Kierowca wybrał drogę na skróty, przez jeden wiadukt przejechał

Powinien jechać główną drogą, a wybrał boczną, krętą, niebezpieczną. Przecież tamtędy ciężarówki w ogóle nie jeżdżą! - mówi szef świdnickiej Halo Radio Taxi. - Już pierwszy wiadukt powinien być dla niego ostrzeżeniem. Kto go pilotował?!

Autokar z dziećmi jechał z Bystrzycy Górnej do Świdnicy. Do teatru, który mieści się na świdnickim rynku. Aby się tam dostać, najlepsza i najbezpieczniejsza jest główna, prosta droga - prowadząca do dużej ulicy: Bystrzyckiej w Świdnicy.

Przy pierwszym wiadukcie kierowca powinien zmienić trasę Google Maps/Gazeta.pl

Dlaczego kierowca zdecydował się na jechać wąską, krętą ulicą Śląską? Nie wiadomo.

- Skoro już autokar wybrał się Śląską, powinien przejechać - jeszcze przed pierwszym wiaduktem - przez Osiedle Słowiańskie - mówi szef świdnickiej Halo Radio Taxi. Jak się okazuje, autokar szczęśliwie pokonał na swej drodze jeden wiadukt - na skrzyżowaniu ulic Słowiańskiej i Przyjaźni - by był wyższy. Za to droga jest tam wyjątkowo paskudna - zakręt 90 stopni za wiaduktem. - Autokar musiał mieć kłopot, żeby tamtędy przejechać - mówi właściciel kampanii taksówkowej.

Kierowca mógł jechać inną trasą. Kliknij na mapę, aby zobaczyć szczegóły Google Maps/Gazeta.pl

Być może jednak kierowca uznał, że skoro zmieścił się pod jednym wiaduktem, to i pod drugim da radę.

- Ale ten wiadukt jest dużo niższy - mówi taksówkarz z Halo Radio Taxi. - Kiedyś już zawisła na nim ciężarówka. Od tego czasu są tam znaki i ostrzeżenia. I żadne ciężarówki ani autobusy tamtędy nie jeżdżą. Ale kto go pilotował?! - zastanawia się. - Przecież kierowca czasem nie jest w stanie się zorientować. W tamtym miejscu wyjeżdża się z łuku drogi i dopiero 200 metrów przed wiaduktem widać, że on tam jest. Kierowca mógł nie zdążyć przeczytać znaków. No, ale gdyby jechał 30 na godzinę, to powinien się zorientować.

Kierowca autokaru powiedział w TVP Info, że zawierzył nauczycielowi, który znał trasę, że autokar się zmieści pod wiaduktem. Kierowca nie odniósł obrażeń, ale trafił do szpitala, jest w szoku. Zajmuje się nim psycholog. Mężczyzna był trzeźwy. Ma ważne prawo jazdy, to doświadczony, 60-letni kierowca.

- Pewnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że ten wiadukt jest tak nisko - widocznie na co dzień jeździ zwykłym autokarem, w którym siedzi wyżej. Może to spowodowało, że nie mógł ocenić jak wygląda wiadukt - mówi rzeczniczka starostwa powiatowego w Świdnicy Monika Żmijewska. Firma, do której należał autokar przewożący dzieci wielokrotnie współpracowała ze szkołami. - Nigdy nie było żadnych kłopotów i incydentów - dodaje.