Wybierasz się do Niemiec? Samochodem do miasta nie wjedziesz

Od 1 stycznia tego roku w większości niemieckich miast obowiązują tzw. "strefy ekologiczne", czyli obszary w centrum podlegające szczególnej ochronie. Żeby się do nich dostać trzeba posiadać specjalną plakietkę, świadczącą o niskiej emisji spalin. To nie wszystko - samochody ciężarowe w dużym stopniu zanieczyszczające środowisko, będą musiały płacić dwa razy więcej za korzystanie z niemieckich autostrad. Czy doprowadzi to do ruiny polskie firmy transportowe i skomplikuje życie polskim kierowcom?

Jeszcze rok temu "strefy ekologiczne" istniały tylko w Berlinie, Kolonii i Hanowerze. Dziś obowiązują już w 31 niemieckich miastach, takich jak Frankfurt, Stuttgart, Monachium, Dortmund, Brema czy Ulm, a planuje się stworzenie 16 kolejnych.

Jednocześnie, system plakietek w niektórych "strefach ekologicznych" stał się bardziej restrykcyjny. Do Hanoweru, do którego do tej pory mogły wjechać samochody z plakietką w każdym kolorze (zielony, żółty, czerwony), a zatrzymywano jedynie te bez plakietek, dziś wpuszcza się tylko pojazdy oznakowane zieloną i żółtą naklejką, a za rok pozwolenie na wjazd będą miały jedynie auta z kolorem zielonym. Pozostałe zostaną całkowicie wyłączone z ruchu miejskiego.

Niemieckie przepisy zmieniają się bardzo szybko i różnią w zależności od miasta i landu. Stąd wielu polskich kierowców o nich nie wie. Może się więc okazać, że chcąc odwiedzić rodzinę w Berlinie, lub jadąc na targi do Hannoveru, będą musieli zostawić samochód na obrzeżach miasta, a do centrum, gdzie można wyrobić plakietkę, dojechać autobusem.

Plakietki wydawane są w urzędach dzielnicowych i berlińskich wydziałach komunikacji na podstawie dowodu rejestracyjnego. Kosztują 5,5 euro (ok. 26 zł) i są ważne bezterminowo na terenie całych Niemiec. Można je kupić także na stacjach diagnostycznych, ale wówczas ich cena może być wyższa. Na nowych przepisach korzystają też polskie firmy, oferując wyrobienie plakietki za 50-150 zł.

Nie każdy jednak otrzyma wymarzoną plakietkę koloru zielonego. W przypadku pojazdów z silnikiem diesla dostaną ją tylko te, spełniające normę EURO 4 (lub EURO 3 wyposażone w filtr cząstek stałych), a w przypadku pojazdów z silnikiem benzynowym - samochody o normie od EURO 1 wzwyż. W praktyce oznacza to, że wkrótce na wjazd do centrum nie będą mogły liczyć samochody z silnikiem diesla, chyba że mają mniej niż 3 lata i zamontowany filtr cząstek stałych, oraz samochody benzynowe, które mają ponad 16 lat i nie posiadają katalizatora.

Jeśli kierowcy, mimo zakazu, wjadą do "strefy ekologicznej" bez plakietki, grozi im kara w wysokości 40 euro (ok. 187 zł) i jeden punkt karny.

Myto wykończy polskich przewoźników?

Od 1 stycznia 2009 roku wzrosła też opłata za korzystanie z niemieckich autostrad, czyli tzw. myto. Dotyczy ona jedynie samochodów ciężarowych (od 12,5 t wzwyż). W zależności od klasy EURO, jaką posiada samochód, opłata ta wzrasta od 40 do nawet 89 proc. Im niższa klasa EURO, tym więcej trzeba będzie zapłacić.

- Nowe przepisy uderzą w polskie firmy transportowe, które w większości dysponują samochodami o normie EURO 2 i EURO 3 - tłumaczy Maciej Jerzak, prezes polskiej firmy transportowej. - Jeśli samochód posiada normę EURO 2, przewoźnik będzie musiał zapłacić za korzystanie z niemieckich autostrad 86 proc. więcej, czyli zamiast 15,5 eurocenta (72 gr) za kilometr, jak było do tej pory, aż 28,8 eurocenta (1,34 zł) za kilometr.

W takiej sytuacji właściciele firm transportowych mają trzy wyjścia. Po pierwsze mogą wymienić część swojego taboru, tak aby nowe samochody spełniały wymogi klasy EURO 4 lub 5. To jednak kosztowna inwestycja. Kupno nowego samochodu ciężarowego to przedsięwzięcie rzędu 400 000 zł. Jeśli więc większość samochodów, jakimi dysponuje firma wymagałaby wymiany, koszty takiej operacji mogłyby okazać się zbyt wysokie, a przez to cała operacja nieopłacalna.

Drugim wyjściem jest założenie w samochodach o normie EURO 3 lub 2 filtra cząstek stałych. Nie jest to również tanie rozwiązanie. Filtr do ciężarówki kosztuje średnio 7 500 euro (ok. 35 000 zł). Trudno więc oczekiwać, że firmy zaczną masowo instalować je w swoich samochodach. Sebastian Borges z firmy produkującej filtry zapewnia jednak, że taki wydatek się opłaca. - Założenie filtra pozwala zaoszczędzić 8,4 eurocenta na kilometrze autostrady. Przy założeniu, że samochód pokonuje rocznie 150 000 km i posiada normę EURO 2, to zakładając filtr można rocznie zaoszczędzić 12 600 euro (ok. 59 000 zł).

Ostatnie wyjście to zignorowanie wymogów emisji spalin i płacenie wyższego myta. Zakładając, jak wyżej, że samochód pokonuje rocznie 150 000 km i posiada normę EURO 2, (w przypadku której opłata za korzystanie z autostrady wynosi 28,8 eurocenta), to koszt rocznych przejazdów niemieckimi autostradami jednego samochodu będzie wynosił aż 43 200 euro (ok. 200 000 zł), czyli połowę ceny nowego samochodu. Poza tym samochody ciężarowe o normie EURO 2 (czyli posiadające czerwoną plakietkę) nie wjadą do większości niemieckich miast, co stwarza dodatkowe problemy przy załadunku lub rozładunku towaru.

Niezależnie od tego, jakie rozwiązanie wybierze firma przewozowa, musi liczyć się z zwiększeniem kosztów, którymi obciąży kontrahentów. A to oznacza, że możemy spodziewać się wzrostu cen towarów sprowadzanych z Niemiec lub innych krajów Europy Zachodniej.