Zakopane: jest śledztwo ws. konia, który padł z przemęczenia

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem wszczęła dochodzenie w sprawie konia, który padł w Morskim Oku. 14 lipca jeden z koni ciągnących wóz z turystami na drodze do Morskiego Oka zdechł zaraz po dotarciu na miejsce. Całą sytuację nakręcił na swoim telefonie komórkowym turysta z Krakowa.

Do prokuratury sprawę zgłosiło Zakopiańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. - Potwierdzam. Sprawa została oficjalnie zgłoszona organom ścigania - powiedział prokurator rejonowy Zbigniew Lis.

Zawiadomienie zostanie przekazane do komendy powiatowej policji w Zakopanem z wytycznymi prokuratora dotyczącymi wszczęcia postępowania. Sprawa jest rozpatrywana przez prokuraturę pod kątem artykułu 35 ustawy o ochronie zwierząt. Przepis ten mówi o przypadkach znęcania się nad zwierzętami oraz o bezzasadnym ich uśmiercaniu.

Śledczy muszą ustalić, czy w wozie konnym znajdowała się przepisowa liczba osób. Jeden góralski zaciąg jeżdżący do Morskiego Oka może - według przepisów - zabrać maksymalnie 14 osób. Policja obejrzy również film z całego zajścia nakręcony przez świadków zdarzenia.

"Koń był umęczony i zmordowany"

- Koń był umęczony i zmordowany. W pewnym momencie przewrócił się. Nie mogłem tego nie nagrać - relacjonował w TVN24 turysta, który nagrał wstrząsający film. - Z relacji świadków wiemy, że na wozie było ponad 20 osób - mówiła w rozmowie z tvn24.pl Beata Czerska z Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.