Góry śniegu w miastach czekają na odwilż

Przez śnieg kierowcy nie mają gdzie parkować, pieszym trudno poruszać się po chodnikach i ulicach. Ale większość miast czeka, aż problem sam się rozwiąże, czyli śnieg stopnieje.

Masz problem z odśnieżaniem? Prześlij zdjęcia, relacje na Alert24

W Sosnowcu śnieg ładowano w poniedziałek na ciężarówki jedynie na parkingu przed magistratem. Urzędnicy uznali, że jest już go na tyle, że trzeba interweniować. Ale w innych miejscach wysokie góry śniegu będą musiały poczekać na odwilż.

- Napadało dużo, jednak takich zwałów, żeby trzeba je wywozić, jeszcze nie ma. Poza tym to bardzo droga operacja - mówi Jolanta Niedbał z Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.

Jeszcze gorzej jest w śródmieściu Gliwic. Tutaj ekipy odśnieżające upychają śnieg, gdzie tylko się da. Andrzej Nawrocki, koordynator akcji "Zima" przyznaje, że sytuacja nie napawa go optymizmem.

Pomału kończy nam się miejsce, a wywieźć śniegu, jak kiedyś, do rzeki, już nie można. Zgodnie z przepisami, potrzebne jest do tego specjalistyczne składowisko z osobną kanalizacją i osadniki, które zatrzymają chemikalia wysypywane na drogi. A takiego w Gliwicach nie ma - rozkłada ręce Nawrocki i przyznaje, że utęsknieniem wypatruje odwilży.

Katowice to jedno z niewielu miast, gdzie śnieg znika z chodników i ulic. Ale mieszkańcy narzekają, że efektów pracy nie widać. - Znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem. Ostatnio pół godziny krążyłem wokół ul. Kościuszki. Część miejsc jest zasypana, a chętnych do zaparkowania tyle samo co zawsze - denerwuje się Marek Kluzik.

Narzekają też mieszkańcy śródmieścia. W wąskich uliczkach góry śniegu są coraz wyższe. - Przejście na drugą stronę to prawdziwa wyprawa. A śnieg ciągle sypie. Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie siedzieć w domu - mówi Henryka Lank, emerytka z ul. Skłodowskiej-Curie.

Leszek Cieśla z katowickiego magistratu wyjaśnia, że ekipy wywożące śnieg utknęły w centrum. Na razie pracują w najbardziej newralgicznych miejscach, czyli wokół rynku i dworca. - Robimy co się da, ale od kilkunastu dni ciągle sypie - mówi Cieśla.

Śnieg z chodników i miejsc parkingowych zbiera 100 pracowników i 10 samochodów Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. - Gdyby opady nie były tak intensywne, już dawno bylibyśmy z robotą w Bogucicach. Przez cały czas dostajemy od mieszkańców sygnały, że gdzieś ktoś zrzucił śnieg z dachu albo tak odgarnął, że musimy przyjechać - mówi Piotr Handwerker, dyrektor katowickiego MZUiM.

Urzędnicy przypominają, że zarządcy i administratorzy sami mogą przywieźć śnieg do wyznaczonych punktów w Katowicach. Za metr sześcienny trzeba jednak zapłacić około 7 zł. Od piątku bezpłatnie przyjmuje śnieg składowisko przy ul. Olimpijskiej, ale jest jeden warunek. Śnieg musi pochodzić z dachów lub podwórek, czyli miejsc, na których nie wysypywano środków chemicznych. - Na razie przyjechała jedna ciężarówka. Ale mieliśmy kłopot, bo utknęła w zaspach - mówi Krzysztof Król z katowickiej straży miejskiej.

Polecamy: O życie na Mariackiej miałby dbać menedżer