Natrętny wielbiciel

?Z miłości do gwiazd? Laetitii Colombani to bezpretensjonalna francuska komedia zręcznie umykająca przed schematyzmem tego typu historyjek.

Jej bohaterem jest Robert Pelage (Kad Merad wylansowany za sprawą komedii "Jeszcze dalej niż północ"), który uwielbia aktorki. Szczególnie trzy: dojrzałą Solange (Catherine Deneuve), seksowną Isabelle (Emmanuelle Béart) i młodą Violette (Mélanie Bernier). Uwielbia je tak bardzo, że bez ich zgody, a nawet wiedzy, ingeruje w ich życie zawodowe i prywatne. Wpływa na to, że zostają razem obsadzone, jedną z nich skłóca z narzeczonym itd., itp. Gdy aktorki to odkrywają, postanawiają mu się zrewanżować.

Na czym polega niebanalna zręczność "Z miłości do gwiazd"? Choćby na tym, że nim przez ekran przebiegną napisy początkowe, orientujemy się, że daliśmy się zwieść co do tego, jaki zawód uprawia Pelage. Albo na tym, że (jeśli tylko zauważymy ten drobiazg) ciemnoskóry sprzedawca kolorowych pism czyta tu w kiosku Marcela Prousta. Owszem, finałowe rozstrzygnięcie jest przewidywalne, ale droga do niego prowadząca - już nie.

Z filmu płynie prosty przekaz: trzeba uważać, żeby nasze pasje nie demolowały naszego życia. To właśnie przypadek Pelage'a. Z powodu aktorek jest w separacji z żoną (Maria de Medeiros) i dorastającą córką. Tę sytuację źle znosi też ich kot, z którym Pelage chodzi do psykotalityka - to termin oznaczający psychoanalityka dla psów i kotów - granego przez reżyserkę filmu Laetitię Colombani. To zresztą jeden z zabawniejszych wątków całości, podobnie jak spotkania z policjantem oddelegowanym do pilnowania natrętnego Pelage'a.

Jako źródło komizmu służą tu również tzw. środowiskowe smaczki. Deneuve wyraźnie pokpiwa z własnego wizerunku - kapryśnej gwiazdy katującej swego asystenta i kierowcę (Rufus) - i jednocześnie się demaskuje: a to po kryjomu podżera słodycze, a to znajduje przyjemność w samodzielnym prowadzeniu samochodu. Postaci grane przez nią i Béart bez przerwy prawią sobie złośliwości, a skądinąd wiadomo, że te aktorki prywatnie rzeczywiście za sobą nie przepadają. Markowego reżysera gra tu markowy reżyser Patrice Leconte ("Śmieszność"), a słynnego agenta gwiazd... słynny francuski agent Dominique Besnehard, przez stajnię którego przewinęli się m.in. Jeanne Moreau, Sophie Marceau i François Ozon, a poza tym zdarzyło mu się kiedyś doradzać Ségolene Royal. No i pojawiają się tu czytelne odniesienia do różnych głośnych filmowych scen (od dzieł Hitchcocka po Jacques'a Demy).

Ten film furory we Francji nie zrobił - miał 265 tys. widzów. Zabawa, którą proponuje, nie jest może wykwintna, ale kończy się jego oglądanie w miłym nastroju i bez poczucia, że ktoś zatruł nasze poczucie dobrego smaku.

"Z miłości do gwiazd" ("Mes stars et moi"), reż. Laetitia Colombani, Francja 2008