Dzieci oszukały Cenzora?

Prokuratura będzie prowadzić śledztwo w sprawie dostępu uczniów z podstawówki w Trześni do stron pornograficznych. W poniedziałek zapadła decyzja w tej sprawie.

- Wprawdzie policja odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie, ale w trakcie postępowania sprawdzającego nie wszystkie okoliczności zostały wyjaśnione - ocenia Robert Kiliański, prokurator rejonowy w Tarnobrzegu. Dlatego w poniedziałek zapadła decyzja, że śledztwo w tej sprawie jednak będzie prowadzone.

Co się wydarzyło w Szkole Podstawowej w Trześni? Media, policja i prokuratura zostały poinformowane przez rodziców o tym, że uczniowie na szkolnych komputerach mają dostęp do stron internetowych z treściami pornograficznymi. Na trop tej sprawy wpadł jeden z rodziców, który na komórce u swojego dziecka znalazł pornograficzne zdjęcia. Okazało się, że zostały ściągnięte ze szkolnego komputera.

- My zainteresowaliśmy się tą sprawą po materiale w TVN24. Było to dla mnie o tyle zaskakujące, bo niewiele wcześniej w tej szkole był wizytator. Spotkał się z przedstawicielami rodziców, ale tego problemu nikt nie zgłaszał - mówi Antoni Wydro, podkarpacki wicekurator i informuje: - Zaraz po emisji programu powołałem trzyosobowy zespół, który pojechał na miejsce.

Jak to się stało, że w szkole podstawowej możliwe było oglądanie przez uczniów pornografii? Antoni Wydro wyjaśnia, że standardowo szkolne komputery są zabezpieczone specjalnym programem o nazwie Cenzor, który nie dopuszczają treści pornograficznych: nie tylko nie pozwala otwierać takich stron internetowych, ale też płyt CD, czy pendrive'a.

Taki program razem z nową pracownią komputerową, dostała również szkoła w Trześni. - Są możliwości, aby program wyłączyć, ale hasło zna administrator szkolnej sieci. Kiedy po raz pierwszy logował się do systemu powinien był je zmienić, bo identyczne hasło miały wszystkie komputery w Polsce. Może tego nie zrobił, a uczniowie je poznali? A może nauczyciel sam usunął zabezpieczenie, bo program często blokował nawet popularne strony? - zastanawia się wicekurator.

Ale prokurator Kiliański twierdzi, że z policyjnych ustaleń wynika iż blokada na szkolnych komputerach była. - Może więc uczniowie znaleźli sposób jak ją obejść - mówi wicekurator i przyznaje, że taka możliwość jest, ale nie zgadza się podawać jej do publicznej wiadomości. Bardziej niepokoi go co innego. - O tym, że dzieci na szkolnych komputerach korzystają z niedozwolonych stron w styczniu dowiedziała się dyrektorka szkoły. Przeprowadzoła rozmowę z rodzicami, ale nic nie zrobiła w pracowni komputerowej - mówi wicekurator.

Po kontroli kuratoryjnej do uczniów przyjechali psycholodzy z poradni w Nowej Dębie. - Na zajęcia, które miały zapobiec złemu oddziaływaniu treści pornograficznych na dzieci - wyjaśnia Antoni Wydro. Kuratorium wysłało też do szkoły zalecenia: - Bezwzględnego wykonania zabezpieczeń na komputerach oraz podjęcia czynności, które spowodują, że w przyszłości takie sytuacje nie będą miały miejsca - zapowiada Antoni Wydro. Kuratorium nie wyklucza skierowania sprawy do rzecznika dyscyplinarnego przy wojewodzie podkarpackim.