Zamiast biskupa - czatroom. Konserwatyści atakują nowy słownik oksfordzki

Część brytyjskich pedagogów i rodziców oraz kościół i konserwatywna prasa prowadzą kampanię przeciwko... nowemu Słownikowi Oxfordzkiemu dla Dzieci. Chodzi o jego nową edycję, zawierającą 10 tysięcy słów, które - zdaniem redakcji - powinny poznać brytyjskie dzieci między 7 a 16 rokiem życia.

Z najnowszej, zeszłorocznej edycji zniknęły takie słowa jak cesarz, koronacja, książę, czy monarcha - odnoszące się wprost do brytyjskiej tradycji. Zubożał asortyment fauny i flory.

Miejsce w słowniku straciły bocian, bóbr i kruk, osioł, pantera i prosię, traszka, wół, żmija i źrebak. Zniknęły bazie, goździki i mlecze, mchy, paprocie, kasztany i żołędzie.

Kościół Anglikański zauważył ze zgrozą brak w słowniku biskupa, chrztu, diabła i grzechu, kaplicy, kazania, klasztoru i kolędy, mnicha, nawy, ołtarza, opactwa, parafii i świętego.

W ich miejsce pojawiły się terminy komputerowe: baza danych, blog, czatroom, internet szerokopasmowy, poczta głosowa, załącznik. A obok nich - demokratyczny, dysleksja, dwujęzyczny, komitet, konflikt, obowiązkowy, obywatelski, tolerancyjny, Unia Europejska i euro.

Redakcja słowników dziecięcych Oxford University Press, wyjaśniła konserwatywnemu dziennikowi "Daily Telegraph", że odzwierciedla to zmiany w stylu życia i świadomości dzieci. Jak podkreśliła, brytyjskie społeczeństwo stało się bardziej wielokulturowe, zurbanizowane i świeckie.