Behrendt: MZK zniechęca do siebie internautów

Miejski Zakład Komunikacji zapewnia, że zawsze liczy się z opiniami i sugestiami swoich pasażerów. Robi jednak wszystko, by tych sugestii i opinii dostawać jak najmniej

Torunianie korzystający z usług miejskiego przewoźnika nie mają łatwego życia. Na łamach "Gazety" wielokrotnie pisaliśmy o przepełnionych i spóźniających się pojazdach, kierowcach zamykających drzwi przed nosem, przedłużających się remontach torowisk i złej organizacji komunikacji zastępczej. A o standardach elegancji kontrolerów biletów to można by thriller napisać.

Ale w starciu z miejskim przewoźnikiem pasażerowie nie są bezbronni. Do jego szefostwa mogą skierować list z prośbą o wyjaśnienie przyczyn błędów, niedociągnięć, nieprawidłowości. Nie muszą nawet wydawać pieniędzy na znaczek, bo MZK uruchomiło specjalny adres e-mail, pod który można wysyłać skargi i wnioski. I właśnie z tej formy kontaktu chciał skorzystać jeden z naszych czytelników.

Miał pecha. Miejski przewoźnika na swojej stronie internetowej zapomniał zaktualizować rozkłady jazdy niektórych autobusów. Czytelnik poszedł na przystanek i czekał na wóz, który wypadł z planu. Niedoszły pasażer postanowił poinformować MZK, że nie zmienił internetowego rozkładu jazdy. Od razu po powrocie do domu włączył komputer, szybko ułożył treść pisma i wysłał e-mailem. Dostał odpowiedź: "Jeśli w podaniu nie wskazano adresu wnoszącego i nie ma możliwości ustalenia tego adresu na podstawie posiadanych danych, podanie pozostawia się bez rozpoznania" i długi łańcuszek przepisów, które uprawniają przewoźnika do takiego zakończenia sprawy.

O obowiązku podpisania skargi imieniem i nazwiskiem oraz podania adresu zamieszkania na swoich stronach internetowych zakład komunikacji nie wspomina. Zamiast stworzyć łatwy i czytelny formularz i zaznaczyć w nim, że pola z danymi osobowymi trzeba obowiązkowo wypełnić, zachęca do przysyłania maili, na które nie musi odpowiadać. Nie przyjmuje do wiadomości, że internauci nie mają w zwyczaju podpisywania listów adresem zamieszkania. Niewielu też zapisuje wysyłane maile, by po odpowiedzi z MZK wpisać brakujące dane i wysłać je ponownie. Większość pasażerów po prostu machnie ręką i da sobie spokój z niepokojeniem szefostwa miejskiego przewoźnika. I oto chodzi. Skarga była nieważna, więc problemu nie ma.

Zacząłem się zastanawiać, dlaczego dla zakładu komunikacji tak ważny jest adres zamieszkania osoby skarżącej. Może w ramach przeprosin chce mu wysłać kwiaty i jakiś słodki upominek? Próbowałem to ustalić. Od sekretarki Marii Zawal, szefowej MZK, usłyszałem, że jak pasażerowi nie podobają się wymagania dotyczące e-maili, to niech przyjdzie ze skargą osobiście. Dyrektor przyjmuje interesantów we wtorki w godz. 10-16. W tym czasie większość torunian pracuje. Aby prosić szefostwo MZK, by uaktualniło na swoich stronach internetowych rozkład jazdy, trzeba wziąć więc urlop, bo pani dyrektor na swoich klientów nie zwykła czekać.