Polański będzie mógł wrócić do USA?

Samantha Geimer, z którą Roman Polański utrzymywał kontakty seksualne gdy miała 13 lat, zaapelowała do prokuratury o oficjalne zamknięcie sprawy oskarżenia. 45-letnia dziś kobieta jest dziś żoną i matką trójki dzieci i chce, jak mówi, dla własnego spokoju zapomnieć o sprawie sprzed 30 lat. To oznacza, że być może już niedługo Polański będzie mógł wrócić do USA, w których mieszkał przez 10 lat.

- Poleciłam prokuratorze okręgowej i sądowi, żeby wycofali zarzuty wobec Romana Polańskiego i doprowadzili sprawę do końca. Nieustanne publikacje na ten temat krzywdzą mnie, mojego ukochanego męża, moje troje dzieci i moją matkę. Stałam się ofiarą działań prokuratora okręgowego - napisała w upublicznionym liście do wymiaru sprawiedliwości.

- To, czego chcę jest jasne. Zmierzmy się z szkodą wyrządzoną mi i mojej rodzinie i oddalmy sprawę tak, by nigdy nie powróciła - napisała dalej.

Prawnicy Polańskiego, który uciekł z Stanów Zjednoczonych przed 30 laty, żeby uniknąć procesu, przegrali w zeszłym tygodniu proces przed Sądem Najwyższym Kalifornii, do którego wnosili m.in. o zgodę na przesłuchanie samego Polańskiego. Domagali się też usunięcia niektórych sędziów ze składu, ale i ten apel sędzia odrzucił.

Prawnicy słynnego reżysera utrzymują, że 75-letni dziś Polański sam jest ofiarą niedociągnięć w prowadzeniu śledztwa przez prokuraturę i oszustwa, przeprowadzonego przez Samanthę Geimer i jej matkę.

Polański został aresztowany w 1978 po tym, jak rodzice Samanthy złożyli doniesienia na policję. Uciekł do Francji jeszcze przed wyrokiem, jednak oskarżenia nigdy nie wycofano: nigdy też więcej nie był w Stanach Zjednoczonych. Nie mógł nawet udać się na ceremonię rozdania nagród Akademii Filmowej w Los Angeles, gdzie przyznano mu w 2003 roku Oskara za wyreżyserowanie "Pianisty".