Ministerstwo idzie na wojnę z handlem w internecie

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zbada, czy proponowane przez Ministerstwo Finansów zmiany są zgodne z ustawą. Urzędnicy chcą bowiem dostępu do personaliów użytkowników, by skutecznie walczyć z nielegalnym handlem w internecie.

"Ministerstwo Finansów chce skończyć z szarą strefą w handlu internetowym" - pisze dzisiejszy "Puls Biznesu". Resort finansów chce otrzymać uprawnienia, które pozwolą mu na nieskrępowaną kontrolę handlu internetowego.

Batem na firmy ukryte pod nickiem i numerem konta, ma być swobodny dostęp do ich prawdziwych danych. Portal aukcyjny, np. Allegro.pl, które jest liderem e-handlu, czy banki będą zmuszone do ujawnienia personaliów klientów: ich imion, nazwisk, adresów i kont bankowych, a także informacji o transakcji. - Inaczej zapłacą 5 tys. zł grzywny. Postanowiliśmy sprawdzić, czy dostęp do danych to nie zbyt daleko idące kompetencje urzędników?

Znaleźć Misiaczka21

Ministerstwo Finanów chce zlikwidować szarą strefę w internecie

- Często jest tak, że osoby sprzedające w internecie podają tylko swój nick i numer konta. Chodzi o to, by kontrola skarbowa mogła zapytać zarówno instytucje finansowe jak i portale aukcyjne, kto kryje się pod nickiem Misiaczek21 i kto posługuje się danym rachunkiem bankowym - mówi Magda Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów. Pytania mogą być skierowane także do mediów, w których reklamują się takie podmioty.

- Jeśli poproszone o udzielenie informacji podmioty odmówią współpracy może zostać nałożona na nie kara finansowa w wysokości 5 tys. zł. - mówi Kobos.

Allegro już współpracuje

- Już teraz udostępniamy informacje dotyczące naszych użytkowników, jeżeli zgłaszają się do nas urzędy skarbowe lub izby skarbowe, pod warunkiem, że zapytanie jakie jest zadane przez te organy jest zgodne z przepisami, z polskim prawem - mówi Patryk Tryzubiak, rzecznik Allegro. - Są to informacje dotyczą transakcji dokonywanych przez użytkowników ale kierujemy się ustawą o ochronie danych osobowych - dodaje.

- Sugerowanie przez urzędników, że będą karać za nie udzielenie informacji dziwi nas o tyle, że my już udzielamy takich informacji, więc nie wiem za co chce się nas karać - komentuje Tryzubiak, który przy okazji zauważa, że informacje o nasileniu się kontroli handlujących w internecie pojawia się regularnie na początku każdego roku.

O ile Allegro już współpracuje z fiskusem, to uzyskanie danych z banków może być już trudniejsze. - Tajemnica bankowa jest jednym z bardziej strzeżonych przepisów - mówi Izabela Świderek-Kowalczyk rzecznik prasowy PKO Bank Polski. - Krąg osób z dostępem do tej tajemnicy jest bardzo wąski. Nawet policja musi mieć nakaz prokuratorski. Jednak jeżeli będą odpowiednie przepisy, to będziemy je realizować, choć poważną barierą jest tu prawo bankowe.

GIODO się przyjrzy

Pytanie, czy nowa regulacja resortu finansów nie będzie w sprzeczności z ustawą o ochronie danych osobowych na razie pozostaje bez odpowiedzi. - Dziś do biura GIODO wpłynęła autopoprawka do projektu ustawy o zmianie ustawy o kontroli skarbowej dotycząca udostępniania urzędom skarbowym danych osobowych osób podejrzanych o prowadzenie w sieci niezarejestrowanej działalności gospodarczej i unikających w związku z tym płacenia podatków - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak,

Rzecznik Prasowy GIODO

- Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych będzie analizował zgłoszone propozycje w trybie pilnym, biorąc pod uwagę niezbędność pozyskiwania danych na potrzeby prowadzonych postępowań podatkowych. Przedmiotem oceny będzie też zgodność proponowanych rozwiązań z przepisami ustawy o ochronie danych osobowych, w tym m.in. zakres pozyskiwanych danych - dodaje.

Nie będą ścigać starych kaloszy

Krucjata Ministerstwa Finansów ma być skierowana przeciwko tym firmom, co do których jest dużo wątpliwości czy przypadkiem nie prowadzą działalności gospodarczej nielegalnie.

Według Kobos osoby uczciwe nie mają się czego obawiać, bo "lupa kontroli skarbowej jest skierowana na tych, którzy stosują nieuczciwą konkurencję".

Jak zatem sprawdzić, czy sprzedając kilka sztuk używanej odzieży, czy książek, popełniamy przestępstwo? Zdaniem rzecznik MF jeśli ktoś prowadzi w sposób zorganizowany, ciągły, na własny rachunek, z chęcią osiągnięcia zysku sprzedaż, to jest to już działalność gospodarcza. - Nie będziemy ścigać kogoś, kto prowadzi pojedyncze transakcje i sprzedaje stare kalosze z szafy - dodaje. - Można również zadzwonić na infolinię podatkową - tel. 0801055055 - tam eksperci czekają na takie pytania. Można też w znaleźć odpowiedź w obowiązujących przepisach prawa - mówi rzecznik MF.

Miliardy wyciekają

- Szara strefa ma to do siebie, że trudno ją oszacować - mówi rzecznik Ministerstwa Finansów. - O tym, że jest coraz więcej prowadzonej za pośrednictwem internetu świadczą wyniki kontroli. Od 2006 r., od kiedy zostały zintensyfikowane działania w tym zakresie, średnie wykryte uszczuplenie wynosiło 32 tys. zł. To znaczy, że tyle pieniędzy średnio w przypadku jednej kontroli nie trafiło do budżetu państwa. W pierwszym półroczu ubiegłego roku było to już 60 tys. zł.

Według Ministerstwa Finansów wartość polskiego rynku e-commerce w 2007 r. 8,1 mld zł, a w rok później sięgnęła nawet 10,5 mld zł. Urzędnicy w 2007 r. skontrolowali jedynie 145 podmiotów handlujących w internecie. Kontrole wykazały 4,1 mln zł "lewych" pieniędzy.

"Rolą Ministerstwa Finansów jest dbanie o wpływy budżetowe"

Wątpliwości co do zamierzeń ministerstwa nie ma doradca podatkowy. - Rolą Ministerstwa Finansów jest dbanie o wpływy budżetowe, tym bardziej w sytuacji, kiedy te wpływy z tytułu podatków zmniejszyły się w porównaniu do 2008 r. - komentuje Roman Namysłowski z Ernst&Young. - Być może internet jako sposób prowadzenia działalności, czy handlu był do tej pory zaniedbany przez ministerstwo, stąd taka akcja i jej nagłośnienie powoduje nerwowe reakcje. Ale ministerstwo ma do tego prawo - dodaje. Zdaniem Namysłowskiego decyzja ministerstwa nie uderzy w zwykłych obywateli.

To błędne prawo spycha handlarzy do szarej strefy

Nie wszystkim plany ministerstwa się podobają, choć opinie internautów są podzielone. "Wielcy inwestorzy są zwalniani z podatków, a drobni handlarze internetowi, którzy nie użytkują miejskiej infrastruktury dla prowadzenia działalności, no i dają zarobić niedochodowej poczcie polskiej, muszą pokrywać dziury w budżecie. Sorry, ale handel internetowy powinien pozostać wolny" - pisze internauta o pseudonimie Garnek_z_neolitu.

"Nie powinien. Bo jest nierówna konkurencja z normalnie funkcjonującymi sklepami internetowymi" - odpowiada mu Moherowiec.

Biznesmeni prowadzący legalne sklepy internetowe widzą problem w szerszym świetle i, o dziwo, nie krytykują "nielegalnych". A przecież ci drudzy mogliby być dla nich konkurencją.

- Większość ludzi, działa na czarno właśnie przez to, że boi się podjęcia ryzyka związanego z założeniem działalności gospodarczej, która zobowiązuje do płatności wobec państwa właśnie poprzez podatki - mówi Łukasz Czyżewski z internetowego sklepu Ares 24.

Rozwiązanie: ulgi na początek

- Osoba rozpoczynająca sprzedaż w internecie powinna mieć czas na sprawdzenie, czy jej pomysł będzie rentowny. Dopiero wtedy zakładać działalność gospodarczą - dodaje.

Prawdziwym ryzykiem jest według Czyżewskiego otwarcie obecnie firmy, bo po dwóch miesiącach najczęściej okazuje się, że pomysł jest nierentowny. Właśnie z powodu dużego obciążenia podatkowego. To odstrasza i pcha początkujących biznesmenów do szarej strefy. - To, co się dzieje teraz jest wynikiem źle skonstruowanego prawo.

- Z tego, co się orientuję w Wielkiej Brytanii prawo zezwala na okres testowy przy zakładaniu firmy. Dopiero jeśli okaże się ona rentowna trzeba się zarejstrować - tłumaczy Czyżewski.

Dla firmy Czyżewskiego działającej w szarej strefie nie są konkurencją, bo działa w sektorze komputerowym, gdzie nie ma szans na kupowanie towaru nie posiadając działalności gospodarczej.

Dla Daniela Zaremby, legalnego sprzedawcy sprzętu komputerowego z firmy PrimaKomp, działający w szarej strefie również nie stanowią konkurencji. - Więcej jest klientów, którzy wolą kupić coś w sprawdzonym sklepie, z fakturą, gwarancją, nawet jeśli jest trochę drożej - mówi Zaremba.

- Trzeba zdecydowanie rozgraniczyć, czy ktoś robi to na dużą skalę, czy jest to matka, która sprzedaje ciuszki po dziecku - dodaje.