Strzęp rakiety spadł na syberyjską wioskę

Na dachu bloku we wsi Baranowka, w południowej części Syberii, znaleziono fragment rakiety kosmicznej. I rozpoczął się spór: mieszkańcy mówią, że ledwo uszli z życiem a przedstawiciele rosyjskiej agencji kosmicznej podejrzewają, że złom mógł być zaciągnięty na dach, by wyłudzić odszkodowanie.

Przerażeni mieszkańcy wioski utrzymują, że w nocy słyszeli jakieś hałasy a później dźwięk padającego na dach przedmiotu. Nikomu nic się nie stało i dopiero wczesnym rankiem na miejsce przybyli strażacy i eksperci.

Dach również nie ucierpiał

Na dachu dwupiętrowego bloku znaleźli strzęp grubej blachy, rozmiaru 35 na 120 centymetrów. Okazało się też, że dach nie ucierpiał od uderzenia kosmicznym śmieciem. Region, gdzie leży Baranowka, leży w strefie zagrożonej "bombardowaniem" szczątkami rakiet kosmicznych wystrzeliwanych z kosmodromu "Bajkonur". Jednak takie przypadki zdarzają się niezwykle rzadko. Według jednego z ekspertów komisji, to pierwszy od dziesięciu lat przypadek, gdy fragment rakiety spadł na teren zamieszkany.

Komisja już stwierdziła, że fragment blachy, który spadł na wioskę nie stanowił poważniejszego zagrożenia. - Nie jest radioaktywny - zapewnia jeden z członków komisji Aleksandr Pyzanow. Według ministerstwa spraw nadzwyczajnych, na wioskę spadł strzęp rakiety, która wieczorem wyniosła na orbitę bezzałogowy transportowy "Progress", zaopatrujący międzynarodową stację kosmiczną.

Roskosmos ma wątpliwości

W ten scenariusz nie dowierzają jednak przedstawiciele Roskosmosu, czyli rosyjskiej agencji kosmicznej. - Mamy wątpliwości, czy rzeczywiście fragment rakiety spadł na dom - mówi agencji RIA Novosti przedstawiciel Roskosmosu - Nie wykluczamy, że mieszkańcy sami przenieśli na dach domu strzęp rakiety, który upadł w innym miejscu by wyłudzić odszkodowanie - tłumaczy Aleksandr Worobiew.