Jesteśmy izraelską partią z rosyjskim akcentem

Mamy twardy stosunek do Arabów, obywateli Izraela i Palestyńczyków. Nie zgadzamy się na negocjacje pokojowe, których celem jest oddanie ziemi Izraela. Opowiadamy się za przysięgą lojalności wobec państwa Izrael, która winna być składana nie tylko przez Arabów, ale również przez Żydów.

Rozmowa ze Stasem Meseżnikowem, najbliższym współpracownikiem Awigdora Liebermana, lidera partii Yisrael Beiteinu - Nasz Dom Izrael - reprezentującej imigrantów z byłego ZSRR.

Paweł Smoleński: W wyborach do Knesetu zdobyliście 15 foteli, jesteście trzecią siłą w izraelskim parlamencie, a wielu uważa, że akurat bez was nie uda się zbudować koalicji rządzącej. Skąd taka popularność pańskiej formacji i samego Awigdora Liebermana?

Stas Meseżnikow: Emigranci z ZSRR i państw powstałych po rozpadzie imperium to największa alija [powrót do ojczyzny] w dziejach Izraela. Stanowimy dzisiaj 20 proc. mieszkańców. Przedstawiciele naszej emigracji zajęli się polityką już w 1992 r., zakładając partię Tak. Nie odnieśliśmy znacznych sukcesów, lecz nasz głos już wtedy zaczął się liczyć. Rządy w Izraelu często zależą od ugrupowań, które mają raptem kilku deputowanych. Przyłożyliśmy się wówczas do powstania koalicji i wyboru premiera. Zauważono, jak ważny jest głos rosyjskojęzycznych Żydów.

Pierwszym politykiem, który zaznaczył się na izraelskiej scenie, był były sowiecki dysydent i więzień łagrów Natan Szczarański. Został nawet ministrem spraw wewnętrznych i wicepremierem, lecz jego formacja - Israel Ba-Aliya - poszła w złą stronę, reprezentowała interesy własnej grupy społecznej i koniec końców roztopiła się w Likudzie.

Dopiero Awigdor Lieberman stworzył partię i program, który nie odwoływał się tylko do rosyjskojęzycznego sektora społeczeństwa, lecz do każdego obywatela. Jesteśmy izraelską partią z rosyjskim akcentem. W 1999 r. zdobyliśmy cztery mandaty. Dziś mamy 15: 10 dla rosyjskojęzycznych polityków, 5 - innych. Jest wśród nas jeden druz. To obala twierdzenie, że jesteśmy szowinistyczną partią antyarabską.

A może jeden druz wśród posłów Yisrael Beiteinu jest kwiatkiem do kożucha? Mówią o was, że jesteście nie tylko szowinistami, ale rasistami, a nawet faszystami. Liebermana porównuje się do Le Pena i Haidera.

- Wszyscy, którzy tak o nas mówili, przegrali w wyborach. To chyba o czymś świadczy.

Zgoda, jesteśmy partią prawicy, co w Izraelu oznacza tylko tyle, że mamy twardy stosunek do Arabów, obywateli Izraela i Palestyńczyków. Nie zgadzamy się na negocjacje pokojowe, których celem jest oddanie ziemi Izraela. Nie poparliśmy ewakuacji osadników ze Strefy Gazy. Opowiadamy się za przysięgą lojalności wobec państwa Izrael, która winna być składana nie tylko przez Arabów, ale również przez Żydów.

Ale już w sprawach gospodarczych nie jesteśmy liberalną prawicą. Wolny rynek bez interwencji państwa nie jest dobry dla Izraela ze względu na dużą liczbę emigrantów. Opowiadamy się za wzmocnieniem małych przedsiębiorstw rodzinnych. Przełamaniu kryzysu ekonomicznego pomogą roboty publiczne.

Chcecie wymiany terytoriów z Autonomią Palestyńską w zamian za ziemie, gdzie większość stanowią izraelscy Arabowie. Postulujecie przejęcie tych obszarów Zachodniego Brzegu, gdzie znajdują się skupiska osiedli żydowskich osadników. Takie stanowisko budzi niepokój zarówno wśród Palestyńczyków, jak i obywateli Izraela.

- Arabowie izraelscy nie są lojalni wobec państwa. Gdy trwała interwencja w Gazie, palili izraelskie flagi. W czasie drugiej wojny libańskiej poseł do Knesetu Azmi Biszara kierował rakietami Hezbollahu spadającymi na Izrael, lecz mimo zdrady i ucieczki z kraju do dziś pobiera rentę od izraelskiego rządu jako były deputowany. Izraelski Arab zastrzelił w jerozolimskiej jesziwie ośmioro uczniów. Przykłady można mnożyć.

Rozumiem, że oni są lojalni wobec swych arabskich braci, lecz to zabójcze dla Izraela. Siedzimy na bombie z opóźnionym zapłonem. Lieberman pierwszy zdefiniował to zagrożenie i stąd nasza popularność.

Czy opowiadacie się za istnieniem niepodległego państwa palestyńskiego?

- Nie wiem, czy ma to być państwo, czy może jakaś szeroka autonomia, zwłaszcza gospodarcza. Wiem, że dwa narody nie mogą żyć w jednym państwie, więc dlatego chcemy maksymalnej separacji Arabów i Żydów.

Religijna partia Szaas mówi, że nie przestrzegacie religijnego prawa. Awigdor Lieberman został nazwany szatanem. Czy szatan może być Żydem?

- Nie jesteśmy gorszymi Żydami od tych z Maroka. Swoje dzieci wychowuję po żydowsku. Nie przestrzegam koszernej kuchni, podróżuję w szabat. Czy to znaczy, że wolno mi odmówić prawa bycia Żydem? Zarzuty niektórych rabinów wynikają z ignorancji, zacofania i ze złej woli. A opierają się na gusłach. Czy to poważne, by powoływać się na głos dawno zmarłych przywódców, którzy ponoć wstali z martwych i zakazali głosowania na Yisrael Beiteinu?

Powiadają, że jesteście partią wodzowską. Że wasze uwielbienie dla Liebermana to niedalekie echo postawy homo sovieticus, który chce silnej władzy, bo wolność jest dla niego za trudna.

- Słabością izraelskich partii jest nadmiar dyskusji. Czasem wydaje mi się, że wybierają sobie lidera tylko po to, żeby następnego dnia rzucać mu kłody pod nogi. Dlatego stawiają nam zarzuty: macie silnego przywódcę, nie kłócicie się z nim.

Dlaczego mam się nie zgadzać z Liebermanem, skoro się z nim zgadzam? Dlaczego mam mu przeszkadzać, skoro mogę pomagać? Dlaczego w partii ma istnieć wewnętrzna opozycja? Nikt mnie nie zmusza, bym działał w Yisrael Beiteinu. Nie mam polecenia zgadzać się z moim szefem. To mój wybór. Pod tym względem jesteśmy w Izraelu wyjątkowi. I dlatego nas nie lubią.

Tylko dlatego?

- Izrael jest państwem czynowników. Urzędnik decyduje o wszystkim. Z nami to nie przejdzie. A urzędnicy mają rodziny, przyjaciół, powolne sobie media, służebnych dziennikarzy. Wiedzą, że chcemy wywrócić ten układ. Dlatego boją się nas i wściekle atakują.

Jakim politykiem jest Awigdor Lieberman?

- Nie umiem go do nikogo porównać. Jest inny, szczery, prawdomówny, dotrzymuje słowa. Sprawdził się już jako minister i wicepremier. Ma duże polityczne doświadczenie. Umie przewidywać przyszłość: pierwszy wskazał na zagrożenie irańskie, nazwał tragiczną pomyłką ewakuację osadników z Gazy. Dzisiaj nikt przy zdrowych zmysłach nie może kwestionować jego zmysłu przewidywania. Wierzę mu. A może inaczej - wierzę w Liebermana.