Medyczny cud: 11 lat żyła z dwoma sercami, ale "stare" samo się wyleczyło

Lekarze przecierają oczy ze zdumienia. 14 lat temu dwuletniej wówczas Hannie Clark przeszczepiono serce. Operacja była nowatorska, bo serce od dawcy wszczepiono w stary, wadliwy organ. Przez 11 lat dziewczynka żyła z dwoma sercami. - Aż jej stare serce samo się wyleczyło - mówią magazynowi "Lancet" lekarze.

Szczegóły tej niebywałej historii zostały opublikowane przez medyczny magazyn "Lancet" na stronach internetowych.

- Pokazuje to jak serce potrafi samo się uleczyć, gdy dać mu szansę - mówi doktor Douglas Zipes, były przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

W 1994 roku, gdy Hanna Clark miała 8 miesięcy, wykryto u niej bardzo poważną chorobę serca i lekarze umieścili ją na liście osób oczekujących na przeszczep nowego. Jednak problemy z jej sercem systematycznie pogarszały jej stan zdrowia, sprawiając że konieczny był także przeszczep płuc.

Aby uniknąć ryzykownej operacji wszczepiania zarówno serca, jak i płuc, lekarze zdecydowali się na coś zupełnie innego. Sir Magdi Yacoub, jeden z najwybitniejszych kardiochirurgów na świecie, zaproponował aby sercu Hanny dać okazję do samouleczenia i nie usuwać go z organizmu: wszczepiono jej więc serce dawcy bezpośrednio w jej własne. W 1995 roku wszczepiono jej serce 5-miesięcznego dziecka.

Po 5 i pół roku oba serca pracowały prawidłowo, ale lekarze zdecydowali aby nie usuwać tego "dodatkowego".

Leki spowodowały powstanie nowotworu

Bardzo silne leki, które Clark przyjmowała aby jej organizm nie odrzucił obcego ciała, doprowadziły do pojawienia się nowotworu, którego trzeba było leczyć chemioterapią. Nawet gdy lekarze zmniejszyli dawkę podawanych leków rozprzestrzeniał się on dalej i ostatecznie ciało Hanny odrzuciło serce dawcy.

Jednak do tego czasu jej własne serce zdążyło wyzdrowieć i w lutym 2006 roku lekarze z Great Ormond Street Hospital w Londynie usunęli z jej ciała serce dawcy.

Po tamtej operacji Hanna mogła zająć się sportem: 16-letnia dziś dziewczyna gra w piłkę nożną, pracuje na pół etatu i planuje powrót do szkoły od nowego roku szkolnego.

- Dzięki tej operacji mam normalne życie jak wszyscy moi przyjaciele - cytuje BBC Clark, która mieszka w pobliżu brytyjskiego Cardiff.

Zapytani o tę niezwykłą opowieść rodzice dziewczynki przypomnieli dramat, w trakcie którego lekarze powiedzieli im nawet, że "dziecko umrze w ciągu najbliższych 12 godzin". Lekarze otwarcie nazywają przypadek Clark mianem "cudu", ponieważ serce które samo się leczy jest ogromną rzadkością. - Nie mamy pojęcia serca których pacjentów wyzdrowieją, a których nie - mówi "Lancet" Miguel Uva, prezes Europejskiego Stowarzyszenia Kardiologów.

Lekarze próbują teraz zrozumieć co sprawiło, że serce Clark samo się wyleczyło. Taka wiedza może znacznie pomóc w leczeniu chorób serca u innych pacjentów.