (stoczni - przyp. red.) chuchaliśmy i dmuchaliśmy - mówi gazecie.

- Generalnie, wszystkie zarzuty bym przyjął, gdyby było więcej chętnych na kupno całości stoczni, choćby kluczowych elementów i produkcję statków, czego oczekiwała cała Polska. Ale tych chętnych nie było! - powtórzył minister.

Przyznał jednak, że "niektórzy trochę przesadzali w tym chuchaniu na tego inwestora". Jednak - jego zdaniem- był to wynik strachu, by nie stracić jedynego oferenta. - Może to była zwykła nadgorliwość - dodaje.

Aleksander Grad wyjaśnia też, dlaczego do transakcji za stocznie nie doszło. Inwestor po prostu "nie dopiął finansowo tej inwestycji" ze względu na kryzys. Zapewnia, że "inwestor istniał naprawdę, to wyglądało poważnie".