"Sędzia na mnie nakrzyczał"

Do sądu w Lublinie napływają skargi na zachowanie sędziów na sali rozpraw. Niestety są tajne, ale niektóre z nich można umieścić pod wspólnym hasłem "sędzia na mnie nakrzyczał". - Dotyczyły niewłaściwego odnoszenia się przez sąd do stron postępowania albo do świadków, w tym podnoszenia głosu - mówi sędzia Artur Ozimek, rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Sądzie Okręgowym w Lublinie.

Jak to jest z podnoszeniem głosu przez sędziów? Nie ma na to żadnych uregulowań prawnych. W przepisach jest mowa tylko o godnym sprawowaniu urzędu. Sędziowie twierdzą, że są takie procesy, na których trzeba zareagować, np. wtedy, gdy na sali rozpraw dochodzi do kłótni czy wręcz pyskówki.

- Sędzia czasami musi podnieść głos, by zapanować nad sytuacją jaka jest na sali rozpraw - dodaje sędzia Ozimek. Sam miał podobną sytuację, gdy strony zaczęły się kłócić i nie można było ich przywołać do porządku. Nie podnosił jednak głosu, ale zarządził przerwę, by w jej trakcie opadły emocje.

Portal Gazeta.pl zapytał warszawskich dziennikarzy sądowych o podobne sytuacje. - Głos często podnosi sędzia Barbara Piwnik - usłyszeliśmy. Dziennikarze podkreślają, że ma ona bardzo nieprzyjemny sposób mówienia i zdarza jej się nakrzyczeć na oskarżonych, adwokatów i świadków. Nie przypominają sobie jednak, żeby ktoś poczuł się tym szczególnie urażony.

Zanim skarga na sędziego trafi do rzecznika odpowiedzialności zawodowej, najpierw wpływa na biurko prezesa sądu. Wiceprezes Sądu Rejonowego w Lublinie miał takie przypadki. Przeprowadzał postępowanie, rozmawiał ze stronami i z sędzią i ostatecznie żaden z zarzutów, jak dotąd, się nie potwierdził.

Z jakim natężeniem głosu mówić, by nikt nie poczuł się urażony? Kilka lat temu sędziowie w Lublinie byli nawet na szkoleniu w tym zakresie. Usłyszeli, że natężenie głosu w trakcie procesu musi się zmieniać. - Ale sędzia jest zobowiązany do niepodnoszenia głosu ponad to natężenie, które jest wymagane, by zapewnić sprawne kierownictwo i przebieg czynności sądowych - mówi prezes Wojciech Wolski.

Nie było przypadków, aby przemawiając do stron postępowania sędzia "walnął pięścią w stół". Nie ma takiej potrzeby, bo, jak mówi sędzia Artur Ozimek, zgodnie z nowym regulaminem, sędziowie mogą używać specjalnych młotków sędziowskich. - Regulamin urzędowania sądów powszechnych przewiduje młotek, który służy m.in. do dyscyplinowania uczestników postępowania - dodaje sędzia Artur Ozimek. Takie młotki znaliśmy do tej pory głównie z amerykańskich filmów.