Sanepid zamknął dopalacze

Sposób na zamknięcie lubelskiego sklepu sprzedającego środki mające według specjalistów działanie podobne do narkotyków, znalazł sanepid. Inspektorzy potraktowali punkt jak zwykły sklep spożywczy.

Koniec dopalaczy? - Galeria

Inspektorzy sanepidu wkroczyli do sklepu we wtorek po godzinie 16. Uznali, że w tym miejscu sprzedawane są artykuły spożywcze bez wymaganego zezwolenia. Sanepid starannie przygotował się do kontroli, wynajął nawet tłumacza przysięgłego, który przełożył z angielskiego na polski napisy na opakowaniach środków sprzedawanych w sklepie. - Nie zamykałem żadnych dopalaczy, tylko sklep spożywczy - kwituje dr Paweł Policzkiewicz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. I tłumaczy: - To artykuły spożywcze, suplementy diety, środki witaminowo-mineralne. Policzkiewicz wyjaśnia, że dopalacze mogłyby je sprzedawać jako środki nie spożywcze, ale tylko za specjalnym zatwierdzeniem Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego. - Jeśli o takie zatwierdzenie się zwrócą, to mam 30 dni na odpowiedź. W specjalnych przypadkach mogę udzielić odpowiedzi w ciągu dwóch miesięcy - mówi Paweł Policzkiewicz. Podkreśla, że dopóki sklep nie zwróci się do inspektora o ten dokument Dopalacze.com przy Krakowskim Przedmieściu będą zamknięte.

70 procent dopalaczy ma w swoim składzie benzylopiperazynę (BZP), którą Rada Unii Europejskiej wpisała na listę substancji psychotropowych, bo ma działanie podobne do amfetaminy, ale słabsze. Sejmowa komisja zdrowia zajmuje się obecnie rządowym projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który zakłada objęcie benzylopiperazyny kontrolą. Jest po pierwszym czytaniu w sejmie, poparły ją wszystkie partie.

Na opakowaniach tabletek, kapsułek i ziół sprzedawanych w sieci Dopalacze.com, jest napisane, że są one przeznaczone do celów kolekcjonerskich.

Przeciwko sklepom sprzedającym dopalacze protestowały różne środowiska w całym kraju - lekarze i specjaliści zajmujący się uzależnieniami, samorządowcy i politycy.

W ubiegłym tygodniu we wszystkich z 40 sklepów sieci Dopalacze.com odbyły się kontrole urzędów skarbowych. Jednak wówczas zostały zamknięte tylko na czas kontroli. Chodziło o utrudnienie im pracy do momentu wejścia w życie nowelizacji ustawy delegalizującej benzylopiperazynę. 8 stycznia policja przeprowadziła kontrolę w poznańskim magazynie spółki. Właściciel sieci Dopalacze.com uważa, że kontrola policji była "całkowicie niezasadna" i zamierza ją zaskarżyć. Firma do końca kwartału planuje powiększyć swoją sieć do 100 punktów sprzedających dopalacze.