Nie mówcie na mnie: Polak

Żeby udowodnić, że nie jest Polakiem, tylko Niemcem, Joachim Palm sfingował napad na bank

Palmowi chodzi tylko o jedno: żeby nikt nie mówił, iż jest Polakiem, skoro obywatelstwo zmienił, polskie dokumenty oddał, a wszystko to kosztowało go sporo nerwów i pieniędzy. Tymczasem czuje się oszukany przez państwo polskie, bo skoro zrobił wszystko, co mógł, żeby Polakiem nie być, to nikt go nie powinien tak traktować. A traktuje!

Np. na kluczborskiej policji, gdzie jest częstym gościem, głównie w charakterze uciążliwego petenta. Niemal każdą wizytę na komisariacie kończy napisaniem jakiejś skargi. Zawsze z tego samego powodu. - Bo jak policjant widzi, że urodziłem się w Kuniowie, mówię po polsku, to myśli, że jestem Polak! A ja mu mówię, że nie Polak, tylko Niemiec, a on znowu, że u niego w komputerze stoi, że Polak. I tak w kółko - opowiada pan Joachim.

Skarży się, że policjanci, traktując go jako Polaka mieszkającego za granicą, ciągle powołują się na paragraf, który mówi o tym, że powinien zostawić polski adres do doręczeń. - A ja polskiego adresu nie mam. Podaję im więc niemiecki, a oni to traktują, jakbym w ogóle żadnego nie podał i dlatego nie dostaję żadnej odpowiedzi na składane przeze mnie wnioski. To celowe działanie! - oskarża Palm.

Zapłacił 12 tys. marek, by nie być Polakiem

Zaznacza, że jego rodzice byli Niemcami i on też jest Niemcem. Za decyzję polskich władz o utracie obywatelstwa całej rodziny zapłacili ponad 12 tys. marek. - I co? I ciągle figurowaliśmy w Polsce na liście wyborców, a policja ciągle traktuje mnie jak Polaka! Polska oszukuje rząd Niemiec, pobierając opłaty za wydanie decyzji, która nie ma żadnego skutku - denerwuje się Palm.

Zgłosił nawet w prokuraturze przestępstwo oszustwa, którego miał się dopuścić prezydent RP, który decyzję o zmianie obywatelstwa wydał. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, ale Palm się nie poddaje. - Jeżeli jestem obywatelem Niemiec, to przysługuje mi opieka konsularna, jeśli coś by mi się w Polsce stało. Jeśli mam podwójne obywatelstwo, to nikt nie kiwnie palcem, żeby mi pomóc, ani w Polsce, ani w Niemczech - uważa. A jeszcze gorzej byłoby - jego zdaniem - gdyby miał np. wypadek w Czechach. - Czesi nie są głupi. Jak przyjedzie ktoś z polskiego konsulatu, powiedzą, że jestem Niemcem, a jak ktoś z niemieckiego, to że jestem Polakiem. A ja nie jestem żaden kameleon, żeby być raz taki, a raz taki! - denerwuje się Palm.

Kilkakrotnie starał się dowiedzieć, w jakiej to bazie danych figuruje jako Polak. - Ale za każdym razem, kiedy chciałem coś o sobie wiedzieć, proszono mnie o dowód osobisty. A ja przecież go nie mam! Bo zdałem go, zmieniając obywatelstwo - emocjonuje się.

Napadł sam na siebie

W końcu postanowił zdobyć koronny dowód na tę - jak mówi - "aferę międzynarodową". Na własne nieszczęście przypomniał sobie, że obywatelstwo widnieje w Krajowym Rejestrze Karnym i wymyślił, że gdyby toczyło się wobec niego postępowanie, to o wyciąg z tego rejestru poprosiłaby policja, a nie on. I wtedy miałby czarno na białym dowód przestępstwa Polski, która skasowała go za zrzeczenie się obywatelstwa, a mimo to ciągle go za Polaka uważa.

Stanął więc pod kamerą przy bankomacie, wyjął telefon i zgłosił napad na siebie samego. Po odtworzeniu nagrania z monitoringu okazało się oczywiście, że żadnego napadu nie było, ale został pociągnięty do odpowiedzialności za zgłoszenie fikcyjnego przestępstwa i ściągnięcie na miejsce policji.

- Ale doczekałem się wyciągu z Krajowego Rejestru Karnego, w którym w rubryce "obywatelstwo" przy moim nazwisku napisano: polskie - triumfuje.

Przy okazji został też wysłany na badania psychiatryczne i lekarz dopatrzył się u niego objawów paranoi. Ale Palm udał się zaraz potem do psychiatry niemieckiego, który objawów paranoi na tle obywatelstwa nie zauważył i stwierdził nawet, że pan Joachim potrafi rzeczowo i przekonująco argumentować.

Z decyzją o utracie obywatelstwa w jednej ręce, a wyciągiem z KRK w drugiej popędził do konsulatu, sądu, urzędu wojewódzkiego i na policję. W urzędzie wojewódzkim zapewniono go, że u nich figuruje wyłącznie jako obywatel Niemiec. W KRK usłyszał, że sąd uzupełnia jedynie informację o karalności danej osoby, resztę danych podaje natomiast wnioskodawca. W tym przypadku informację o obywatelstwie podała policja.

- Przeprosiliśmy za to pana Palma. Rzeczywiście, wpisaliśmy, że ma polskie obywatelstwo, ponieważ ma on polski numer PESEL, gdyż tutaj się urodził. To zwykła pomyłka - mówi Aneta Czekaj, rzeczniczka kluczborskiej policji. Dodała, że zasugerowano się także faktem, iż Palm ma polskie prawo jazdy.

Czemu nie niemieckie? Bo w Polsce prawo jazdy robi się szybciej i jest tańsze.