Woody Allen z zespołem zagra w Warszawie

?No to teraz sami możecie ocenić, co jest gorsze, moja gra na klarnecie czy filmy" - powiedział przekornie dwa lata temu Woody Allen po jednym z koncertów. Odpowiedź na to pytanie poznamy w niedzielę w Sali Kongresowej podczas pierwszego w historii koncertu Allena w Polsce.

- Kiedy myślimy o Nowym Jorku i muzyce, to od razu na myśl przychodzi nam jazz lat 30. i 40., swing. I to w znacznej mierze jest zasługą Woody'ego Allena - mówi Paweł Sztompke, dziennikarz i recenzent muzyczny. I dodaje: Muzyka filmowa i to, co Allen gra podczas koncertów, to nie to samo. Ze swoją New Orleans Jazz Band sięga po jazz nowoorleański, po dixieland, i to waśnie taką muzykę usłyszymy w Kongresowej.

Niecały miesiąc temu Woody Allen skończył 73 lata. Tak naprawdę nazywa się Allen Stewart Konigsberg. W filmie i muzyce zakochał się już jako dziecko. Do kina po raz pierwszy, na "Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków" Walta Disneya z 1937 r., zabrała go mama, gdy miał trzy lata. W jednym z późniejszych wywiadów stwierdził, że wtedy właśnie kino stało się jego drugim domem. Jako młody chłopak większość wolnego czasu spędzał w swoim pokoju, ćwicząc sztuczki magiczne oraz ucząc się gry na klarnecie, instrumencie wcale niełatwym do opanowania. - W jego muzyce wyraźnie słychać fascynację wielkimi klarnecistami, Woodym Hermanem czy Sidneyem Bechetem - tłumaczy Paweł Szamburski, klarnecista, założyciel zespołów Meritum i Horny Trees.

Publicznie Allen zaczął koncertować dopiero w latach 60., w tym samym czasie, gdy po kilkuletniej karierze w telewizji zaczął kręcić własne filmy, do jednego z nich - "Śpiocha" - sam skomponował ścieżkę dźwiękową. Od 12 lat regularnie można go zobaczyć i usłyszeć w kawiarni luksusowego hotelu Carlyle na Manhattanie.

W niedawnej rozmowie z "Gazetą" na pytanie, czego nauczył się jako muzyk przez ponad 30 lat, od czasu nagrywania ścieżki dźwiękowej do "Śpiocha", odpowiedział: Rozwinąłem się bardzo. Kiedyś byłem fatalny, teraz jestem tylko słaby. Podobnie na zakończenie koncertu w Los Angeles kilka lat temu powiedział publiczności: No to teraz sami możecie ocenić, co jest gorsze, moja gra na klarnecie czy filmy?

Trzeba to uznać za kokieterię, bo Allen wkłada w grę mnóstwo czasu, energii i miłości. - Nigdy nie poznałem nikogo, kto poważniej traktowałby jazz niż Woody Allen - twierdzi Eddie Davis, dyrygent New Orleans Jazz Band, który z Allenem gra od pół wieku. - Allen jest ucieleśnieniem mądrości, która mówi, że twój warsztat jest wystarczający i dobry w momencie, gdy zaspokaja twoje potrzeby. A on po prostu chce grać nowoorleański jazz, dixieland, czyli muzykę, którą przecież tworzyli podobni do Allena samoucy - mówi Szamburski.

Niedzielny występ Woody'ego Allena w Sali Kongresowej będzie nie tylko wydarzeniem muzycznym, wiele osób pojawi się, by na żywo zobaczyć jedną z najseksowniejszych gwiazd filmowych wszech czasów (numer 89. w tej kategorii na liście najpopularniejszego brytyjskiego miesięcznika filmowego "Empire"), czwartego najlepszego komika wszech czasów (według kanału Comedy Central), wybitnego reżysera, laureata trzech Oscarów oraz prawie 80 innych wyróżnień i artystę, który wsławił się słowami; "Nie pragnę osiągnąć nieśmiertelności poprzez swoje prace. Wystarczy mi, że po prostu nigdy nie umrę".

Woody Allen i jego New Orleans Jazz Band wystąpi w niedzielę 28 grudnia w Sali Kongresowej, PKiN, pl. Defilad 1. Początek koncertu o godz. 19. Bilety kosztują od 180 do 680 zł. Tuż przed świętami było jeszcze około stu wolnych miejsc.