Lekarze przed sądem: doktor G. nas nękał

W warszawskim sądzie zeznawali lekarze, którzy oskarżyli doktora G. o mobbing. Świadkowie mówili: obcinał premie, nie pozwalał wpisywać nadgodzin, poszturchiwał nas.

- Pracowałem w atmosferze strachu i terroru - opowiadał pierwszy świadek na sali sądowej, lekarz, który pracował w szpitalu MSWiA i był młodszym asystentem u G. w latach 2001-2004.

Oddział bezprawia?

Świadek, który nie zgodził się na ujawnienie danych, nakreślił czarną wizję oddziału kardiochirurgii za panowania doktora G. Jego zdaniem było to miejsce, w którym niepodzielnie rządził despota ustalający zasady nagród i kar. Lekarz skarżył się, że G. bezzasadnie pozbawiał go premii, wzywał do pracy w czasie zaplanowanych dni wolnych, nie pozwalał zgłaszać nadgodzin, poszturchiwał i sztorcował na sali operacyjnej.

W czasie przesłuchania doktor G. mógł zadawać pytania świadkom. Poprosił, żeby ten sam lekarz opowiedział, kiedy odebrano mu premię. Wyszło na jaw, że stało się to po dyżurze, na którym jeden z pacjentów popełnił samobójstwo.

Lekarz nie powiadomił o tym rodziny zmarłego - następnego dnia żona zmarłego przyszła w odwiedziny, i dopiero wtedy o wszystkim się dowiedziała. Kobietę trzeba było hospitalizować.

Sąd bada, czy był mobbing

Warszawski sąd zaczął przesłuchania świadków w sprawie drugiego wątku w procesie doktora G. To zarzut mobbingowania personelu kliniki, którą dr G. kierował w szpitalu MSWiA. Prawdopodobnie właśnie od donosów niezadowolonych lekarzy zaczęła się cała sprawa, którą CBA traktowało jako priorytetową.

Lekarze skarżyli się na to, że G. nie potrafił pracować w zespole, upokarzał ludzi, a na oddziale panował bałagan. Ale w aktach śledztwa są też co najmniej cztery tomy zeznań pacjentów szczęśliwych, że trafili na jego oddział, gdzie było czysto, panował porządek, a powikłania po operacjach niemal się nie zdarzały.

Proces doktora G. to jedna z najgłośniejszych spraw ostatnich lat i sztandarowe dokonanie Centralnego Biura Antykorupcyjnego, powołanego decyzja rządu PiS. Po śledztwie Biura były ordynator kardiochirurgii ze Szpitala MSWiA w Warszawie stanął przed sądem oskarżony o korupcję i mobbing wobec podwładnych. Zdaniem prokuratury, miał brać łapówki po zabiegach i za przyjęcie do szpitala.

Była korupcja?

Dotychczas sąd badał, czy doktor G. brał koperty z pieniędzmi za zabiegi, czy przyjmował prezenty w zamian za przysługi. Ma o to 41 korupcyjnych zarzutów.

W tym miesiącu warszawski sąd, przed którym toczy się sprawa, przeglądał filmy CBA z gabinetu lekarza. Na kilkunastu nagraniach dr G przyjmuje niektóre koperty, odkłada je na półkę, do szuflad biurka. Innych "ofiarodawców" wypycha za drzwi. Prokuratura twierdzi, że w kopertach, które wziął G. były pieniądze.

Ale prawnik doktora G., mecenas Magdalena Bentkowska twierdzi, że nie ma żadnych dowodów na to, że w kopertach były łapówki. - CBA nie zabezpieczyło tej koperty i nie zidentyfikowało jej zawartości - mówiła pani mecenas po każdym pokazywanym sądowi filmie. Sam lekarz podkreśla, że nigdy nie uzależniał przyjęcia do szpitala czy wykonania zabiegu od tego, czy dostał pieniądze.