Dyrektor WORD: Dbam o komfort jazdy otyłych

Dilerzy Toyoty i Seata uważają, że ogłoszony przez WORD przetarg dyskryminuje ich auta. Są za małe, by stanąć w szranki. Dyrektor odrzuca protest i staje murem za otyłymi. - Małe auto odbiera im komfort jazdy

Na początku lutego zielonogórski Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego ogłosił przetarg na zakup dziesięciu nowych samochodów. Chce wymienić kilkuletnie fiaty punto i punto grande na nowe auta podlegające gwarancji. Stare mają pójść pod młotek. Dla dilerów aut wygrany przetarg to czysty interes. Ich salony będą potem szturmować właściciele szkół nauki jazdy, którzy chcą szkolić na takich samych modelach, na jakich odbywają się egzaminy. Salon może sprzedać nawet kilkaset pojazdów.

Ośrodek stawia jednak dilerom wysoko poprzeczkę. W specyfikacji przetargowej zawarł kilkanaście wytycznych, jakie muszą spełnić, by mogli do niego przystąpić. Mają zaproponować auta wyposażone m.in. w ABS, klimatyzację, poduszki powietrzne. Po interwencji "Gazety" uwzględniono także "ekonomiczny" aspekt, którego domagali się instruktorzy nauki jazdy. Prosili, by producent dopuszczał możliwość montażu instalacji gazowej bez utraty gwarancji. Ale nie na wszystkie zapisy zgadzają się dilerzy samochodów. Zwłaszcza na te, które eliminują ich już na starcie. Główne dotyczą wielkości auta. Zdaniem WORD nie może być ono krótsze niż 3,95 m, choć ustawodawca w rozporządzeniu określa tę granicę na 3,5 m. Kolejny warunek dotyczy pojemności. Ta zdaniem ośrodka ma być nie mniejszej niż 1,1 litra, nie większa niż 1,3 (tu ustawodawca nie nakłada żadnych granic).

Protesty złożyli już zielonogórski diler Toyoty, który chciał do przetargu zgłosić model yaris oraz poznański Seat, który liczył na wystawienie ibizy. Oba auta są bowiem zbyt małe, by wystartować w przetargu. Za to modele z wyższej półki mają już za dużą moc. - Specyfikacja przetargowa została tak sporządzona, by wykluczyć niektóre marki pojazdów, między innymi Toyotę Yaris. Ustawodawca określa jasno - auto musi mieć długość przewyższającą 3,5 m. Na jakiej podstawie WORD dokłada sobie kolejne centymetry? - pyta Maciej Smak, doradca ds. sprzedaży flotowej Toyoty "J.P.J. Auto". Zapewnia, że wiele ośrodków w Polsce egzaminuje na ich modelach. - Zapisy zielonogórskiego ośrodka o minimalnej długości, pojemności silnika, jak również osiąganych prędkościach dyskryminują ewentualnych oferentów. A przecież pojazdy oferowane w głównej mierze powinny charakteryzować się skuteczną gwarancją, niską awaryjnością i dobrą ceną. Przykre jest traktowanie zamówień publicznych jak własnego folwarku - dodaje.

Dyrektor WORD Ireneusz Plechan odrzucił we wtorek protesty dilerów. Twierdzi, że ośrodek ma prawo dokładnie precyzować parametry auta. Nie chce kupować krótszych pojazdów z dwóch powodów. Nie są komfortowe dla otyłych osób, po drugie są mniej bezpieczne, z uwagi na mniejszą strefę zgniotu. - Auto nie może być ciasne. Egzaminy zdają nie tylko szczupłe osoby, ale i te ze sporą nadwagą, czy słusznego wzrostu. To samo można powiedzieć o egzaminatorach. W większości to postawni mężczyźni, którzy spędzają w nim osiem godzin dziennie. Samochód nie może ograniczać ich ruchów - tłumaczy.

Jego zdaniem ograniczenie pojemności ma wykluczyć auta mało dynamiczne i zużywające dużo paliwa. Dyrektor liczy, że do przetargu zgłosi się 6-7 dilerów. Wygra ten, który zaproponuje najniższą cenę. - Do tej pory braliśmy pod uwagę także długość gwarancji, ale tę określiliśmy sztywno w specyfikacji - odpowiada Plechan. Dilerzy mają czas do składania ofert do 6 marca. Wyniki zostaną ogłoszone następnego tygodnia.

Ostatni przetarg WORD, który rozstrzygnięto w czerwcu 2007 r., wygrał diler Renault. Zdeklasował rywali, proponując bardzo niską cenę. Sprzedał ośrodkowi wersję clio po bardzo korzystnej cenie. Za kompletnie wyposażone auto o pojemności 1,4 l i 100-konnym silniku, z 6-letnią gwarancją, uprawniające do przeprowadzania egzaminów ośrodek zapłacił ok. 32 tys. zł.