Antyterroryści członkami groźnego gangu

Sukces policjantów z Centralnego Biura Śledczego i Biura Spraw Wewnętrznych. Rozbili grupę przestępczą, która od kilku lat terroryzowała restauratorów w Łodzi, Bełchatowie, Piotrkowie i Sieradzu.

"Gazeta" już trzy lata temu pisała, że przestępcy przejmujący w "ochronę" kolejne łódzkie puby i restauracje mogą korzystać z usług policjantów.

Grupa działała w woj. łódzkim i w Wielkopolsce. Jej członków śledczy z BSW i CBŚ rozpracowywali od dwóch lat. W poniedziałek policjanci z CBŚ i BSW zatrzymali łącznie 12 osób. W ręce śledczych wpadł między innymi 35-letni szef gangu. Wśród zatrzymanych jest także sześciu funkcjonariuszy policji w wieku od 29 do 40 lat. To antyterroryści o stażu służby od czterech do 17 lat.

Trzon grupy stanowili: 35-letni Sławomir F., właściciel agencji ochroniarskiej, i 34-letni policjant. To ten drugi "zwerbował" do współpracy pięciu łódzkich policjantów: z komisariatów i antyterrorystów. Razem z przestępcami za pieniądze ochraniali dyskoteki, puby i restauracje. Swoje usługi narzucali w bezwzględny sposób, np. bijąc restauratorów, którzy nie chcieli z nimi współpracować.

Inspektor Marek Działoszyński, szef Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, zapowiedział już zawieszenie zatrzymanych funkcjonariuszy w czynnościach służbowych. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Pabianicach. Za udział w grupie przestępczej, wymuszenia rozbójnicze i pobicia podejrzanym grozi kara pozbawienia wolności nawet do dziesięciu lat.

- Wiem, że to dopiero początek śledztwa - mówi nasz informator zbliżony do CBŚ. - Mają zatrzymywać niemal wszystkich byłych i obecnych antyterrorystów, którzy współpracowali z F. Stanie mnóstwo dyskotek w regionie, bo ochraniali praktycznie wszystkie, wyrzucając inne firmy z interesu.

Co napisaliśmy już o tej sprawie

"Czy tam byli policjanci?", "Gazeta" z 20 stycznia 2006 r.

Zapis z kamer klubu Belfast, znajdującego się przy al. Kościuszki, jest szokujący. Do ochroniarza stojącego przed wejściem do baru podchodzą dwaj mężczyźni. Rozmawiają z nim, prawdopodobnie się kłócą. Po chwili dołącza do nich jeszcze kilka osób. Za kurtkę wciągają ochroniarza do sali barowej. Biją go. Kopią ofiarę po całym ciele. Po pewnym czasie mężczyzna wyrywa się prześladowcom i siada przy barze. Minutę później do sali wchodzą jego prześladowcy. Przez kilka minut okładają go pięściami po głowie. Ochroniarz przelatuje przez bar.

Jednemu z napastników podczas kopania ochroniarza spada but. Zakłada go i kontynuuje kopanie ofiary. W twarz dostaje też barmanka, która staje w obronie bitego. Ochroniarz ucieka z klubu. Mężczyźni, którzy go pobili, spokojnie siadają przy stoliku i zamawiają drinki. Tyle film.

Co ciekawe, nikt nie wezwał policji. Sam pobity do tej pory nie zgłosił się na komisariat. Pracownicy baru mówią wprost: - Po co mieliśmy wzywać policję, skoro funkcjonariusze byli na miejscu? Wszyscy wiedzą, że dorabiają sobie po godzinach w ochronie i w razie awantury chronią kolegów. Ludzie się boją cokolwiek powiedzieć.

Udało nam się ustalić, kim są napastnicy katujący ochroniarza. Jeden z nich to Radosław S. z Pabianic, powiązany z półświatkiem były zapaśnik, karany za udział w grupie przestępczej i wymuszanie haraczy. Drugi to F., z rodziny posiadającej firmę ochroniarską (pod swoją opieką ma m.in. dyskotekę Viva Life).

Według naszych informatorów F. ma doskonałe układy z policyjnymi antyterrorystami, którzy dorabiają sobie, ochraniając dyskotekę Viva Life.

"Katował nie pierwszy raz", "Gazeta" z 23 stycznia 2006

Okazuje się, że bracia Sławomir i Tomasz F. mają na swoim koncie pobicie trzech ochroniarzy w jednej z pabianickich dyskotek Halloween, gdzie przed kilku laty próbowali przejąć ochronę. Gdy negocjacje nie powiodły się, w maju 2003 roku wraz z kolegami ciężko pobili trzech jej pracowników. Właściciel zrezygnował z prowadzenia interesu. Dyskotekę przy ul. Zamkowej przejął po nim Radosław S.

Gazeta.pl Łódź poleca: Pijani autostopowicze napadli na ... radiowóz