Jedzenie za podpisy na lidera KPN-u

Ośmiu członków Ruchu Obrony Bezrobotnych zostało skazanych za fałszowanie list z poparciem dla kandydującego na prezydenta Adama S., lidera KPN-u. - Jeden z nich przyznał, że robił to na osobiste polecenie szefa - twierdzi prokuratura.

Wszyscy skazani przyznali się do winy i złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Sąd w Wodzisławiu Śląskim wymierzy im kary od pięciu miesięcy do roku i czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. To pierwszy wyrok w największym w historii śląskich organów ścigania śledztwie w sprawie oszustw wyborczych.

Prowadzone przez prokuratorów z Gliwic i oficerów z wydziału do walki z korupcją postępowanie dotyczy fałszowania podpisów pod listami poparcia dla Polskiej Konfederacji Godność i Praca oraz Adama S., lidera KPN-u, który był kandydatem tego ugrupowania w wyborach prezydenckich w 2005 r. Śledczy ustalili, że co najmniej kilka tysięcy ze 100 tysięcy podpisów złożonych przez PKGiP w Państwowej Komisji Wyborczej zostało sfałszowanych. W proceder zaangażowani byli członkowie Ruchu Obrony Bezrobotnych z miast Śląska i Zagłębia. Zdaniem prokuratorów wydawali oni bezdomnym i bezrobotnym jedzenie za pokwitowaniem. Nie mówili jednak, że składane przez nich podpisy zostaną potem wykorzystane do rejestracji komitetu PKGiP oraz kandydatury Adama S.

- Jeden ze skazanych przyznał, że fałszował listy na polecenie szefa KPN-u - mówi prokurator Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

W śledztwie przesłuchano ponad 40 tysięcy świadków. Zarzuty fałszerstw wyborczych przedstawiono 48 członkom ROB-u (ośmiu z nich dobrowolnie poddało się karze i to ich wątek skierowano do sądu). Nieoficjalnie wiadomo, że także część podejrzanych potwierdziła, iż prawo łamali z inspiracji Adama S. Zdaniem śledczych to właśnie lider KPN-u był mózgiem całego procederu . Teraz jest podejrzany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Za jednym z jego najbliższych współpracowników wysłano list gończy, bo od paru miesięcy ukrywa się przed policją.

- Jeżeli ktoś złamał prawo, to musi ponieść tego konsekwencje. Mogę jednak zapewnić, że nigdy nie musieliśmy się posuwać do fałszowania podpisów z poparciem. Nie było takiej potrzeby, bo zawsze mieliśmy ich w nadmiarze - powiedział nam wczoraj Adam S. Dodał, że nie wie, dlaczego członkowie ROB-u składają obciążające go zeznania. - Być może wymusiła je policja? Świadkowie ostrzegają mnie, że wątkiem przewodnim wszystkich przesłuchań jest moja osoba - podkreślał lider KPN-u.

Serwis kronika kryminalna poleca: Sprzęt policji w lombardzie. Kto go zastawił?