Zginął wniosek warty dwa miliony złotych

Filharmonia Śląska chciała kupić nuty i naprawić instrumenty, a zespół Śląsk marzył o nowym fortepianie. Nic z tego nie wyjdzie. Szansę na dofinansowanie straciło też kilka innych instytucji, bo paczka z dokumentami wysłanymi do Ministerstwa Kultury gdzieś się zawieruszyła. Trwa gorączkowe dochodzenie, kto zawinił.

Z naszych informacji wynika, że osiem placówek kulturalnych podlegających urzędowi marszałkowskiemu: Opera Śląska, Filharmonia Śląska, Zespół Pieśni i Tańca "Śląsk", Teatr Śląski, Muzea - Górnośląskie i Górnictwa Węglowego oraz Regionalne Ośrodki Kultury w Częstochowie i Bielsku-Białej, starały się łącznie o 2 mln zł w ramach rządowego programu "Mecenat". Zespół z Koszęcina prosił o 80 tys. zł na nowy fortepian, ośrodek kultury w Częstochowie o 120 tys. zł na mikrofony, projektor i aparaty fotograficzne, zaś Filharmonia Śląska miała nadzieję na 800 tys. zł, bo musi kupić nowe instrumenty, a stare naprawić. Instytucje przesłały swoje wnioski do marszałka, który miał je przekazać ministrowi kultury. Gdy kilka dni temu resort na swojej stronie internetowej opublikował listę beneficjentów, okazało się, że z wyjątkiem Teatru Zagłębia, podlegającego samorządowi Będzina, nie ma na niej żadnej placówki z naszego regionu!

- W pierwszej chwili pomyślałem - trudno. Zmartwienie zmieniło się jednak w kompletne zdziwienie, gdy zorientowałem się, że ani nas, ani pozostałych śląskich jednostek nie ma też wśród wniosków odrzuconych ani negatywnych - mówi Zbigniew Cierniak, wicedyrektor zespołu Śląsk.

Swojego zdumienia nie ukrywa też Grażyna Szymborska, szefowa Filharmonii Śląskiej. - Jak to możliwe? Od razu zadzwoniłam do ministerstwa i usłyszałam, że wniosek w ogóle tam nie dotarł. Zatelefonowałam do urzędu marszałkowskiego i dowiedziałam się, że wniosek wyszedł, a tak w ogóle to możemy przystąpić do kolejnego konkursu i starać się jeszcze raz - mówi Szymborska.

Ewelina Ignaszak-Stolarska z Regionalnego Ośrodka Kultury w Częstochowie przyznaje, że po raz pierwszy spotkała się z taką sytuacją. I podejrzewa, że zawinił pośrednik, czyli urząd marszałkowski.

Co na to zainteresowani? Łucja Ginko, dyrektorka wydziału kultury w urzędzie marszałkowskim, była wczoraj nieuchwytna. Głos zabrała za to Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka urzędu: - Z książki nadawczej wynika, że przesyłka z wnioskami została nadana na poczcie 27 listopada. Wystosowaliśmy już pismo w tej sprawie do Poczty Polskiej. Czekamy na wyjaśnienia. Na pewno nie zostawimy tej sprawy. To zbyt poważne uchybienie, ktoś personalnie musi za to odpowiedzieć - mówi Marzyńska.

Zamieszaniem przejęli się też ministerialni urzędnicy. - Zostało wszczęte śledztwo, bo sprawa jest bardzo poważna. Nam również zależy na wyjaśnieniu, kto tu zawinił - mówi Maciej Mroczek z biura prasowego ministerstwa.

- Może list był źle zaadresowany? - pytamy.

- Jeśli przesyłka została rzeczywiście złożona w urzędzie pocztowym, prześledzimy jej dalsze losy - zapewnia Krzysztof Wyderka, rzecznik Poczty Polskiej w Katowicach.

Polecamy: Akta spraw za szafą: zarzuty dla prokuratora