Po co dyrektorowi pogotowia taka honda?

Czy pogotowie ratunkowe stać na terenową hondę? Dyrektor twierdzi, że jest potrzebna np. zespołom transplantologów. Ale transplantolodzy hondy na oczy nie widzieli

Honda crv (srebrny SUV) kosztowała 100 tys. zł. Ma rok i 20 tys. km przebiegu. - Samochód jest oznakowany, uprzywilejowany i jako zapasowy służy do przewozu zespołów transplantacyjnych oraz dojazdu do miejsc wypadku masowego w celu kierowania akcją ratunkową - wyjaśnia rzeczniczka Monika Bąk. Ale kto i do jakich akcji docierał szybko terenówką, nie potrafi podać.

Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Roman Pałka najpierw nie chce rozmawiać. Zgadza się odpowiedzieć przez rzecznika na zadane wcześniej pytania. Udaje się nam jednak skontaktować telefonicznie. Dyrektor powtarza, że honda ma na siebie zarabiać jako samochód dla transplantologów: - Jest oznakowana i nie da rady nią pojechać na wycieczkę - mówi. - To nie jest auto na urlopy czy wyjazdy. Ja jeżdżę nią zawodowo, np. jak muszę jechać do Koszalina czy gdzie indziej w teren.

W Szczecinie są dwa zespoły transplantacyjne. Zapytaliśmy więc o hondę ich szefów - koordynatorów regionalnych Poltransplantu. Dr Krzysztof Pabisiak z kliniki na Pomorzanach o hondzie nie słyszał: - Jeśli już jeździliśmy czymś z pogotowia, to fordem - twierdzi.

Także Jerzy Myśliwiec ze szpitala przy Arkońskiej hondy nie kojarzy: - A my jeździmy po całej Polsce po wątroby, nerki, rogówki. Pogotowie pomaga nam i udostępnia opla zafirę lub forda - mówi.

Zdaniem Dariusza Mądraszewskiego, szefa zakładowej Solidarności, tak drogie auto w czasie, gdy trzeba walczyć o nowe karetki, to przesada. - Był spór między związkiem a dyrektorem, bo to nie była naszym zdaniem najpilniejsza potrzeba - mówi Mądraszewski (sam korzysta z opla astry pogotowia albo związkowej toyoty avensis, rocznik 2008). - Poprosiliśmy o wyjaśnienia. Usłyszeliśmy, że to samochód dowodzenia systemu na wypadek masowych zdarzeń.

Dariusz Mądraszewski tłumaczy, że związkowcy nie mogli zareagować, bo dowiedzieli się za późno i była już "musztarda po obiedzie": - Ale pogotowie ma nad sobą marszałka i radę społeczną, więc chyba ktoś zgodził się na taki zakup - myśli.

Wicemarszałek ds. zdrowia Marek Hok o hondzie nic nie wie. Dyrektor marszałkowskiego wydziału zdrowia Marek Sell odsyła do biura prasowego. A biuro odpowiada, że samochód przewidziany był do świadczenia usług transplantologom. To dyrektor ponosi odpowiedzialność za gospodarkę finansową, a obecnie sytuacja finansowa WSPR "jest stabilna".

"Zgodnie z obowiązującymi zasadami dyrektorzy podległych zakładów opieki zdrowotnej nie muszą uzyskiwać zgody organu założycielskiego na zakup środków trwałych niebędących aparaturą i sprzętem medycznym" - informuje biuro.

Przewodniczący rady społecznej WSPR Jacek Ciubak dopiero w piątek będzie mógł się wypowiedzieć: - Muszę przejrzeć protokoły i sprawdzić, czy wiedzieliśmy o tym zakupie i jak go przyjęliśmy - mówi.

Honda crv (źródło: "Wysokie Obroty")

Pod maską do wyboru dwa sprawdzone motory japońskiego producenta. Pierwszy to silnik benzynowy o pojemności 2 litrów i mocy 150 koni mechanicznych. Z tym motorem auto rozpędza się do 100 km na godz. w 10,2 s. Jeśli wolimy "ropniaki", to z pewnością spodoba się nam diesel o pojemności 2,2 litra. Silnik ma 140 KM, a "kręci" się jak rasowy motor benzynowy hondy, przy spalaniu typowym dla nowoczesnych diesli (średnio 6,5 litra na 100 km).

Dostępne wyposażenie to m.in. światła kierunkowe, kamera do parkowania z tyłu, dach panoramiczny i nawigacja satelitarna. Aby zwiększyć nasze bezpieczeństwo, możemy wyposażyć auto także w aktywne zagłówki, kontrole trakcji, tempomat z radarem utrzymujący stały odstęp od auta poprzedzającego i system ograniczający skutki kolizji, znany (pod inną nazwą) m.in. z nowego lexusa LS460. Analizuje on za pomocą radarów sytuację na drodze i podejmuje odpowiednie działania, np. napina pasy jeszcze przed uderzeniem.

Wersja wyposażona w silnik benzynowy kosztuje minimum 106,4 tys. zł. Silnik Diesla to wydatek 120,9 tys. zł.