Wojna o góry jurajskie

Jura Krakowsko-Częstochowska to góry, więc jako górami zajmie się nią ustawa. - To kolejna okazja do korupcji - ostrzegają alpiniści

Powstaje ustawa o ratownictwie i bezpieczeństwie w górach. Określa, kto do czego jest zobowiązany, by turysta zdrowy i cały z górskiej wyprawy powrócił. W projekcie - obok Beskidów, Sudetów czy Tatr - jako góry wymieniana jest także cała Wyżyna Krakowsko-Wieluńska. "Poza absurdem w kontekście geograficznym dostrzec tu można ustawowe zabezpieczenie interesów jednej z grup GOPR-u" - ocenia Polski Związek Alpinizmu w opinii podpisanej przez prezesa związku (a zarazem europarlamentarzystę) Janusza Onyszkiewicza.

Chodzi o grupę jurajską GOPR-u założoną 15 lat temu przez obecnego posła PO Piotra Van der Coghena. - Na świecie jest niejedna wyżyna, a na niej skały podobne do jurajskich - twierdzi Piotr Xięski, wiceprezes PZA. - I nigdzie nie są nazywane górami ani obejmowane przepisami takimi, jakie obowiązują w górach. Na Jurze większość skał znajduje się na terenie prywatnym, a ustawa żąda od właścicieli zapewnienia bezpieczeństwa ich użytkownikom. Oczywiście nie będą się chcieli w to angażować, więc ustawią tablice "Wspinaczka wzbroniona", żeby nie mieć problemów. Z kolei każdy organizator imprezy na Jurze będzie miał obowiązek uzyskać na nią zgodę o jurajskiej grupy GOPR-u - czyli 106 instruktorów wspinaczkowych zrzeszonych w PZA na każdy z organizowanych kursów także. I jeszcze zaangażować ratowników GOPR-u do jej zabezpieczenia, płacąc oczywiście za taką usługę. Mam wielkie uznanie dla działalności Tatrzańskiego i Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, ale takie zapisy w ustawie są niebezpieczne, bo mogą prowadzić do korupcji - ostrzega Xięski.

Byłemu częstochowskiemu senatorowi Jarosławowi Laseckiemu projekt ustawy też się nie podoba. Do wójtów i burmistrzów dawnego województwa częstochowskiego rozesłał alarmujący list, że uznanie Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej za góry będzie się wiązać z wieloma negatywnymi skutkami dla mieszkańców tego rejonu.

- Nie może być tak, że rolnicy z tego terenu będą zobowiązani do rozlicznych świadczeń na rzecz ratowników - twierdzi. - Jeśli mają udostępnić, oznakować i zabezpieczyć teren służący do uprawiania rekreacji ruchowej, to płaskie pole w powiecie kłobuckim także? A jak ustawa zobowiąże ich do udostępnienia swojego terenu służbom ratowniczym, to mają budować utwardzone drogi w prywatnych lasach? - pyta Lasecki. I zapewnia, że jeszcze się nawet nie zastanawiał, jakich utrudnień z powodu nowej ustawy może się spodziewać osobiście jako współwłaściciel znacznego fragmentu Jury z ruinami średniowiecznych zamków w Mirowie i Bobolicach. - Chodzi mi wyłącznie o mieszkańców - zapewnia.

- To szczęście, że Lasecki nie jest już senatorem, skoro kariera parlamentarna nie nauczyła go czytania ustaw - denerwuje się Van der Coghen. Zapewnia, że choć wszyscy go z projektem ustawy kojarzą, nie ma z nią nic wspólnego. - Powstała w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, które zaprosiło do współpracy szefa TOPR-u i szefa GOPR-u, ale nie mnie - mówi.

Choć nad ustawą dotąd nie pracował, domyśla się, jakie były intencje jej twórców. - Na pewno nie o to chodzi, by każdy właściciel terenu ze skałkami zabezpieczał je, a jedynie taki, który na skałkach zarabia, tworząc w nim np. parki linowe. Od jurajskiej grupy GOPR-u będzie trzeba uzyskać nie zgodę na zorganizowanie imprezy, a jedynie opinię o tym, jak powinna być zabezpieczona. I oczywiście nie chodzi o każdą imprezę, nie szkolenie wspinaczkowe prowadzone przez instruktora z uprawnieniami, bo instruktorzy mają własne przepisy, jak zapewnić bezpieczeństwo kursantom. Bardziej chodzi o różne rajdy i złazy. Organizator oczywiście nie będzie musiał się zastosować do naszych sugestii, ale w razie wypadku będzie się musiał liczyć z konsekwencjami, także karnymi.

A tak w ogóle to Van der Coghen nie rozumie, skąd taka histeria z tymi górami. - Przecież już w 1985 r. ówczesny Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu w rozporządzeniu napisał, że jako góry traktuje się także tereny niższe niż 400 metrów nad poziomem morza, o ile uprawiane są na nich sporty górskie - twierdzi. - A na Jurze ludzie masowo wspinają się, schodzą do jaskiń. Czyli uprawiają sporty górskie. I trzeba coś zrobić, by robili to bezpiecznie.

Gdy ustawa trafi do sejmu, Van der Coghen zamierza zaangażować się w pracę nad nią. Przecież jest jedynym ratownikiem górskim w parlamencie. - Dopilnuję, by ewentualne niejasności zniknęły z zapisów - obiecuje.

Sobotni "Superexpress" zarzuca posłowi, że napisał ustawę, na której zarobi jego żona, właścicielka dwóch firm organizujących imprezy turystyczne i plenerowe na Jurze.

- Moja żona będzie się musiała zastosować do przepisów tak samo jak wszyscy właściciele podobnych firm - mówi poseł Van der Coghen.