Uprawa na cmentarzysku

Podczas wiosennych prac na polu rolnik spod Bielska Podlaskiego wyorał kilkanaście ludzkich kości. Prawdopodobnie pochodzą z czasów potopu szwedzkiego albo są jeszcze starsze. - Zdarzają się całe głowy z zachowanymi zębami. Sąsiad żartował, bym sobie je wstawił, bo są w lepszym stanie niż moje - ironizuje Bazylii Pacewicz, właściciel cmentarzyska.

Biała to typowa polska wieś - ot, kilka domów i stodół na krzyż, a dookoła hektary upraw. Mogłoby się wydawać, że jedyną atrakcją we wsi jest od czasu do czasu tir, który w Bielsku źle skręcił i na wąskiej uliczce w Białej próbuje zawrócić. Nic podobnego.

- Tuż przed pierwszymi zabudowaniami na wzniesieniu, niedaleko rzeczki, leżą dwa duże kamienie. Dookoła - mnóstwo ludzkich szczątków: szczęki, piszczele, żebra. Widać je z drogi - zadzwoniła do redakcji zbulwersowana pani Lidia, która przypadkiem natknęła się na znalezisko. Po chwili przesłała nam e-mailem zdjęcia i mapkę, jak tam dojechać. - Nie rozumiem, jak na cmentarzysku można sadzić ziemniaki czy zboże. Wypadałoby coś z tym zrobić! - dodaje zbulwersowana.

Dla mieszkańców Białej kości na prawie hektarowym polu gospodarza Pacewicza to już standard. Od wieków tam są. A co roku podczas orki rolnik wykopuje kolejne. Nikogo już one nie dziwią i specjalnie nie interesują. Czasami, jak coś okazalszego pojawi się na powierzchni, ciekawscy z okolicy przychodzą popatrzeć i z powrotem je odkładają. Dzieci ustawiły tam dwa drewniane krzyżyki. We wsi już nawet nikt nie pamięta, kiedy to było.

- Czaszki chowałem w jednym miejscu, ale już nie pamiętam, gdzie dokładnie. Niektóre naprawdę super się zachowały. Cała gęba bialutkich zębów - mówi Bazyli Pacewicz, biorąc do ręki piszczel walający się po polu. - Mój tatuś mówił, że tu kiedyś bitwa ze Szwedami była. I te kości to właśnie poległych żołnierzy.

Pan Bazyli dokładnie nie wie, jak to się stało, że akurat ta część terenu trafiła w jego ręce.

- Z dziada pradziada to było nasze. W latach 70. chcieliśmy to pole oddać rządowi, ale nie chcieli. A później kiedy oni chcieli, to myśmy nie chcieli - dodaje Olga, żona Bazylego.

Rolnik ziemię na cmentarzysku uprawia od prawie 20 lat. Przez ostatnie lata rośnie tam zboże.

O znalezisku we wsi Biała poinformowaliśmy Jerzego Maciejczuka z urzędu podlaskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków. Archeolog nie ma wątpliwości, że duże kamienie rozsiane po okolicy to stele nagrobne, ustawiane w miejscu pochówku (wykuwano na nich informację o zmarłych). Według niego pochodzą prawdopodobnie z czasów późnego średniowiecza.

- Z naszej dokumentacji wynika, że nieuprawiana działka nr 51 (sąsiadująca z działką pana Bazylego) od 1982 r. jest wpisana do rejestru zabytków. W tym samym czasie próbowaliśmy wpisać także działkę 52 (Pacewiczów), ale właściciele nie zgodzili się. Zmusić ich nie mogliśmy - powiedział Maciejczuk.

Archeolog Małgorzata Karczewska z Uniwersytetu w Białymstoku przyznaje, że znalezisko w Białej może poszerzyć wiedzę o pochówkach na wschodnich terenach. Przyznaje, że tak duże cmentarzysko nie jest częstym zjawiskiem.

- Choć według mnie kości są młodsze, niż sądzi konserwator zabytków. Mogą pochodzić one co najwyżej z XVI lub XVII w. Te wcześniejsze nagrobki, jeszcze pogańskie, nie były znakowane. A skoro te były, prawdopodobnie są już chrześcijańskie - powiedziała Karczewska. - Jednak aby to sprawdzić, należałoby przeprowadzić kosztowne badania archeologiczne. Jeśli wówczas znaleziono by wyposażenie czy ubrania zmarłych, np. guziki, to by znaczyło, że kości pochowali chrześcijanie (poganie z reguły chowali zmarłych zawiniętych jedynie w płótna).

Karczewska nie ma wątpliwości, że kości z pola Pacewicza muszą jak najszybciej zniknąć. A już na pewno rolnik nie powinien jeździć po nich traktorem. Tego samego zdania jest Maciejczuk. Dlatego obiecał w najbliższych dniach pojechać do Białej i osobiście sprawdzić znalezisko.