Na Mazowszu nie ma zagrożenia epidemiologicznego. Na razie

- Nie ma zagrożenia epidemiologicznego - uspokaja Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki. Kąpieliska nad Zalewem Zegrzyńskim zostały jednak zamknięte, ale ludzie nic o tym nie wiedzą i nadal się kąpią, a nawet wyławiają śnięte ryby. Nakaz wojewody najbardziej drażni właścicieli smażalni ryb nad Zalewem.

- To zjawisko śnięcia ryb nie wiąże się z zatruciem wód chemikaliami, ani z żadną chorobą ryb - powiedział dzisiaj Jacek Kozłowski po spotkaniu sztabu kryzysowego w Warszawie. - To jest po prostu brak tlenu w wodzie - dodał wojewoda. Zapowiedział jednak, że do odwołania kąpieliska na Zalewie Zegrzyńskim i na mazowieckim odcinku rzeki Bug będą prewencyjnie zamknięte.

Zabrakło kormoranów

Śnięte ryby nad Zalewem Zegrzyńskim

Śnięte ryby będą teraz wyławiane z Zalewu, Bugu i jego dopływów. Trzeba to zrobić jak najszybciej, bo dopiero ich rozkładanie się może doprowadzić do powstania zagrożenia sanitarnego. W tej chwili odłowiono już kilkanaście ton ryb. - Odłowić trzeba będzie kilkakrotnie więcej - powiedział Kozłowski.

Usunięciem śniętych ryb zwykle zajmowały się mewy i kormorany. Tych drugich nie ma już jednak nad Zalewem Zegrzyńskim, a zmniejszona populacja mew nie jest w stanie zrobić tego sama.

O zamknięciu kąpielisk jednak nic nie wiedzą plażujący tam ludzie. Nie pojawiły się żadne tablice ostrzegawcze, dlatego rodzice i dziadkowie pozwalają dzieciom na kąpiel. - Dmuchanie piłek plażowych jest na porządku dziennym - donosi znad Zalewu reporter radia TOK FM.

Plażowicze: Jest czysto

Wypoczywający niespecjalnie przejmują się też możliwym zagrożeniem. - Skoro są raki, to na pewno nie jest brudno. Widać je przecież na brzegu - powiedziała reporterce radia TOK FM jedna z plażowiczek.

Szczególnie beztroskie są dzieci. Wyławiają śnięte ryby z wody siatkami i urządzają sobie w słoikach akwaria.

Wypoczywających nad Zalewem jest jednak mniej niż zazwyczaj. Zamknięcie kąpielisk szczególnie zdenerwowało właścicieli smażalni ryb. - Wszystko jest przedstawiane w czarnych kolorach, jakby woda była zatruta benzyną. Jeśli ryby są problemem, to trzeba go usunąć i pracować dalej - żalił się reporterce radia TOK FM właściciel jednej ze smażalni. Uspokajał też, że ryby w smażalniach nie pochodzą z Zalewu. - Są z Mazur. Przywożone przez firmy handlowe - wyjaśnił.

Wojewoda mazowiecki, Jacek Kozłowski, przestrzegł jednak mieszkańców Warszawy przed kupowaniem ryb niewiadomego pochodzenia na bazarach.